Jego zdaniem, 10. miejsce w tabeli po rundzie jesiennej nie odzwierciedla potencjału drużyny, a klub potrzebuje dyrektora sportowego i prywatnego inwestora, by się rozwijać. O wciąż bardzo trudnej sytuacji finansowej, pożyczkach i planach na zimowe okienko transferowe rozmawiamy z Michałem Miącem, prokurentem Podbeskidzia.

- Od miesiąca kieruje Pan spółką. Jakie zadania postawiła przed Panem rada nadzorcza?
Michał Miąc: To były bardziej rozmowy na tematy bieżące. Rozmawialiśmy na temat konkursu na stanowisko prezesa i tego jak w najbliższych tygodniach funkcjonować ma spółka.

- Pana zdaniem Krzysztof Przeradzki podejrzewał, że zostanie zmuszony do odejścia?
Gdzieś zakładał taką możliwość, ale chyba nie w tym momencie.

- Na przestrzeni lat klub znajdował się w trudniejszym położeniu niż obecnie?
Spadek do drugiej ligi to sytuacja bez precedensu. Przez 22 lata Podbeskidzie nieprzerwanie grało w ekstraklasie lub na jej zapleczu, więc pod względem sportowym na pewno tak. Nigdy nie dopuszczałem myśli, że po spadku z ekstraklasy, za moment Podbeskidzie spadnie do drugiej ligi.

Pożyczki trzeba spłacić

- Co do tego doprowadziło?
Brak stabilizacji w ciągu ostatniego sezonu, bo w ciągu 12 miesięcy mieliśmy aż trzech trenerów. Do tego dochodzą zmiany w dziale sportowym, zarządzie oraz sprzedaż kluczowych piłkarzy przed sezonem ze względu na trudną sytuację finansową. Sprzedany został Goku, Kacper Wełniak, Krzysztof Drzazga i Jeppe Simonsen. To dla klub były rekordowe przychody z transferów (w sprawozdaniu finansowym ujawniono, że na transferach klub zarobił ponad milion złotych - red), ale nie było możliwości by nie odbiło się to na wyniku sportowym.

- A sytuacja pod względem finansowym i organizacyjnym?
Nie będę ukrywał, że spółka cały czas ma problemy z płynnością finansową. Jestem po rozmowach z właścicielami i prowadzimy działania w celu poprawy tego stanu rzeczy w krótkim okresie. Niedawno udało się przedłużyć terminy spłaty pożyczek.

- Pożyczki z Zakładu Gospodarki Odpadami, czy innej, od osoby prywatnej, o której się mówi?
Zarówno tej z ZGO, jak i jeszcze jednej.

- Jakie to kwoty i w jakim terminie klub ma je spłacić?
Obie mamy spłacić do końca roku, ale nie chciałbym mówić o kwotach (w przypadku ZGO w marcu 2024 roku pożyczona została kwota 1 mln zł. Według dokumentów, spłacono ok. połowę - red.).

Zaległości wobec młodzieży z rezerw

- Czy to prawda, że klub od lipca nie płaci młodym piłkarzom czwartoligowych rezerw?
Niestety to prawda, klub ma zaległości wobec zawodników grających w rezerwach.

- To chyba nie są duże kwoty, mówimy o młodych, często 18-letnich piłkarzach, którzy kończą edukację w Szkole Mistrzostwa Sportowego i wchodzą w seniorską piłkę.
Rzeczywiście to nie są duże sumy, gdy zestawimy je z kontraktami zawodników występujących w pierwszym zespole. Sytuacja finansowa nie pozwala na regulowanie zobowiązań wobec zawodników rezerw.

- Klub od lat, właściwie od spadku z ekstraklasy, ma problem z finansowaniem bieżącej działalności. Dzieje się to mimo wielomilionowej dotacji z budżetu Bielska-Białej.
W obecnym układzie właścicielskim kluczowe jest pozyskanie nowego inwestora z sektora prywatnego. Bez nowego kapitału klub nie będzie się rozwijać. Aby tego dokonać, musimy pokazać, że gospodarujemy budżetem w sposób mądry i efektywny i że Podbeskidzie jest przyjazne dla biznesu.

- Trudno przekonać biznes do inwestowania w klub, gdy na trybunach dochodzi do bijatyki.
Sytuacja, do której doszło podczas derbów jest niedopuszczalna i nigdy nie powinno do niej dojść. To był jeden z najsmutniejszych dni w mojej pracy w klubie. Wszystko, co do tej pory zostało wypracowane, nagle zostało naruszone. Zaufanie buduje się latami, ale łatwo je stracić. Dlatego moim głównym zadaniem będzie poprawa wizerunku i odbudowania zaufania kibiców.

W klubie nie ma już pionu sportowego 

- Spółka wymaga większych zmian w strukturze organizacyjnej?
Jestem po rozmowie z pracownikami. W jej trakcie przedstawiłem swój model działania i obecnie analizujemy strukturę organizacyjną. Definiujemy cele i na tej podstawie wkrótce będziemy określać nowy schemat. Kluczowe w tym wszystkim jest określenie jasnych i konkretnych celów, tak abyśmy mogli mierzyć, czy nasze działania będą efektywne. Jeśli nie, to będziemy diagnozować, dlaczego tak się dzieje i nie udało się zrealizować zakładanego celu.

- Czy to zapowiedź poszukiwania oszczędności i odejść w administracji?
Nie, wręcz przeciwnie. Potrzebujemy wzmocnienia w niektórych obszarach.

- W pionie sportowym, który po chaotycznych ruchach Przeradzkiego przestał istnieć?
Dział sportowy to priorytet. Umiejętnie zbudowana struktura pionu odgrywa kluczową rolę w funkcjonowaniu klubu. Przychody z transferów w takim klubie jak Podbeskidzie powinni być ważnym elementem w strukturze budżetu. Pamiętam czasy, gdy w dziale sportowym oprócz dyrektora pracowało trzech doświadczonych skautów i dwie osoby od sprawy administracyjnych.

