To nie proces o ustalenie faktów a ich interpretację - mówił sędzia prowadzący rozprawę. 18 osób, w tym dwóch bielskich dziennikarzy, stanęło przed Sądem Rejonowym w Częstochowie. Prokuratura postawiła im ponad 40 zarzutów.

Posiedzenie wstępne w tej sprawie miało miejsce w październiku, a dwie pierwsze rozprawy 4 i 11 grudnia (kolejne terminy wyznaczono w styczniu). Na ławie oskarżonych zasiadło 18 osób, w tym 15 policjantów. Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu postawiła im łącznie ponad 40 zarzutów przekroczenia uprawnień, ujawniania tajemnicy służbowej i działania na szkodę interesu publicznego i prywatnego.

Sprawa toczy się w Sądzie Rejonowym w Częstochowie, bo decyzją Sądu Najwyższego wyłączył się z niej bielski wymiar sprawiedliwości. Zdaniem prokuratury, pracownica Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej, mając dostęp do ksiąg wieczystych, przekazywała osobie nieuprawnionej - policjantowi, a prywatnie mężowi - dane właścicieli nieruchomości. Ponadto miała otrzymywać od męża informacje o zdarzeniach drogowych i przekazywać je dalej - dziennikarzowi radiowemu. Kobieta to 18 osoba oskarżona w śledztwie.

Materiały sprawy liczą 21 tomów (w tym materiały z podsłuchów), a akt oskarżenia 110 stron. Na pierwszej rozprawie odczytano akt i przesłuchano pierwsze osoby. Nie stawił się główny oskarżony, którym jest lokalny dziennikarz radiowy. Mężczyzna był podsłuchiwany i jak przytacza materiały śledztwa częstochowska „Gazeta Wyborcza” - chełpił się szerokimi koneksjami w bielskiej policji, które miały pomagać mu w pracy.

Zdaniem sosnowieckiej prokuratury, główny oskarżonych nielegalnie pozyskiwał informacje i zdjęcia ze zdarzeń drogowych oraz publikował je m.in. w mediach społecznościowych. Prokurator uznaje, że reporter korzystał z policyjnych informacji w sposób nieuprawniony oraz z chęci uzyskania korzyści materialnych. Dziennikarz współpracował także z firmą zajmującą się transportem uszkodzonych pojazdów.

Prokuratura twierdzi także, że reporter „załatwił" sobie odstąpienie przez policjantów od ukarania mandatem po kolizji. Policjanci wyjaśniali, że była to zwykła „obcierka”, a dziennikarz nie był karany i udostępnił nagranie z kamerki. Zaprzeczali, by ktoś naciskał na nich, by radiowca tylko pouczyć.

Na ławie oskarżonych zasiada także drugi dziennikarz radiowy. Ciąży na nim zarzut podżegania funkcjonariuszy, aby odstąpili od ukarania mandatem jego redakcyjnego kolegi. W trakcie procesu wyjaśniał, że telefonował do jednego z policjantów na miejscu kolizji, by ustalić, co się wydarzyło.

- Ta sprawa od początku jest absurdalna. Prokuratura uważa, że przekazywane lokalnej społeczności informacje, co na pewno ułatwiało jej życie, to czyn społecznie szkodliwy - komentuje Michał Niemczyk, przewodniczący NSZZ „Solidarność” Funkcjonariuszy i Pracowników Policji Regionu Podbeskidzie.

bak