Człowiek z tytanu wybrany został jednogłośnie. W klubie zastanie pustą kasę i... gabinety
Wybór był jednogłośny - tak o piątkowej nominacji Krzysztofa Sałajczyka na nowego prezesa Podbeskidzia mówi Edward Łukosz. Zdaniem współwłaściciela klubu, Sałajczyk profilem i zaprezentowaną wizją najlepiej pasuje do potrzeb i wyzwań, przed jakimi stoi klub. A tych jest sporo. „Górale” mają ok. 4 mln zł długu, w ostatnich kolejkach trener nie miał podglądu do parametrów fizycznych i taktycznych piłkarzy, bo dostawca wyłączył im kamizelki GPS, a z klubu odchodzą kolejni pracownicy.
Po raz pierwszy w 13-letniej historii spółki akcyjnej wyboru prezesa Podbeskidzia dokonano w otwartym konkursie. Nazwisko nowego prezesa nie jest następstwem politycznego układu sił w Ratuszu i dzieleniem stołków w komunalnych spółkach, ani jednoosobowej decyzji prezydenta lub jego zastępcy.
Łukosz: Wykorzystać potencjał
- Wszyscy z finałowej piątki byli dobrze przygotowani, każdy z nich miał mocniejsze i słabsze strony w swoim CV, ale wspólnie z panem wiceprezydentem - myślę, że mogę powiedzieć jednogłośnie - podjęliśmy tę decyzję - mówi w rozmowie z naszą redakcją Edward Łukosz, drugi współwłaściciel klubu.
- Krzysztof Sałajczyk to kandydat, który profilem wydaje się najbardziej zbliżony do aktualnych potrzeb i tego, co mamy do zrobienia. Podbeskidzie wciąż jest w trudnej sytuacji, ale wierzę, że te najtrudniejsze chwile ma już za sobą - dodaje Edward Łukosz, mając na myśli spadek i trudności finansowe.
- Potrzebny jest człowiek, który zna się i na biznesie i na sporcie. Chcemy przywrócić managerski styl zarządzania klubem, przywrócić mu charakter biznesowy. Mamy olbrzymi potencjał biznesu w naszym regionie, który nie jest wykorzystany. Mamy w zanadrzu nową emisję akcji, która pomoże w rozwoju i funkcjonowaniu klubu. Do tych celów potrzebowaliśmy człowieka, który wie, jakie działania biznesowe podjąć i jak rozwijać te obszary. Wierzymy, że pan Krzysztof wypełni cele, które sobie założyliśmy.
Potrzebny jest dyrektor sportowy
Edward Łukosz dodaje, że Sałajczyk ma także wykształcenie potrzebne na tym stanowisku. Jak informował klub, jest absolwentem Johan Cruyff Institute w Barcelonie, a niedawno ukończył staż w dziale organizacyjnym Bayernu Monachium (gdy był nastolatkiem, trafił do akademii Bawarczyków).
- Potrzebne są działania i weryfikacja w obszarze sportowym, prawdopodobnie konieczne jest znalezienie dyrektora sportowego. Latem w pośpiechu działał trener Krzysztof Brede, do którego mam ogromny szacunek, ale i w tym obszarze jest trochę pracy do wykonania - dodaje współwłaściciel.
Właściciele spółki chcieliby, aby w klubie pozostał Michał Miąc, który przegrał walkę o fotel prezesa. - Zarówno mi, jak i panu prezydentowi zależy na tym, by Michał pozostał w klubie. Przekonywaliśmy go, żeby kontynuował pracę w roli prokurenta, a może konieczne okazać się utworzenie stanowiska wiceprezesa. Gdy sześć lat temu uczestniczyłem w spółce w pracach porządkowych (po odejściu Tomasza Mikołajki - red.), przekonałem się, jak jest to oddana i zaangażowana osoba, bardzo cenna dla klubu.
Pusta kasa i exodus pracowników
Nowy prezes formalnie stanowisko obejmie w poniedziałek, 2 grudnia. Czeka go wiele wyzwań, bo spółka ma ok. 4 mln zł długu i puste... gabinety. W ostatnich dniach z klubem pożegnał się Kamil Binda, który został team managerem Wisły Kraków. Do ekstraklasowego Motoru Lublin odchodzi rzecznik prasowy Piotr Kubica, wypowiedzenie złożyła pracownica działu sprzedaży, a nie wiadomo jaką decyzję podejmie Miąc. Do tych osób doliczyć trzeba Piotra Ossowskiego z działu mediów, który odszedł w październiku.
Kim jest Krzysztof Sałajczyk? Pochodzi i nadal mieszka w pobliżu Raciborza. W młodości trenował w Górniku Zabrze, skąd trafił na wspomniane już testy w Bayernie, ale kariery piłkarskiej nie zrobił. W wieku 24 lat cudem uszedł z życiem z wypadku komunikacyjnego. Przez kilka tygodni był w śpiączce farmakologicznej, miał złamany kręgosłup, a lekarze wszczepili mu tytanowe implanty podtrzymujące żebra.
37-latek ukończył psychologię biznesu i liczne kursy w obszarze zarządzania sportem. Wiosną startował w konkursie na prezesa Górnika Zabrze, a potem nie zdecydował się na pracę w strukturach Legii Warszawa czy Cracovii. Jak sam mówi, czekał na większe wyzwanie, a takim będzie praca w Bielsku-Białej.
Trzy filary funkcjonowania klubu
Nasz rozmówca deklaruje, że odbył już rozmowę z Michałem Miącem. - Bardzo bym chciał, by kontynuował pracę w spółce w roli prokurenta zarządu. Trochę po piłkarsku można stwierdzić, że to wychowanek Podbeskidzia, którego wiedza i doświadczenie będzie bardzo istotne w pracy nad rozwojem klubu.
Krzysztof Sałajczyk chciałby odbudować pion sportowy, w którym oprócz dyrektora znajdzie się skaut, a długofalowo również analityk. - To zespół, w skład którego wchodzić będzie także trener, który odpowiadać będzie za ruchy transferowe - dodaje. Nowy prezes rozwijać klub planuje w oparciu o trzy filary: społeczny, biznesowy i sportowy. W pierwszym główną rolę odgrywają kibice, z którymi wkrótce chce się spotkać.
- Kibice są bardzo ważni, to dla nich jest i funkcjonuje klub - mówi. Aspekt biznesowy to rzecz jasna pozyskiwanie nowych sponsorów i inwestorów. - W spółce jest klub biznesu, który wymaga mocniejszych działań - zauważa. W aspekcie sportowym wszelkie ruchy podejmowane będą w konsultacji z trenerem. - W przyszłym tygodniu planuję spotkać się z zespołem - dodaje Sałajczyk. W planie ma także zwołanie konferencji prasowej, na której w większych szczegółach przedstawi swoje plany zawodowe.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
72 29
i jednocześnie żółta kartka dla tych, którzy podejmowali decyzje przez ostatnich kilka lat