- To nie są odległe czasy, bo ma Pan na myśli dyrektora Łukasza Piworowicza.
Zgadza się. Oprócz ludzi potrzebne są nam także narzędzia do pracy. W obecnych czasach piłka nożna w głównej mierze opiera się na analizie i przetwarzaniu danych. Udało mi się namówić prezesa Przeradzkiego do zakupu programu TransferRoom. Mówiąc nieco kolokwialnie, to piłkarski odpowiednik Tindera, w którym kluby mogą kontaktować się bez zbędnych pośredników. W ten sposób możemy dotrzeć do zawodników na całym świecie. Dzięki wsparciu tego programu udało nam się przeprowadzić dwa transfery. Jednym z nich było pozyskanie Jeppe Simonsena.

Pięciu kandydatów na dyrektora

- Klub poszukuje dyrektora sportowego?
Moim zdaniem w klubie powinien pracować dyrektor sportowy, który odpowiada za zbudowanie i wdrażanie strategii sportowej. Na ten moment sondujemy możliwości pozyskania takiej osoby, ale to czy zatrudnimy dyrektora zależy od wielu czynników, w tym budżetu, jakim dysponuje spółka. Właściwie funkcjonujący dział sportowy minimalizuje ryzyko popełnienia błędu związanego z transferami. Mogę zdradzić, że odbyłem rozmowy z pięcioma kandydatami, którzy mogliby objąć tę funkcję.

- Jak pod względem budowania drużyny wyglądało letnie okienko transferowe?
Po przyjściu trenera Krzysztofa Brede pracowaliśmy w trójkę wraz ze mną i Kamilem Bindą. Kamil wyszukiwał piłkarzy zgodnie z profilem, który nakreślił trenera. Prowadził wstępną selekcję, odpowiadał za zbieranie informacji na temat piłkarzy i ich weryfikację w różnych miejscach, w tym ich cech charakteru, bo dla nas kluczową sprawą było pozyskanie liderów nowej drużyny. Wspólnie z trenerem wybierano ostateczną grupę piłkarzy na daną pozycję, a moją rolą była weryfikacja możliwości przyjścia do klubu. A później negocjacje i kwestie formalne. Szukaliśmy piłkarzy, dla których Podbeskidzie było priorytetem, a nie którymś klubem z dalszego wyboru.

- Kamil Binda właśnie odszedł z klubu i został team managerem Wisły Kraków. To kolejna, i zdaje się nie ostatnia, w ostatnich miesiącach postać, która po wielu latach opuszcza klub.
To dla nas wielka strata i autonomiczna decyzja Kamila, który już rok temu miał propozycję z Rakowa Częstochowa, ale udało mi się go nakłonić do pozostania w Podbeskidziu i pracy w dziale sportowym. Kamil jest rzetelnym, zaangażowanym i ambitnym pracownikiem, który dodatkowo był emocjonalnie związany z klubem. Posiada umiejętności analityczne i interpersonalne, które wykorzystywał podczas rekrutacji zawodników. Jego strata sprawia, że jeszcze bardziej powinniśmy przyśpieszyć rozmowy na temat zatrudnienia dyrektora sportowego i odbudowy pionu sportowego.

Trzy wzmocnienia, ale ktoś musi odejść

- Jak przedstawiają się plany na zimowe okienko. Czy mimo problemów finansowych planowane są wzmocnienia, a jeśli tak to na jakich pozycjach?
Uważam, że mamy dobrze zbudowany zespół i chcemy podążać drogą ewolucji, a nie rewolucji. Planujemy pozyskać trzech piłkarzy, którzy od razu wskoczą do wyjściowego składu. Nie jest tajemnicą, że mamy problem z finalizacją akcji i poszukujemy wzmocnień w ofensywie. Prowadzimy rozmowy z zawodnikami, którzy mogliby nas wzmocnić. Są to piłkarze zarówno krajowi jak i z zagranicy.

- Czy w budżecie są środki na nowych zawodników? Czy aby kogoś pozyskać, trzeba będzie się z kimś rozstać?
To naturalna rzecz, że jeżeli nie pojawią się dodatkowe środki, to będziemy obracać się w budżecie, którym dysponujemy. Wspólnie z trenerem Brede mamy przygotowaną listę piłkarzy, którzy zimą otrzymają wolną rękę w poszukiwaniu nowego zespołu.

- Obecny na meczu w Bielsku-Białej był dyrektor Łukasz Piworowicz. Jakub Fudali z portalu goal.pl informował, że Piast Gliwice interesuje się Michałem Willmannem.
Rozmawiałem po meczu (z KKS-em Kalisz - red.) z Łukaszem, ale nie informował mnie o zainteresowaniu tym zawodnikiem. Na ten moment do klubu nie wpłynęła żadna oferta ani zapytanie o Michała.

- Sześć punktów straty do baraży o awans, siedem nad strefą spadkową. Podbeskidzie jest średniakiem drugiej ligi. Zgodnie z przedsezonowymi oczekiwaniami i potencjałem?
Na pewno jest w nas i zawodnikach dużo sportowej złości i czujemy ogromny niedosyt, ponieważ zgubiliśmy zbyt dużo punktów. Uważam, że sytuacja w tabeli nie odzwierciedla rzeczywistego potencjału naszej drużyny. Jednak przykład Polonii Bytom z poprzedniego sezonu pokazuje, że czasem lepiej trzymać się w peletonie i odskoczyć dopiero na ostatniej prostej.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Bartłomiej Kawalec
[email protected]