Siekiera dosłownie wisi w powietrzu. Rzecznik udzielił wywiadu, społecznicy mu odpowiadają
Do końca listopada potrwają rozmowy zespołu powołanego przez wiceministra klimatu i środowiska w celu wyznaczenia tzw. lasów społecznych wokół Bielska-Białej. W czwartek o wielu funkcjach lasów, potrzebie ich pielęgnacji oraz rozbieżnościach w rozmowach ze stroną społeczną na antenie Radia Bielsko mówił rzecznik Tomasz Gawęda. Redakcja portalu o odniesienie się do tych słów poprosiła aktywistów. Ci nie pozostają dłużni i odpowiadają na każdy użyty argument. Punktem zapalnym wydaje się kwestie tego, jak duży powinien być obszar tzw. lasów społecznych.
Już na początku rzecznik Nadleśnictwa Bielsko mówił, że „lasy społeczne”, w opinii leśników, wcale nie są tym, co wszystkim się wydaje. - Lasy skrótowo nazywane społecznymi, to są tak naprawdę lasy o dominującej funkcji społecznej. Dominującej, to znaczy niejedynej. Ustawa o lasach mówi, jakie funkcje spełniają lasy i mówi, że te funkcje spełniane mają być jednocześnie. My leśnicy, stoimy na stanowisku, że funkcja społeczna nie może być jedyna, która jest wypełniana - mówił Tomasz Gawęda w Radiu Bielsko.
Las potrzebuje pielęgnacji...
- W aktualnym stanie sprawnym jesteśmy do wypełniania tych funkcji zobowiązani. Stąd nasze zdanie, że chcemy gospodarkę, którą prowadzimy modyfikować pod kątem celów społecznych, ale nie kompletnie jej zaprzestać. Jeżeli byłby to las jedynie o funkcji społecznej, wtedy tylko prace związane z zapewnieniem bezpieczeństwa ludzi wchodziłyby w grę. Las to jest organizm mocno skomplikowany. Las, żeby trwać potrzebuje zabiegów i działań. Potrzebuje pielęgnacji, potrzebuje przemiany pokoleń - dodawał.
Renata Lejawka ze Stowarzyszenie Atmosfera odpowiada, że założenie, iż lasy spełniają trzy równorzędne funkcje - gospodarcze, społeczne oraz ochronne - to utopia. - Zapewnienie obecnie w naszych lasach zapisanej w ustawie równorzędności jest nierealne. Praktyka pokazuje, że aspekt gospodarczy w zarządzaniu lasami zwykle dominuje, co odbywa się zawsze kosztem pozostałych funkcji - mówi aktywistka.
...las bez leśników sobie poradzi
- W bielsko-bialskich lasach prowadzone prace wskazują na nieliczącą się z kosztami eksploatację drzewostanu i niszczenie górskich zboczy w trakcie budowy tzw. leśnych autostrad. Tymi samymi drogami podczas intensywnych opadów błyskawicznie spływa woda powodując erozję gleby oraz gwałtowny przybór wody w dolnej części zlewni. Właśnie teraz upominamy się o zauważenie roli społecznej, która jest powiązana z przyrodniczą. Las społeczny to las dla ludzi, który może spełniać wiele ważnych funkcji ekosystemowych i ma ograniczoną rolę gospodarczą - przekonuje aktywistka z Lipnika.
- Potrzeba „opieki” nad lasem jest głównym uzasadnieniem trwania korporacji, jaką są Lasy Państwowe. Rąbią, żeby rąbać i tym uzasadniają swoje istnienie. Ponieważ społeczeństwo gremialnie powiedziało dość, to minister Dorożała, również u nas, zarządził stworzenie lasów społecznych. Leśnicy wmawiają społeczeństwu, że są niezbędni dla lasu. Trawestując słynny cytat z Księgi Rodzaju - siekierami czynią sobie las poddanym, natomiast strona społeczna chce go uczynić chłodnym i wilgotnym. Bo to jest jedna z jego najważniejszych funkcji ekosystemowych. Nam brakuje wody, gdy nie pada, a jak już się to dzieje, to szybko spływa z gór i zalewa mieszkańców - mówi Jacek Zachara ze Stowarzyszenia Olszówka
- Las bez leśników sobie poradzi, natomiast leśnik bez lasu już nie - wtrąca dr n. biol. Jerzy Parusel, z wykształcenia leśnik i ekspert strony społecznej. Jest członkiem Państwowej Rady Ochrony Przyrody.
