Wrześniowa podwyżka opłat za śmieci to tylko preludium do kolejnego wzrostu stawek? Niewykluczone, bo drastycznie rosną koszty zagospodarowani odpadów, które trafiają do spalani. Ich odbiorcy dyktują ZGO ceny wyższe nawet o 50 procent w porównaniu do zeszłego roku. Równocześnie radni w trakcie sierpniowej sesji podejmą uchwałę o pokryciu deficytu w systemie gospodarki odpadami, bo mimo podwyżek ten się nie bilansuje. „Dziura” wyniesie w tym roku blisko 7 mln zł.

W ostatnich tygodniach Zakład Gospodarki Odpadami w Bielsku-Białej, gdzie trafiają śmieci m.in. od mieszkańców miasta, ogłosił przetargi na odbiór frakcji, które wywożone są do spalarni. Wśród nich jest tzw. preRDF, czyli frakcja najbardziej kaloryczna oraz odpady wielkogabarytowe, które wcześniej są „mielone”. Oba postępowania unieważniono z powodu znacznego przekroczenia planowanego budżetu.

Wyższe koszty zagospodarowania śmieci

Stało się tak, bo firmy, które odbierają i mają za zadanie zagospodarowanie tych śmieci, dyktują coraz wyższe stawki. Dla przykładu rok temu za jedną z frakcji ZGO płaciło stawkę ok. 550 zł za tonę, a teraz jedyna firma, która wystartowała w postępowaniu, oczekiwała kwoty wyższej o ponad 50 procent!

ZGO ogłosiła ponowne przetargi, bo skala wyższych kosztów byłaby ogromna i nie do udźwignięcia - w ciągu roku spółka przetwarza ok. 5 tys. ton tylko tego typu śmieci. Oznacza to, że koszt wzrósłby z ok. z 2,75 do 4,25 mln zł rocznie. - A to tylko jedna frakcja. Znaczący wzrost kosztów występuje także w innych typach odpadów. To rocznie ok. 15 tys. ton śmieci, rok temu zapłaciliśmy za ich zagospodarowanie ponad 7 mln zł, a już widzimy, że teraz będzie znacznie drożej - wylicza Wiesław Pasierbek, prezes ZGO.

- Stawki rosną, bo rynek jest nasycony, w kraju działa za mało instalacji przetwarzających odpady. Już teraz dyktowane ceny są ponad dwukrotnie, a czasem trzykrotnie wyższe niż koszty, jakie były kalkulowane w studium dla planowanej instalacji w Bielsku-Białej, a gdybyśmy je przetwarzali u siebie, to mielibyśmy nie tylko znacznie niższy koszt, ale także czystą i darmową energię elektryczną i cieplną - dodaje.

To tylko przejściowy deficyt systemu?

Czy rosnące koszty ZGO zostały wkalkulowane w podwyżkę opłaty, która zacznie obowiązywać 1 września? Okazuje się, że nie. Wzrost opłaty z 28 do 39 zł za osobę to efekt tylko i wyłącznie podpisania nowego kontraktu ze spółką PreZero, która odpowiada za odbiór śmieci od mieszkańców Bielska-Białej.

- W zbliżającej się podwyżce opłaty śmieciowej kwestia rosnących kosztów odbierania i wywożenia odpadów do instalacji w Polsce nie została uwzględniona, bo dopiero teraz otwieramy przetarg i będziemy to przeliczać. Nie mam jednak żadnych wątpliwości, że to na pewno wpłynie na wyższe koszty całego systemu, a ten musi się bilansować z opłatami wnoszonymi przez bielszczan - dodaje prezes Pasierbek.

Mimo podwyżek stawek, w tym roku w systemie gospodarki odpadami wystąpi deficyt w kwocie 6,9 mln zł. Pokryje go gmina z innych dochodów. Uchwałę w tej sprawie na najbliższej sesji podejmą radni.

- Podwyżka stawki opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi od 1 września jest niewystarczająca na zbilansowanie się systemu, a jedynie spowodowała zmniejszenie jego deficytu. Kwota dopłaty została obliczona już z uwzględnieniem dochodów po podwyżce stawek. Aktualnie koszty funkcjonowania systemu w znacznym stopniu przewyższają dochody z opłaty ponoszonej przez mieszkańców Bielska-Białej - brzmią wyjaśnienia otrzymane z Ratusza. Wystąpienie deficytu ma charakter przejściowy. Nowy, droższy kontrakt z PreZero obowiązuje od 1 lipca. Urzędnicy wierzą, że w przyszłym roku system się zbilansuje.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]