Z pozoru niegroźny potok Starobielski tylko tegorocznym latem dwukrotnie zalewał domy przy ul. Słowackiego, Błotnej czy Nad Potokiem w Bielsku-Białej. Mieszkańcy winą za taki stan rzeczy obarczają urzędników Ratusza, którzy z jednej strony wydają pozwolenia na inwestycje deweloperskie, z których wody opadowe spływają do potoku, z drugiej dostaje się Wodom Polskim, które od lat nie regulują cieku. W środę miało dojść do spotkania z mieszkańcami w terenie. Gdy urzędnicy dowiedzieli się, że na miejscu będzie nasza redakcja... w ostatniej chwili odwołali swoją obecność.

Mieszkańcy czują się bezradni i lekceważeni. Wody Polskie nie mają pieniędzy na podjęcie działań regulujących ciek, samorząd mówi, że to nie ich kwestia. Od lat trwa wymiana pism, a problem nie znika.

Jedna z osób postanowiła zorganizować spotkanie mieszkańców i urzędników. Poza poszkodowanymi mieszkańcami, nie przyszedł nikt. Kiedy urzędniczka Wód Polskich dowiedziała się, że na miejscu będzie nasza redakcja, odwołała swoją obecność. Nie pojawił się również żaden przedstawiciel Ratusza.

 

- Potok wymaga kompleksowej regulacji na całej długości - mówią mieszkańcy. Niektórzy uważają, że winni takiego stanu rzeczy są ekolodzy, którzy lata temu zablokowali wycinkę drzew rosnących w korycie. Winią też urzędników, którzy pozwalają na inwestycje deweloperskie. - Na ulicy Traugutta jest mostek, nikt nie wie do kogo należy - mówią, a przy opadach przepust zapychają śmieci, a woda zalewa ich domy.

Skontaktowaliśmy się z wiceministrem Przemysławem Koperskim, który nadzoruje Wody Polskie. Urzędnik przebywa na długotrwałym zwolnieniu lekarskim. Obiecał zająć się sprawą po powrocie do pracy.

Adam Kanik, Bartosz Augustyniak
[email protected]