Trzy tygodnie temu kilkudziesięciu uzdolnionych młodych autorów odebrało nagrody w Lipie - najstarszej imprezie literackiej w Polsce. Wielkie święto zepsuła informacja, że najprawdopodobniej jest to ostatnia edycja tego prestiżowego wydarzenia. - Od czasów prezydenta Krywulta miasto daje nam taką samą kwotę. Nie się się zrobić Lipy z takim rozmachem, bez pieniędzy - gorzko przyznaje dyrektor Irena Edelman. Czy miasta z blisko 2-miliardowym budżetem nie stać na większe wsparcie?

To była kolejna edycja najstarszej, trwającej nieprzerwanie, imprezy literackiej dla dzieci i młodzieży w Polsce. Minęło już ponad 40 lat od pierwszego finału wówczas Wojewódzkiego Przeglądu Dziecięcej i Młodzieżowej Twórczości Literackiej Lipa, który pod patronatem prezydenta Bielska-Białej organizuje Spółdzielnia Mieszkaniowa Złote Łany. Wspiera m.in. Miejski Dom Kultury i spółka miejska Aqua.

Zmiany w spółdzielni i niedostatki finansowe

Od czerwca 1983 roku imprezę organizuje dyrektorka Spółdzielczego Centrum Kultury BEST Irena Edelman, która wymyśliła Lipę wspólnie z Janem Pichetą. Od ponad dwóch dekad patronami przeglądu są kolejni prezydenci Bielska-Białej. Lipa była dotąd jedynym konkursem, w którym przyznawano sto głównych i równorzędnych nagród już w poprzednich latach, ze względu na inflację liczbę laureatów ograniczono. Wielkie święto młodych literatów zepsuła informacja, że 42. edycja Lipy była jej ostatnią.

Takie słowa padły z ust Ireny Edelman. Dlaczego? - Na radzie nadzorczej spółdzielni usłyszałam, że od czerwca BEST ma połączyć swoją siedzibę z Fundacją Aktywności Społecznej Złote Łany. To z powodu oszczędności. Stracimy większość pomieszczeń i dwa etaty. Pomijając już, że fundacja prowadzi zupełnie inny profil działania, to tak się nie da funkcjonować. Przecież to nie tylko Lipa, ale szereg działań i aktywności kulturalnych dla mieszkańców największego osiedla w Bielsku-Białej. Zostanie mi tylko biuro i duża sala. Tak się nie da robić największego konkursu literackiego w Polsce - mówi dyrektor.

Jej zdaniem, najlepsze czasy Lipy już minęły. Nie chce by Spółdzielcze Centrum Kultury BEST stało się jedynie świetlicą do spędzania czasu wolnego. Ponadto finansowanie Lipy jest zbyt niskie, a w planach jest dodatkowe cięcie kosztów. - Od czasów prezydenta Krywulta miasto daje nam taką samą kwotę. Nie się się zrobić Lipy z takim rozmachem, bez pieniędzy, a sponsorów wielu nie mamy - dodaje.

Urzędnicy zarzekają się, że nic nie wiedzieli

Jak mówi, jeśli rzeczywiście spełni się to, że BEST będzie musiał podzielić się siedzibą, to ona zrezygnuje z funkcji dyrektora. Nie będzie organizować kolejnych edycji Lipy. Szkoda byłaby ogromna. To jedyny taki festiwal w Polsce. - Ja tego nie robię dla siebie, nigdy nie robiłam. Zawsze robiłam to dla ludzi - mówi.

Pomoc obiecał jej m.in. muzyk Czesław Mozil. My zaś zapytaliśmy urzędników, czy Lipa mogłaby liczyć na większe wsparcie miasta. - Nie otrzymaliśmy żadnej oficjalnej informacji, nikt się do miasta nie zwrócił. Ale inicjatywa jest cenna i trzeba ją pielęgnować - mówi naczelnik Przemysław Smyczek.

- Ja też dowiedziałem się o sprawie dopiero w piątek. Wspieramy wydarzenie od kilku lat jako główny sponsor, ale to nie my jesteśmy organizatorem. Uważam, że musimy się spotkać, poznać więcej szczegółów i coś wspólnie ustalić. Byłoby szkoda, bo to jeden z najstarszych konkursów w Polsce - mówi z kolei Adam Ruśniak, zastępca prezydenta Bielska-Białej, który w mieście zajmuje się sprawami kultury.

Jan Picheta, współtwórca Lipy, na zapas się nie zamartwia. - Zawsze widzę przyszłość optymistycznie. To nie może się skończyć, bez względu na to, jakie będą problemy. Czy to ze spółdzielnią, czy z miastem. Kiedyś sobie policzyłem, ile osób przez te wszystkie lata uczestniczyło, było zaangażowanych w Lipę. Wyszło mi coś koło 30-40 tys. Które wydarzenie przyciąga od lat tyle osób? Lipa była, jest i będzie - mówi.

Adam Kanik
[email protected]