Od 23 grudnia wszystkie oddawane budynki mieszkalne muszą być wyposażone w czujniki dymu i czadu. W kolejnych latach przepisy będą rozszerzane o kolejne klasy obiektów. Niewielkie i kosztujące ok. 100 złotych urządzenie może uratować życie. 

- Chcemy dać mocny sygnał ze strony państwa, że czujki dymu i tlenku węgla powinny być czymś, co każdy ma w swoim domu - mówi o nowych zasadach minister Tomasz Siemoniak. MSWiA prezentowało dane z których wynika, że 80 proc. ofiar śmiertelnych notowane jest w pożarach budynków mieszkalnych.

Do pożarów najczęściej dochodzi w porze nocnej. Celem nowych przepisów jest wprowadzenie rozwiązań umożliwiających wczesne wykrycie pożaru oraz skuteczne zaalarmowanie mieszkańców o zagrożeniu.

Od 23 grudnia osoby oddające nowe mieszkania muszą je obowiązkowo wyposażyć w czujniki dymu i czadu. Dopiero od 2030 roku obowiązek instalowania czujki dymu i tlenku węgla dotyczyć będzie istniejących mieszkań, w tym pomieszczeń z piecem, w którym spalane jest paliwo stałe, ciekłe lub gazowe.

Od początku 2026 roku taki obowiązek będzie dotyczył obiektów handlowych, produkcyjnych czy magazynowych, a pół roku później w czujki dymu i czadu, będą musiały zostać obowiązkowo wyposażone pomieszczenia oraz lokale mieszkalne, w których świadczone są usługi hotelarskie. 

Tylko w grudniu w Bielsku-Białej i powiecie doszło do kilku zatruć czadem. Hospitalizowana była m.in. czteroosobowa rodzina, w tym dwoje małych dzieci, z osiedla Złote Łany. W wigilię załoga ratownictwa medycznego i śmigłowiec LPR lądował w Hałcnowie, gdzie w trakcie kąpieli zatruła się 20-latka.

bb