Dom z teledysku „Last Christmas” jest trudno dostępny, a szwajcarskie miasteczko w Alpach w ogóle nie wykorzystuje potencjału związanego z legendarnym przebojem. Budynek z charakterystycznym kominkiem i hotel, w którym spał George Michael, 40 lat od premiery światowego hitu odnalazł Rafał Ryplewicz. - Miejsca z tak słynnego teledysku, który tylko na Youtubie ma już niemal miliard wyświetleń, nie są w żaden sposób wyeksponowane ani nawet choćby dostępne dla turystów - mówi.

- Pierwszy raz muszę przyznać, że jestem czymś negatywnie zaskoczony w tym kraju - mówi bielszczanin, który w Saas-Fee spędził kilka dni. Mając wolny czas postanowił odnaleźć dom znany z piosenki Wham! i świątecznego utworu „Last Christmas”. Ku jego zaskoczeniu nie była to sprawa łatwa, prosta i przyjemna. I wcale nie chodzi o to, że po szwajcarskim miasteczku nie można jeździć pojazdami spalinowymi.

Sąsiad zdradził mu kilka tajemnic

Informacji, gdzie znajduje się dom znany z teledysku, nie uzyskał w lokalnym punkcie informacji turystycznej. Postanowił w internecie na własną rękę odnaleźć charakterystyczny budynek i następnego dnia z rana pojechał w namierzone miejsce rowerem. - Dojazd do niego był dość długi i skomplikowany, ale po różnych wąskich dróżkach jakoś się dostałem w jego pobliże. Będąc już niemal u celu natrafiłem na kolejną przeszkodę - zakaz przejścia! Z dala dało się już dostrzec identyczny jak w teledysku płot, ale sam dom był wciąż niewidoczny. Ale przynajmniej wiedziałem już, że jestem we właściwym miejscu.

Chcąc zobaczyć więcej, podążał wydeptanymi ściekami, aż dotarł do miejsca, z którego został nakręcony w teledysku główny kadr. - Jednak przez 40 lat drzewa przed domem tak bardzo urosły, że niemal szczelnie go przysłoniły. Znowu poczułem niedosyt i postanowiłem kombinować dalej. - Po jakimś czasie udało mi się zagadać do mieszkańca sąsiedniego domu. Z początku nieufny, jednak po dłuższej rozmowie przekonał się do mnie i pozwolił mi wejść na swój teren. Dopiero z końca jego posesji udało mi się w całości zobaczyć mój słynny cel. Wyglądał niemal identycznie jak na filmie, nie pasował mi tylko kolor drewnianej elewacji.

Rafał Ryplewicz dowiedział się, że właścicielami domu są Amerykanie i jest do wynajęcia za duże pieniądze. - Był bardzo zadbany, udało mi się zrobić sobie z nim to jedno zdjęcie. Mój rozmówca uświadomił mnie także, gdzie były kręcone zdjęcia podczas wigilii oraz świątecznego chilloutu. Okazało się, że nie było to w odnalezionym domku, na co wskazuje teledysk - właściciel miał odmówić zespołowi kręcenia zdjęć w środku, tylko w budynku szkoły oraz gminnego centrum kultury zwanego Chalet Steinmatte - dodaje.

Wigilię kręcono w dobudowanym fuyer

Tam kolejne trudności. Pomieszczenie z filmu okazało się dobudowanym do wielkiej willi fuyer, które było zamknięte. - Zapytałem personel, czy można je na chwilkę otworzyć. Pani odpowiedziała mi, że pomieszczenie nie jest dostępne do oglądania. Po naleganiach przyznała, że nie jest ono w najlepszym stanie. Nie dałem za wygraną i po usilnych prośbach pani w końcu zadzwoniła do kogoś, po czym wyciągnęła klucz i poszliśmy. Po wejściu do niepozornego, niewielkiego pokoju od razu rzucił mi się w oczy charakterystyczny kominek. Identyczne jak w teledysku były również drzwi oraz ich zaokrąglona futryna.

Po nakręceniu zdjęć pokój przeszedł kiedyś drobne prace budowlane. - Przyznam się, że stan techniczny pomieszczenia mnie zszokował. Można go bez cienia przesady określić jako ruina. Wszystkie dzielnicowe domy kultury w moim rodzinnym Bielsku-Białej to przy tym piękne i zadbane obiekty. Sam dach był w takim stanie, że groził zawaleniem. Podpierały go dwa prowizoryczne filary - dodaje Rafał Ryplewicz.

Bielszczanin zapytał jeszcze o charakterystyczne krzesła z teledysku. Na sali stały inne. - Nie pochodziły one z ich instytucji. Powiedziano mi, że ekipa techniczna zespołu Wham! ściągnęła je na potrzeby zdjęć z lokalnej restauracji Zur Mühle, która funkcjonuje do dnia dzisiejszego. Radny udał się pod ten adres.

- Po wejściu do ogólnodostępnej części lokalu nigdzie ich jednak nie dostrzegłem. Mimo to pracownica lokalu potwierdziła mi ich historię i zdradziła, że meble nadal znajdują się w restauracji. Po zjedzeniu lunchu zostałem zaprowadzony do osobnej sali na specjalne okazje. W niej ujrzałem piękne krzesła z charakterystycznymi otworami w oparciach, identyczne jak te na filmie. Radość z ich odnalezienia tak mi się udzieliła, że wpadł mi do głowy kolejny, zwariowany pomysł... Postanowiłem odwiedzić hotel, w którym podczas kręcenia zdjęć zameldowana była cała ekipa zespołu Wham! z Georgem Michaelem na czele.

Odnalazł także hotel, gdzie spał George Michael

Bielszczanin zapytał w recepcji czy jest możliwość zobaczenia apartamentu, w którym mieszkał artysta. Zakłopotana pracownica wytłumaczyła, że nie oprowadzają osób z zewnątrz po hotelu. Po doprecyzowaniu swojej prośby zaproponowała mu, żebym skorzystał z dnia otwartego obiektu, czyli tzw. nocy muzeów. Gdy odparł, że jest turystą i nie będę miał takiej możliwości, recepcjonistka zadzwoniła do przełożonego.

- Przełożony odparł, że też musi zadzwonić do swojego przełożonego i tak końcem końców nazajutrz zgodzono się zaprowadzić mnie do najbardziej luksusowego apartamentu, usytuowanego na samym poddaszu imponującego kompleksu. Miałem wielkie szczęście, że był akurat wolny - dodaje. 

Co go tak negatywnie zaskoczyło w całej historii? - Miejsca z tak słynnego teledysku, który tylko na Youtubie ma już niemal miliard wyświetleń, nie są w żaden sposób wyeksponowane ani nawet choćby dostępne dla turystów. Wręcz przeciwnie, dostęp do nich jest tak utrudniony, że jeśli człowiek nie wykaże się sprytem i determinacją to poza kolejką górską czy polaną niczego nie zobaczy - mówi Rafał Ryplewicz.

bb