Bielska diwa, która miała być szwaczką. Do dziś w mieście jest wiele miejsc związanych z jej historią
15 października 1874 roku urodziła się Selma Kurz. Pochodziła z wielodzietnej rodziny żydowskiej - informacja ta jak refren powtarzana jest w większości publikacji na jej temat. Data jej urodzin oficjalnie podawana nie budzi wątpliwości. Zdarzają się jednak publikacje austriackie przesuwające ją na 15 października 1877 roku. Ponadto część badaczy nazwa Selmę bielszczanką, a część bialanką. Jak jest w rzeczywistości?
Potwierdzenie tych dat nie jest łatwe, a właściwie jest niemożliwe, gdyż nie zachowały się księgi urodzin z tego czasu dotyczące społeczności żydowskiej, zarówno z Bielska, jak i z Białej. W Urzędzie Stanu Cywilnego w Bielsku-Białej przechowywane są żydowskie księgi metrykalne, jednak z XIX wieku dla Białej zachowały się tylko niekompletne księgi zgonów. Natomiast dla Bielska metrykalne istnieją od 1874 roku.
Życie wśród trumien
Zaś nasza bohaterka urodziła się w Białej, a we wczesnym dzieciństwie przeniosła się z rodziną do Bielska. Z tego powodu oba określenia - bialanka i bielszczanka - są jak najbardziej uzasadnione. Sama artystka, gdy mówiła o rodzinnym mieście, wspomina Bielsko.
Zanim do tego wszystkiego dojdziemy, warto przypomnieć, że rodzina Kurz przenosi się z Białej do Bielska i wynajmuje dwupokojowe mieszkanie w domu stolarza Stoklassa, którego głównym zajęciem było wyrabianie trumien. Życie wśród tych specyficznych mebli nie było łatwe. Jednak z czasem mała Selma przywykła.
Jej ojciec Wilhelm był niewysokim, małomównym człowiekiem, który trudnił się produkcją i naprawą parasoli. - Mój ojciec był prawie ślepy. Kiedyś cegła spadła mu na głowę i to stało się przyczyną jego ślepoty. (...) Kiedy miałam dziesięć lub jedenaście lat, jechałam na rynek, aby pomóc ojcu w sprzedaży parasoli. Pomimo trudów w noc poprzedzającą wyjazd nie mogłam się doczekać tych podróży, taka byłam szczęśliwa i zadowolona, że mogę pomóc - wspominała Selma Kurz.
Zajęcie ojca, zapewne ciekawe, było niestety sezonowe i słabo płatne, z tego powodu ciężar finansowy utrzymania rodziny spoczął na matce. Ernestyna, matka Selmy, była przeciwieństwem ojca. Energiczna, dużych rozmiarów kobieta, której nigdy usta się nie zamykały, bowiem, jak wspominają ją znajomi, albo mówiła, albo się śmiała. To ona zarabiała jako rękodzielnik i sprzątaczka, a po pracy zarządzała domem.
Jak ojcowski klaps zmienił bieg historii
Państwo Kurzowie bardzo dbali o dobre wychowanie swoich dzieci. Z tego powodu, gdy tylko pojawiła się możliwość, wysłali je do przyklasztornej szkoły prowadzonej przez Zgromadzenie Sióstr Szkolnych de Notre Dame. Nasza bohaterka uczyła się w niej do 13 roku życia. Atmosfera panująca w tej placówce oświatowej imponowała młodej i wrażliwej dziewczynie. Chóralne śpiewy, wspólne modlitwy sprawiły, że zapragnęła zostać... jedną z zakonnic.
Gdy o swoim zamiarze poinformowała rodziców, zdarzyło się coś niebywałego. Małomówny i spokojny ojciec najpierw wysłuchał córki, a potem krótko i kategorycznie powiedział: „NIE!” Następnie, by dobrze zapamiętała jego wolę, dał jej pierwszego i jedynego w życiu klapsa. Wilhelm nawet nie przypuszczał, że ten jego mało wychowawczy czyn w sposób zasadniczy wpłynął na rozwój wielkiej operowej kariery Selmy, o czym przekonał się później.
Teraz zaś, by wybić córce z głowy te niedorzeczne marzenia, wysłał ją na przyuczenie do zawodu szwaczki, po to, by w przyszłości miała fach w ręku. Selma śpiewała dużo i chętnie, jednak początkowo prawie nikt nie zwracał uwagi na jej piękny głos. Może poza dwoma rzemieślnikami. Wspomnianym już wcześniej trumniarzem i mistrzem ze szwalni. Jednak obaj mieli różne oczekiwania. Stolarz Stoklassa prosił, aby ze względu na rodziny zamawiające trumny śpiewała głośno tylko spokojne i poważne utwory. Natomiast właściciel szwalni chciał, aby śpiewała wesołe i rytmiczne piosenki, gdyż zauważył, że wtedy wszyscy szybciej pracują!
