Mieszkańcy chcą, aby Ratusz wsparł działania Wód Polskich na rzecz zabezpieczenia przeciwpowodziowego domów położonych wzdłuż potoku Starobielskiego. Dyskusja na ten temat trwa od wielu miesięcy, a problem wciąż pozostaje nierozwiązany. Instytucje przerzucają się odpowiedzialnością, a realnych działań wciąż nie ma. W tle całej sprawy jest bezpieczeństwo bielszczan, którzy powoli tracą cierpliwość.

Od czasu wrześniowej powodzi trwa dyskusja na temat uregulowania potoku Starobielskiego. Odwiedziliśmy wtedy mieszkańców zalanego terenu z kamerą, a miesiąc później troje z nich zabierało głos na sesji Rady Miejskiej w Ratuszu. Powtarzali, że miasto powinno zapewnić im ochronę przeciwpowodziową.

Zdaniem mieszkańców sąsiadujących z potokiem, do tej pory temat traktowany jest wybiórczo. W sprawie wylewania potoku i zalewania okolicznych posesji napisano pojedyncze interpelacje, ale cały czas mowa jest zaledwie o jego fragmentach. Na wspomnianej sesji, jedna z osób podnosiła, że cały potok ma 6 kilometrów długości, a obecne działania podejmowane przez Wody Polskie dotyczą zaledwie 300 metrów, co pozostawia wiele do życzenia. - To w żaden sposób nie załatwi problemu całego cieku - mówiła.

Chcą, by w działania włączyło się miasto

Mieszkańcy wskazywali i nadal wskazują przede wszystkim na konieczność podjęcia prac w korycie i na brzegach potoku na całej jego długości. Wymagają tego od Wód Polskich. Rozwiązanie problemu niewydolnej kanalizacji deszczowej i ograniczenie wydawania pozwoleń dla deweloperów, którzy zabudowując tereny zielone zmniejszając możliwość retencji chcą z kolei uzyskać od miasta.

Od początku uważają, że Ratusz powinien wesprzeć Wody Polskie. - To nie jest tak, że jedyną władną instytucją do pracy na potoku są Wody Polskie i Urząd Miejski ma związane ręce przez ich bezczynność. Zgodnie z prawem wodnym samorząd również uczestniczy w zabezpieczaniu cieków i ochronie przeciwpowodziowej ludności. Jedynym warunkiem jest zawarcie pisemnego porozumienia, w którym określa się zakres uczestnictwa samorządu - argumentowała jedna z mieszkanek przed radnymi.

Proponowała, aby samorząd ze swojej strony, na terenach należących na gminy, a graniczących z potokiem rozpoczął budowę niewielkich zbiorników retencyjnych. - Potrzeba tylko inicjatywy ze strony miasta - mówiła, podkreślając, że ochrona ludności jest obowiązkiem samorządu. Apelowała również o niewydawanie pozwoleń na budowę w miejscach, gdzie zwiększone jest zagrożenie powodziowe.

Nikt z Wód Polskich się nie pojawił

- Czujemy bezsilność widząc brak pomocy ze strony miasta i mając świadomość, że nie jesteśmy partnerem do rozmowy dla Wód Polskich w tej bezsilności domagamy się działań - mówili mieszkańcy.

- Oczywiście sytuacja jest nam znana i nie dziwi, że państwo czują się mniej bezpiecznie - odnosił się prezydent Jarosław Klimaszewski, ale przyznał, że nie widzi związku z wydawanymi pozwoleniami na budowę i - jego zdaniem - winni są nie deweloperzy, którzy otrzymują pozwolenia wodno-prawne od Wód Polskich, ale niespotykane dotychczas kataklizmy. Dodawał też, że żaden samorząd nie zamierza przejmować cieków wodnych i nie podpisze porozumień narażających gminę na wydatki, które ponosić powinny Wody Polskie. Przyznał jednak rację mieszkańcom, że rozwiązaniem byłaby modernizacja całej długości koryta.

- Mamy informację, że Wody Polskie będą aplikować o środki o modernizacje całego potoku - mówił naczelnik zarządzania kryzysowego Krzysztof Gałuszka. Zastępca prezydenta Przemysław Kamiński kilkukrotnie przekonywał, że władze miasta nie mogą od tak zabronić budowy i nie wydać pozwolenia.

Będzie inwentaryzacja i wycinka drzew

W następstwie dyskusji prezydent wystąpił do Wód Polskich z inicjatywą spotkania, które miało odbyć się 12 grudnia. Planowano poruszyć kwestie planów inwestycyjnych oraz możliwości Wód Polskich dotyczących cieków wodnych na terenie Bielska-Białej. Nikt z Wód Polskich nie stawił się na spotkaniu.

