Befama była perłą w koronie bielskiego przemysłu. Do upadku i likwidacji doprowadził ją NFI
Przez ponad 150 lat remontowała i produkowała niezawodne maszyny dla przemysłu włókienniczego, a jej produkty były znane na całym świecie. Befama w warunkach planowej gospodarki socjalistycznej miała pięć zakładów rozsianych po całym Bielsku-Białej i zatrudniała 5 000 osób. Nim powstała Fabryka Samochodów Małolitrażowych była największym zakładem w mieście. Jej schyłek to końcówka lat 90., gdy Befamą zarządzały Narodowe Fundusze Inwestycyjne. Za kilka lat dawne zabudowania pofabryczne zakładów A i B staną się osiedlami mieszkaniowymi.
Początki zakładu sięgają 1851 roku, gdy przedsiębiorstwo założył Gustav Josephy, który kilka lat wcześniej podjął pracę w fabryce sukna braci Baum w Wapienicy. Fabrykant szybko zorientował się, że na rynku brak jest producentów maszyn. Założona przez niego firma początkowo zatrudniała kilkanaście osób i zajmowała się remontami maszyn. W ciągu kilku lat rozpoczęła produkcję prostych maszyn włókienniczych i zakupiła piętrowe budynki fabryczne na Żywieckim Przedmieściu przy obecnej ulicy Partyzantów.
Synowie przejęli zakład po śmierci ojca
Nagła choroba i śmierć przedsiębiorcy sprawiła, że w 1857 roku szefem zakładu został jego szwagier Franz Biswanger. W kolejnych latach produkcję rozszerzono o kolejne rodzaje maszyny używanych do obróbki wełny i już w latach sześćdziesiątych XIX wieku firma zaopatrywała większość fabryk sukienniczych w Austro-Węgrzech, Królestwie Polskim i w znacznym stopniu w Rosji. W kolejnych latach zarządzanie fabryką przejęli dwaj synowie twórcy zakładu i na początku XX wieku przy obecnej ulicy Rejtana wybudowano nową odlewnię żeliwa, a niedługo później wzniesiono stolarnię, ślusarnię blach i kolejne warsztaty.
W latach 20. na wysokości obecnej ulicy Zdrojowej wybudowano wysokie żelbetowe hale warsztatowe, a do hali odlewni dostawiono od północy dwupiętrowy budynek z bramą przejazdową na teren zakładu. Z kolei w fabryce przy ulicy Partyzantów w tym samym czasie przebudowano część traktu mieszczącą biura konstrukcyjne i handlowe. Zakłady miały dobrze rozwinięta sieć zakładowej kolei wąskotorowej, która umożliwiała transport ciężkich elementów zarówno wewnątrz, jak i pomiędzy zakładami.
Akcja gaśnicza w siarczystym mrozie
Gdy w 1926 roku, z okazji 75-lecia powstania fabryki, snuto ambitne plany na przyszłość, nikt nie spodziewał się, że 24 grudnia dojdzie do wielkiego pożaru zabudowań przy ulicy Powstańców Śląskich. - Był to największy pożar, z jakim zmagała się Bielsko-Bialska Ochotnicza Straż Pożarna w okresie międzywojnia. Akcję gaśniczą utrudniał m.in. siarczysty mróz, powodujący zamarzanie hydrantów - pisze historyk Piotr Kenig w kwartalniku „Relacje-Interpretacje” wydawanym przez Regionalny Ośrodek Kultury w Bielsku-Białej.
Z otrzymanego odszkodowania wybudowano, nowy, czterokondygnacyjny budynek fabryczny. Pod koniec lat 20. fabryka liczyła ok. 800 pracowników i była trzecim co do wielkości zakładem w Bielsku. Na początku kolejnej dekady prasa rozpisywała się, że produkcja nie ustępuje największym tego rodzaju fabrykom w Niemczech. W latach II wojny światowej realizowano przede wszystkim zamówienia armii niemieckiej, wytwarzano m.in. lawety do lotniczej broni pokładowej, zatrudniając pod koniec wojny 1190 robotników.
Największy rozwój i upadek po transformacji
Na początku 1945 roku właściciele fabryki opuścili Bielsko, a z czasem zakład na podstawie ustawy o nacjonalizacji został upaństwowiony. Pod koniec lat 40. fabryka przyjęła nazwę Befama i nowoczesny zakład został wybudowany przy ulicy Powstańców Śląskich. Największy rozwój fabryki produkującej maszyny włókiennicze przypada na lata 70., gdy zatrudniała ok. 5 000 pracowników i do czasu utworzenia Fabryki Samochodów Małolitrażowych, był to największy zakład działający w Bielsku-Białej.