Pierwszy krok do kariery
Najpiękniejszym i najważniejszym obiektem żydowskim w Bielsku była publiczna synagoga gminna zwana tutaj „templem”. W każdą sobotę organizowano tu koncerty. Otwarta żydowska społeczność z wielkimi aspiracjami muzycznymi poszukiwała do swojego chóru dobrych głosów. Jej główny kantor Ignacy Goldmann latem 1890 roku po raz kolejny ogłosił nabór chętnych do śpiewania. Przesłuchanie Selmy wypadło lepiej niż dobrze. Kantor został oczarowany naturalnymi możliwościami wokalnymi dziewczyny. Do tego stopnia, że kilka tygodni później miała już swój pierwszy solowy występ. Śpiewała wprawdzie tylko krótki hebrajski hymn, ale jej pojawienie się zostało zapamiętane, a zaledwie 16-letnia szwaczka stała się głównym tematem rozmów w miastach nad rzeką Białą.
Selma w stosunkowo krótkim czasie nie tylko, że z osoby anonimowej stała się postacią rozpoznawalną, ale też zyskała przyjaciółkę, którą została córka kantora Dora Goldmann, oraz pierwsze przywileje gwiazdy. Oto pracodawca pozwolił jej przychodzić o godzinę później do pracy, aby mogła ćwiczyć śpiew. W ślad za ćwiczeniami pojawiała się łatwość śpiewania. Każdy jej występ stawał się prawdziwym wydarzeniem.
Debiut w rodzinnym mieście
Recenzje w wiedeńskiej prasie sprawiły, że Bielsko upomniało się o swoją mieszkankę. Kolejny raz w organizację recitalu Selmy zaangażował się Goldmann. Początkowo koncert miał się odbyć w reprezentacyjnej sali w hotelu Pod Czarnym Orłem w Białej, jednak po namyśle wybrano bardziej kameralną i posiadającą lepszą akustykę salę tzw. Strzelnicy.
Stres i stawka koncertu były wielkie, bowiem występ u siebie zawsze oznacza podwójne obciążenie. Przygotowano się do niego rzetelnie. Z pomocą przyszedł zaprzyjaźniony profesor Josef Sulzer, kompozytor i wiolonczelista, oraz Theodor Vogel, kapelmistrz miejskiej orkiestry w Bielsku. Obaj panowie pojawili się na plakatach zapowiadających debiutancki koncert bielskiego Słowika. Profesor Sulzer, którego nazwisko było głównym magnesem przyciągającym widzów, zażyczył sobie za koncert tylko 80 guldenów, a jeśli sala będzie pełna - 100. To naprawdę była symboliczna kwota, biorąc pod uwagę, że bilet na koncert kosztował 10 guldenów.
Wieczór 25 kwietnia 1896 roku należał do Selmy. Kapelmistrz i profesor odsunęli się w cień, a Słowik ogrzewał się aplauzem zadowolonych rodaków. Sukces emocjonalny i artystyczny był wielki, jednak finansowo recital nie przyniósł kokosów. Śpiewaczka otrzymała piękny złoty zegarek, lusterko, papeterię, kwiaty oraz dużo słodyczy.
Kariera nabiera rozpędu
Pierwszych nagrań Selma Kurz dokonała w maju 1900 roku. Następne płyty pojawiły się w roku 1902 i 1905, a od 1907 na rynek muzyczny co roku trafiały nowe składanki z jej udziałem, zwykle w bardzo dużych nakładach. Płyty, na których śpiewała Selma, dobrze się sprzedawały, toteż nagrywała je regularnie. W Berlinie w 1903 roku to właśnie jej nagranie uznano za najlepsze. Organizowano nawet publiczne przesłuchania. Kiedy odtwarzano arię z czarnego krążka „Mignon”, słuchacze nagrodzili „występ” brawami.
Jeden z najlepszych kontraktów Selma zawarła z Deutsche Grammophon Gesellschaft Berlin. Materiał nagrała pomiędzy 31 maja a 22 lipca 1911 roku. Płyta weszła do sprzedaży 1 stycznia 1912 roku, była kilkakrotnie wznawiana i przyniosła jej do 1916 roku 122 tys. 500 koron.
Selma była również artystką filmową. Dużym wydarzeniem był jej udział w filmie pt. „Johann Strauss nad pięknym modrym Dunajem”, w którym zagrała dużą rolę. Film był szeroko reklamowany, opisy i fotosy z niego pojawiały się na tablicach i słupach reklamowych oraz w gazetach. Wszędzie podkreślano, że można w tej produkcji zobaczyć wielką primadonnę, która pierwszy raz staje przed kamerą. Obraz został wyświetlony w miejskim kinie w Białej w roku 1913.
