Budują się na terenach zalewowych. Dlaczego urzędnicy wydają pozwolenia? - foto
W czasie wrześniowych powodzi ucierpieli mieszkańcy gminy Czechowice-Dziedzice zamieszkujący tereny wzdłuż rzeki Iłownica, które przebrała przez wał. Teraz pytają, dlaczego władze pozwalają się budować na terenach zagrożonych zalaniem?
Nasz rozmówca kilkanaście miesięcy temu postawił dom w rejonie ulic Wierzbowej i Waryńskiego w Czechowicach-Dziedzicach. W czasie wrześniowej powodzi woda sięgała tu nawet 1,5 m wysokości. Przyznaje, że przyciągnęła go przede wszystkim cena - działka kosztowała nieco mniej niż średnia w gminie.
- Kiedy emocje opadły, zacząłem zastanawiać się nad tym, czy dobrze zrobiłem, decydując się na budowę w tym miejscu. Z jednej strony mam do siebie trochę pretensji, bo wiedziałem, że teren ma swoją specyfikę. Z drugiej strony, muszę przyznać, że pretensje mam również do władz gminnych i powiatowych. Skoro pozwalają na budowę domów na terenach zalewowych i oznaczają je w planach jako mieszkalne, to powinni także zadbać o odpowiednią infrastrukturę zabezpieczającą mieszkańców - słyszymy od mieszkańca terenu.
Więcej na ten temat pisze „Kronika Beskidzka”. Nowe wydanie tygodnika jest już w sprzedaży, e-wydanie TUTAJ.
ak
Oceń artykuł:
35 38
Czy obywatel, myślacy, przewidujący, dowiedział się we własnym interesie, czy na terenie gdzie chce postawić dom jest pod tym względem bezpiecznie?
Zakładacie, że urzędnik odpowie za pozwolenie, a wam zaleje dom. No i? Od 30 lat coś siew temacie zmieniło?
Wystarczy zobaczyć archiwalne zdjęcia powodzi z okresu np. 30 lat i samemu się przekonać, czy dana okolica jest ok.
Wierzycie urzędnikom jak Bogu? Powodzenia.
Podobnie sprawa ma siędo budowy domów na zboczach, gdzie grożą osuwiska ziemi.
Jak ktoś buduje jeden dom za swojego życia, to powinien ruszyć 4 litery i chociaż spróbować zminimalizować przyszłe straty, oczywiście jak się tylko da.
Tak mieszkam w domu jednorodzinnym, nie w bloku i wiem o czym piszę.