Po upadku PRL rozpoczęły się przekształcenia własnościowe i Befama w 1995 roku stała się jednoosobową spółką Skarbu Państwa. W połowie 1999 roku została włączona do programu Narodowych Funduszy Inwestycyjnych - była to część Programu Powszechnej Prywatyzacji, którego autorem był Janusz Lewandowski. Koncepcja oparta była m.in. na utworzeniu piętnastu NFI, które miały zarządzać 512 zakładami. Ich udziałowcami mieli stać się wszyscy mieszkańcy kraju. Bony dostało blisko 26 mln Polaków.
- Wniesienie do NFI spółki w tak trudnej kondycji finansowej nie dawało gwarancji dalszego jej funkcjonowania. Spółka kilka lat z rzędu ponosiła stratę, odnosząc ujemny wynik na swojej podstawowej działalności, a z uwagi na strukturę branży, w jakiej funkcjonowała (przemysł włókienniczy), rynki zbytu z roku na rok zmniejszały swoje zapotrzebowanie na oferowane przez Befama SA produkty - pisał minister skarbu Aleksander Grad w 2009 roku w odpowiedzi na pytania poseł Bożeny Kotkowskiej.
Sprzedana w 2001 roku prywatnej spółce
Pod koniec lat 90. akcjonariat Befamy przedstawiał się następująco: pakiet akcji obejmujący 33 proc. udziału w kapitale zakładowym został wniesiony do spółki akcyjnej NFI Piast, 27-proc. akcji objęły pozostałe NFI, 15-proc. został udostępniony pracownikom, a 25 proc. akcji pozostał w gestii Skarbu Państwa.
W lipcu 2001 roku pakiet akcji należący do NFI Piast za nieco ponad 185 tys. zł nabyła prywatna spółka - Towarzystwo Inwestycyjno-Finansowe Liga 2000 z Katowic. Trzy lata później Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej ogłosił upadłość likwidacyjną Befamy SA. Główny majątek upadłej spółki został sprzedany rok później.
Narodowy Fundusz Inwestycyjny okazał się porażką, o czym w 2003 roku, osiem lat po ich powołaniu, alarmowała Najwyższa Izba Kontroli. Zdaniem kontrolerów, na NFI zarobiły tylko firmy zarządzające ich majątkiem, a wiele firm najzwyczajniej upadła ogłaszając bankructwo i wyprzedając majątek.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Zdjęcie: Beskidia.pl
Oceń artykuł:
162 30
I nadal produkuje maszyny włókiennicze.
na pytanie Rymanowskiego, czy jak Trzaskowski wygra wybory to masło będzie po 5 zł?, odpowiedział: myślę, że tak. Szkoda pisać do mat.łów m.in. o Lewandowskim i reszcie tej ferajny, bo mają krótką pamięć, są krótkowzroczni i pójdą zagłosować jak stado baranów
To jest błąd rzeczowy, taki sam jest powielony na tablicy umieszczonej na budynku tejże odlewni.
Była to odlewnia ŻELIWA. Żelazo jest pierwiastkiem i ze wzglądu na swoje właściwości sam w sobie nie nadaje się do produkcji maszyn.
Do produkcji używa się stopów żelaza z węglem i innymi pierwiastkami. W Befamie odlewano ŻELIWO czyli stop żelaza z węglem o zawartości węgla od 2,11% do 6,67 % z domieszkami krzemu, manganu, fosforu i siarki.
Nie mniej Pan Piotr nie jest dyrektorem Starej Fabryki a kierownikiem i kustoszem tejże.
A tak w ogóle, to nie Piotr Keniga, ale KENIG, droga redakcjo! Dyrektor Starej Fabryki, dzięki której możemy zobaczyć, jakim to prężnym ośrodkiem przemysłowym było nasze miasto w przeszłości. Wybitny znawca zagadnień związanych z bielskim przemysłem, potrafiący świetnie przekazać swoją wiedzę uczestnikom wycieczek organizowanych przez Stowarzyszenie Olszówka. Pozdrawiam Pana Piotra Keniga oraz Jacka Zacharę!