Mieszkańcy wciąż upominali się o swoje racje. Kilkanaście dni temu nad potokiem odbyło się spotkanie, na które przyszła spora grupa osób. Byli też przedstawiciela Ratusza i Wód Polskich. Mieszkańcy relacjonują, że przedstawiciel Wód oddelegowany przez wiceministra Przemysława Koperskiego dał im nadzieję na rozwiązanie problemu, jednakże ich zdaniem, same działania zarządcy potoku nie wystarczą. Wciąż podnoszą, że w poprawę bezpieczeństwa mieszkańców aktywniej powinno włączyć się miasto.

- 16 stycznia przeprowadzono wizję w terenie w celu oceny stanu technicznego koryta potoku Starobielskiego w Bielsku-Białej. W wizji udział wzięli pracownicy Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej, Miejskiego Zarządu Dróg, Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie Nadzór Wodny Bielsko-Biała oraz zainteresowani mieszkańcy. Ustalono, że Państwowego Gospodarstwo Wodne Wody Polskie Nadzór Wodny w Bielsku-Białej przeprowadzi inwentaryzację koryta potoku Starobielskiego oraz dokona wycinki drzew, celem poprawy przepływu wód w potoku - przekazuje Tomasz Ficoń, rzecznik Ratusza.

Problemem zmiany w zlewni

- Wody Polskie coś nam obiecują, ale wiele nie mogą, bo nie mają pieniędzy - słyszymy od mieszkańców. Dodają również, że na spotkanie oddelegowano urzędników, którzy nie mają realnego wpływu na planowane działania na rzecz poprawy sytuacji, co ma ich zdaniem świadczyć o braku zainteresowania sprawą.

W rozmowie z portalem rzeczniczka RZGW w Gliwicach potwierdza, że pewne ustalenia zostały zawarte. Zapewnia, że Wody Polskie nie chcą „relokować” zagrożenia, ale poprzez kompleksowe działania rozwiązać problem na całym potoku. - Do tego konieczna jest współpraca wielu instytucji. Trudna sytuacja potoku wynika z kilku względów, nie tylko ma wpływ na to budowa i charakter koryta, ale również zmiany następujące w samej zlewni - mówi w rozmowie z naszym portalem Linda Hofman.

Na początek Wody Polskie planują przeznaczyć 800 tys. zł na regulację potoku Starobielskiego. Jeśli współpraca z samorządem przebiegać będzie w wymaganym zakresie i będą zaplanowane odpowiednie środki, w kolejnych latach sytuacja powinna się poprawić. Linda Hofman zaznacza, że w poprzednich latach podejmowano działania na rzecz zabezpieczenia mieszkańców - w 2024 roku na przykład odbył się remont odcinka zabudowy regulacyjnej koryta potoku wraz z wycinką drzew na całym odcinku.

Miasto nie będzie finansować zadań Wód Polskich

- Mimo prowadzonych przez Wody Polskie prac utrzymaniowych w obrębie potoku i sukcesywnie, etapowo realizowanych zadań remontowych ubezpieczeń brzegowych, reżim koryta nie został zachowany. Do takiego stanu rzeczy przyczyniła się również zabudowa na terenach sąsiadujących z potokiem, przede wszystkim kładki i mosty nad nim, ograniczające przepływ wód wysokich i kolidujące w spływie. W czasie powodzi na przęsłach mostów gromadziły się odpady porwane przez wodę, tamując jej dalszy swobodny przepływ. Również z uwagi na zmiany na trenach w zlewni potoku i zwiększony przez wycinkę drzew pod zabudowę spływ powierzchniowy, potok staje się odbiornikiem większej ilości wód - informują Wody Polskie. 

Mieszkańcy w oczekiwaniu na podjęcie realnych działań we własnym zakresie zlecili ekspertyzę dotyczącą zagrożenia powodziowego rejonu potoku, która wskaże działania potrzebne do realizacji, by nie dochodziło do wylewania potoku. Prawdopodobnie znów zabierać będą głos na sesji Rady Miejskiej, bo ich pismo do wiceministra Koperskiego ktoś z ministerstwa potraktował jako skargę na prezydenta Bielska-Białej. 

- Urząd Miejski jest gotowy wspierać Wody Polskie we wszystkich procedurach administracyjnych oraz w sprawach organizacyjnych. Zgodnie z naszymi kompetencjami. Nie jest jednak naszą rolą finansowanie przedsięwzięć należących do właściwości Wód Polskich. Tym bardziej, że to właśnie ta instytucja wydaje zgody na odprowadzenie wód deszczowych do administrowanych przez siebie cieków wodnych za co pobiera konkretne opłaty. Oczekujemy zatem, że przynajmniej część z tych dochodów zastanie przekazana na zabezpieczenia przeciwpowodziowe - brzmi stanowisko przekazane nam przez Ratusz.

Adam Kanik
[email protected]