Gdyby chcieli, to by zarabiali
Tomasz Gawęda nie ukrywał, że na stanowisko leśników wpływają mocno również kwestie finansowe. Na ograniczeniu wycinki zwyczajnie bielskie nadleśnictwo straciłoby pieniądze. - Jeśli jako Lasy Państwowe mamy tę funkcję społeczną sfinansować, to potrzebujemy jakichś przychodów. Ustawa o lasach mówi, że Lasy Państwowe są jednostką samofinansującą. Żeby coś w lesie zrobić, musimy w jakiejś części tego lasu finanse uzyskać. Do tej pory staraliśmy się wyprzedzać pewne naturalne procesy, by uzyskać plon, z którego mogliśmy finansować swoją działalność. Gdybyśmy odstąpili dzisiaj od pozyskania i sprzedaży drewna, to trzeba byłoby się zastanowić, już na szczeblu centralnym, jak te prace mają być sfinansowane.
Między słowami stwierdził również, że gdyby leśnicy mogli ciąć bez ograniczeń, wówczas Nadleśnictwo Bielsko jak i inne działające w górskich terenach wcale nie byłyby deficytowe. - Byśmy spokojnie na górskich lasach mogli zarabiać, gdybyśmy prowadzili gospodarkę tylko wyłącznie nastawioną na gospodarowanie. Gdybyśmy tylko i wyłącznie produkowali drewno, ścinali je i sprzedawali - mówił Tomasz Gawęda.
„To się nigdy nie zbilansuje”
Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. - Nadleśnictwo Bielsko zawsze będzie deficytowe, bo ma spełniać inne funkcje niż produkcyjne - przede wszystkim wodo i glebochronną oraz przyrodnicze i społeczne. Cięcia doprowadzają do katastrofalnych skutków dla mieszkańców i przyrody. Deficytowość nadleśnictw wynika przede wszystkim z ogromnych kosztów utrzymania przerośniętej administracji leśnej. Przypominam, że średnia zarobków w LP to 11 100 złotych brutto. Średnia zatrudnienia na 1000 ha lasów w Europie to 1,5 leśnika, natomiast w Polsce dwa razy więcej i wynosi 3,2 leśnika na 1000 ha.
Dr hab. inż. Mariusz Czop, prof. AGH, ekspert strony samorządowej. - Te słowa są mocno oderwane od rzeczywistości, w świetle danych przedstawianych przez Lasy Państwowe, gdzie zdecydowana większość nadleśnictw górskich jest mocno deficytowa. Wycinanie drzew w górach jest kosztochłonne, bo wymaga dużego zakresu robót ziemnych, aby maszyny mogły wjechać na bardzo strome i pocięte wąwozami zbocza.
- Dotychczasowa gospodarka leśna nie ma uzasadnienia ekonomicznego. Im więcej cięć, tym więcej kosztów. To się nigdy nie zbilansuje w górach. Nie znam drwala, który pracowałby jako wolontariusz. Jak doliczy się do tego wartość usług ekosystemowych, które przez te bezsensowne wycinki są tracone to okazuje się, że cała ta mocno przestarzała gospodarka leśna jest niebywale szkodliwa społecznie - dodaje.
Ile będzie lasów społecznych?
Jak przebiegają rozmowy na temat utworzenia wokół Bielska-Białej lasów społecznych? Rozbieżności są spore. - Zaproponowaliśmy lasy społeczne na powierzchni ok. 2,5 tys. hektarów, to jest ok. 25 proc. naszego nadleśnictwa. Strona społeczna wskazała, że to powinno być ok. 5,5 tys. hektarów, czyli ponad połowa. Z tego zaproponowano, żeby na 4,5 tys. hektarów nie robić nic poza cięciami ze względów bezpieczeństwa. Nie uważamy, że ta propozycja jest zasadna - tłumaczył Tomasz Gawęda na antenie Radia Bielsko.