Występy w rodzinnym mieście
Kolejny koncert w rodzinnym mieście miał się odbyć w listopadzie 1905 roku, choć zapowiadano go już rok wcześniej. Spodziewając się dużego zainteresowania, odpowiednio wcześnie rozpoczęto sprzedaż biletów. Jakież było zdziwienie organizatorów, gdy okazało się, że zainteresowanie koncertem jest słabe. Na szczęście szybko się zorientowano, że ktoś złośliwie rozpuścił plotki o jego odwołaniu przez artystkę. Uruchomiona szybko kontrakcja reklamowa przyniosła pożądany skutek. W sobotę wieczorem wielkie rzesze ludzi przyszły, aby podziwiać rosnący z roku na rok talent Selmy Kurz. Teatr Polski pękał w szwach, a artystka kilkakrotnie bisowała.
Jednak jej wspaniały występ przyćmił niefortunny incydent po spektaklu. W szatni po koncercie panował wielki tłok. Nie zważając na to, wiele osób paliło cygara i papierosy. Jak łatwo się domyślić, chwila nieuwagi sprawiła, że niedopałek strącony na tiulową damską garderobę spowodował niewielki pożar. Na szczęście nie doszło do paniki, ogień ugaszono, a „podpalonej” nic się nie stało. Jednak to wydarzenie sprawiło, że wszyscy dziennikarze w relacji z tego wieczoru skupili się nie na Selmie i jej śpiewie, lecz na pożarze w szatni.
Ten koncert był ostatnim oficjalnym, jaki gwiazda dała w Bielsku przed I wojną światową. Następne wizyty w rodzinnym mieście odbyły się, gdy już weszło ono w skład Polski. Selma śpiewała tu wiosną 1920 roku i w lutym 1922. Ostatni raz w Bielsku wystąpiła 10 kwietnia 1926 roku, a cały zysk został przekazany na żydowski dom starców. Ten ostatni pobyt był dla niej emocjonalnie niezwykle trudny. Wprawdzie występy udały się świetnie, ale nastrój artystki nie był najlepszy. Oto odwiedzając grób ojca, uświadomiła sobie, że więcej osób zna z nekropolii niż z ulic swojego rodzinnego miasta. Jej melancholijny nastrój pogłębiły szczytne cele koncertów. W jednym wystąpiła na rzecz sierocińca ewangelickiego (było to podziękowanie dla dra Theodora Haasego), a w drugim - kilku instytutów działających przy tutejszej Gminie Żydowskiej. Było to swoiste pożegnanie artystki, która weszła w etap podsumowań swojego życia.
Żydówka w kościele katolickim
Selma Kurz niejeden raz pokazała, że wartości są dla niej najważniejsze. Jednak dla szerokiego ogółu jej pogrzeb był wielkim zaskoczeniem. Oto po śmierci doczesne szczątki artystki zostały wystawione na widok publiczny, do tzw. ostatniego pożegnania... w katolickim kościele parafialnym pw. NMP w Wiedniu. Świątynia ta jest częścią Opactwa Benedyktynów Matki Bożej, tzw. Szkotów.
- Żydówka w kościele! Skandal, pomyłka, a może względy praktyczne - spekulowała ulica. Jak się okazuje, artystka potrafiła zaskakiwać do końca. Pod koniec swojego życia dokonała konwersji i stała się członkiem kościoła rzymskokatolickiego. Niestety, na tym etapie badań nie udało się ustalić daty konwersji. Jednak dokumenty pogrzebowe jednoznacznie wskazują, że Selma świadomie, z przekonaniem, stała się katoliczką i zmarła zaopatrzona sakramentami.
Ze świątyni kondukt żałobny odprowadził Selmę na cmentarz. Pogrzeb prowadził Hermann Peichl Koadjutor Opactwa Szkockiego. Niebo nad Wiedniem „płakało”. Za trumną szli prof. Josef Halban mąż Selmy, oraz dzieci, Desirée i Georg, a za nimi oficjalne delegacje i niezliczone tłumy wiedeńczyków. Symbolicznie kondukt przeszedł koło budynku Opery. Rok później na miejscu jej spoczynku umieszczono pomnik autorstwa Fritza Wotruby. Selma zmarła, ale dzięki technice nadal była obecna w życiu mieszkańców Austrii, gdyż programy radiowe regularnie przypominały jej nagrania.
Z czasem jednak wspomnienia o tej wielkiej osobowości, mocno związanej również z Bielskiem, zatarły się w ludzkiej pamięci. Mam nadzieję, że ten subiektywny szkic przybliży potomnym dokonania postaci, która wyszła z tej ziemi i z której mogą być dumni.
Jacek Kachel
[email protected]
Oceń artykuł:
66 4