Kulisy burzliwych zmian w Podbeskidziu. Tymczasowy prezes od lat był wszechobecny i anonimowy
Do połowy listopada przyjmowane będą aplikacje kandydatów, a nowy szef klubu objąć stanowisko ma już 1 grudnia - to główne założenia konkursu, jaki ogłoszony został na fotel prezesa Podbeskidzia. Plan, by tymczasowo na czele spółki stanął Michał Miąc, został ustalony ponad dwa tygodnie temu i był utrzymywany w tajemnicy. Krzysztof Przeradzki do samego końca nie spodziewał się, co go czeka, a samo posiedzenie rady nadzorczej miało burzliwy przebieg. W jego trakcie były prezes wzburzony i niezauważony przez pracowników wyszedł z klubu.
Krzysztof Przeradzki hucznie zaczynał i równie hucznie kończy swoją pracę w klubie. Nominowany na stanowisko został w grudniu i dziś nikt nie ma wątpliwości, że była to kandydatura wiceprezydenta Piotra Kuci, który nadzoruje spółkę i pełni w niej rolę szefa rady nadzorczej. Po ekscesach w trakcie derbów Bielska-Białej jego odwołanie było tylko kwestią czasu. Plan, by Michał Miąc przejął obowiązki kierowania spółką, pojawił się, gdy były już prezes przebywał na urlopie (wrócił z niego tydzień po derbach).
Najpierw prokura, potem odchodzisz
Wszystko trzymane było w ścisłej tajemnicy, bo długo poszukiwano trybu, w jakim przeprowadzić całą operację. A spełnić trzeba było kilka warunków. Na stanowisku prezesa formalnie musiał być wakat, by ogłosić konkurs. Najprościej byłoby delegować go do pełnienia obowiązków członka zarządu z rady nadzorczej, ale Miąc nie ma dyplomu MBA ani zdanego egzaminu na członka organów nadzorczych.
W tej sytuacji jedynym rozsądnym wyjściem była prokura. Tu pojawiał się inny problem - prokurenta ustanawia prezesa, który na posiedzeniu rady nadzorczej najpierw musiał podpisać taki dokument, a potem złożyć rezygnację. W razie braku współpracy i tak zostałby odwołany, a rada wdrożyłaby plan B.
Planem awaryjnym było zwołanie walnego zgromadzenia akcjonariuszy i powiększenie rady o czwartego członka, który następnie zostałby delegowany do zarządu (zgodnie z kodeksem spółek handlowych, rada musi liczyć min. trzech członków). Jak już pisaliśmy, ze względów formalnych nie mógłby zostać nim Miąc. Awaryjnych kandydatów było kilku, wśród nich jeden z naczelników Ratusza. Wszystko trwałoby kilka dni, a w spółce nie byłoby nikogo, kto posiadałby uprawnienia do reprezentowania i podejmowania czynności.
Czekał na korytarzu przed gabinetem
Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że Krzysztof Przeradzki do samego końca nie wiedział, że jego misja w klubie dobiega końca i m.in. umawiał spotkania na kolejne dni. W zeszłym tygodniu, przed posiedzeniem komisji budżetu, strategii i rozwoju gospodarczego Rady Miejskiej, oczekiwał na korytarzu przed gabinetem Piotra Kuci. Wiceprezydent go nie przyjął, co potwierdziliśmy w dwóch źródłach.
We wtorek, po około godzinie, wyszedł z trwającego posiedzenia rady nadzorczej, które miało burzliwy przebieg. Bocznymi drzwiami, nie żegnając się z pracownikami, dosłownie wybiegł z klubu i odjechał. Wszystko widział obecny na parkingu dziennikarz Jakub Fudali, który nie zdążył zapytać go o przebieg obrad.
Kim jest Michał Miąc? Dla wielu osób to postać anonimowa, ale to w obecnej sytuacji najlepszy wybór z możliwych. W spółce pracuje od 2011 roku i pamięta, jak trybuny skandowały hasło „Marek Glogaza, to bielskiej piłki zaraza”. Pracował z kilkoma prezesami, który cenili jego pracowitość, sumienność i lojalność. Był odpowiedzialny za szeroko pojętą administrację sportową - rozmawia z agentami, negocjuje warunki kontraktów, ostatnio częściowo przejął obowiązki nieistniejącego w zasadzie już pionu sportowego.
Michał Miąc, to twarz Podbeskidzia
Krzysztof Przeradzki zrobił go dyrektorem zarządzającym spółki. W ostatnich tygodniach - ze względu na trudną sytuację finansową - zgodził się na otrzymywanie wynagrodzenia z opóźnieniem.
- Lata temu wszędzie, gdzie działo się coś związanego z Podbeskidziem, był też i on, choć nawet nie wiedziałem, jak się nazywa. Roboczo mówiliśmy o nim „twarz Podbeskidzia”, bo jednocześnie był wszechobecny i anonimowy. No i nagle Michał Miąc naprawdę został twarzą Podbeskidzia - tak o tymczasowym prezesie klubu pisze Michał Trela pracujący obecnie w Canale Plus.
Zgodnie z uchwałą rady nadzorczej, ogłoszony został konkurs na stanowisko prezesa Podbeskidzia. Warunki formalne wzorowane były na innych klubach, które prowadziły podobne procedury. Określono także ramowe daty - do 15 listopada trwać ma nabór aplikacji. Nowy prezes stanowisko objąć ma 1 grudnia.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
172 17
Mi się nie chce.
A inspektor Kołnierzyk na kapelana
Potem rodzice wysyłają dzieci do szkółek i myślą, że za chwilę będą mieć nowego Lewego i żyć jak pączki w maśle.
Ciekawe, prawdopodobnie Kucia chciał wsadzić swojego pach@łka Jąkałę zarządzającego Kryzysem