Odpowiada dr hab. inż. Mariusz Czop, prof. AGH, ekspert strony samorządowej. - Leśnicy lubią się chwalić, że wszystkie zarządzane przez nich lasy już od dawna są społeczne. Niestety jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że niewiele chcą dać społeczeństwu. Zamiast wykorzystać szansę na odbudowę swojego wizerunku, są w kontrze do społeczeństwa, któremu rzucają tylko okruchy. W przypadku Bielska-Białej leśnicy w swojej propozycji kompletnie zignorowali kluczowe kwestie ochrony wody pitnej. Nie uwzględnili też nie mniej ważnego zabezpieczenia mieszkańców przed katastrofalnymi skutkami powodzi oraz osuwiskami. Propozycja Lasów Państwowych jest niekonsekwentna i po prostu niewystarczająca.
Jacek Zachara: - Chciałbym przypomnieć, że strona społeczna poszła na daleko idące ustępstwa. Zgodnie z wytycznymi ministerstwa mogliśmy objąć obszary leśne do 10 km wokół Bielska-Białej. To oznaczałoby wkroczenie na obszar wielu gmin i ościennych nadleśnictw. Ograniczyliśmy się do 25 proc. terenu, w obrębie Bielska-Białej oraz najbliższych gmin: Jaworze, Kozy i Wilkowice. A teraz leśnicy mówią, że chcą przeznaczyć z tego na lasy społeczne 25 proc. Chcą dać ćwiartkę z naszej ćwiartki, na co nie możemy się zgodzić!
Adam Kanik
[email protected]
Oceń artykuł:
93 57
Reprezentanci strony społecznej walczą głównie o hasło, mając rozbieżne cele:
- rowerzyści prawdopodobnie chcą kopać w lesie i budować trasy;
- Panie prawdopodobnie chcą parków miejskich z alejkami do spacerowania (na szczęście projekt budowy dróg w lesie jednej gminy upadł, gdyż interesujacy pijawki teren leży częściowo na terenie innej gminy);
- inne organizacje pewnie chciałyby pełnego rezerwatu.
Podsumowując: najważniejsze jest to, żeby nie powstała deweloperka.
Jak pewnie nie pamiętamy, w latach 90-tych Pracownia..... pisała, że lasu w Wapienicy za chwilę nie będzie, a jednak jest, nawet z rezerwatami. Natomiast Pracownia... została wyprowadzona z domku nad zaporą na nieszczęście dla Białowieży.
Nie ma sensu rozważać nad przerostem zatrudnienia, wiadomo że LP podobnie jak i inne przedsiębiorstwa państwowe muszą zatrudniać tzw. "Poci*ów p*rtyjnych" generujących wysoką stawkę. Deficyt wynika przede wszystkim z klęski świerczyn w Szczyrku. Szczyrkowski las uniknął losu Białowieży, Gór Izerskich, Tatr ale jest teraz młody, przez co nie przynosi zbytniego dochodu.
Zlewnia doliny Wapienicy zmieściła się w korycie rzeki Wapieniczanki.
Zlewnia z Bystrej, Straconki i Szyndzielni zmieściła się w korycie rzeki Białki.
Zlewnia z betonowych osiedli nie zmieściła się w kanałach i mniejszych potokach.
Woda z opadów wędruje zarówno w górę (osmoza i transpiracja), jak i w dół wchłanianie przez glebę, spływ powierzchniowy. Kiedy drzewa mają liście i igly (modrzew) powierzchnia jest na tyle duża, że deszcz często nie dociera do gleby. Przy większym deszczu wchłania się w glebę, a nadmiar spływa. Gdyby Las wyglądał jak w Białowieży lub w Tatrach prawdopodobnie zalania byłyby duże, a tak dotyczyły tylko mieszkańców przy granicy lasu.
Ciecia pozwalają na powstanie zróżnicowania gatunkowego, wiekowego i wysokościowego. Taki las jest bardziej odporny na czynniki pogodowe i szkodniki (owady specjalizują się w różnych grubościach drzew lub stadiach rozwoju lisci, igieł). Ciecia w starych lasach (dojrzałych) wyprzedzają okres rozpadu, jak w przypadku Gór Izerskich, Białowieży. Na dzień dzisiejszy pozostaje około 5% grubizny do naturalnego rozkładu, oczywiście bez liści, igieł i gałęzi.
Czy tak bogaty kraj jak nasz stać na pozostawienie 100% drewna do zgnicia????
Od tego mamy rezerwaty, których jest kilka na terenie Nadleśnictwa.
Tylko jakim kosztem:
1)Od strony gospodarczej
Bez selekcji (zabiegi powiedzmy jak w przydomowym ogródku) las będzie w większości nadawał się jedynie na opał i papier, nie wytniemy zbyt wielu desek.