Tylko przez moment w poniedziałkowy wieczór nad Bielskiem-Białą i w najbliższej okolicy można było zobaczyć zorzę polarną. To drugi taki przypadek w tym roku. Oczekiwanie umilało obserwowanie tzw. maksimum roju Perseidów. 

Kilka chwil gołym okiem i ok. 10 minut aparatem - tak długo w naszym regionie dało się wczoraj zobaczyć zorzę polarną. Wystąpienie zjawiska w naszych szerokościach geograficznych jest rzadkie, chociaż obecny rok dał kilka pięknych zjawisk, w tym fenomenalną zorzę w maju, gdy obejmowała większość nieba. W tym i przyszłym roku, ze względu na cykl dużej aktywności słońca, można spodziewać się kolejnych okazji.

Przewidzenie zorzy nie jest proste. Poprzedza ją pojawienie się na tarczy Słońca plam i rozbłysków skierowanych w stronę Ziemi. Wyrzucona podczas wybuchu fala naładowanych cząstek mknie z prędkością nawet 800 km na sekundę i dociera kilkadziesiąt godzin po wybuchu na Słońcu. W międzyczasie fala może ulec rozproszeniu, minąć planetę lub wzmocnić się wtedy, kiedy fale o różnej prędkości zleją się w jedną.

Gdy potencjalnie groźna fala dociera do Ziemi, jest przechwytywana przez pole magnetyczne planety. Cząstki wiatru słonecznego wchodzą w reakcje z atmosferą nad obszarami biegunów. Powstaje zorza. Kilkadziesiąt minut przed dotarciem wiatru do Ziemi mija satelity pomiarowe. Dane na bieżąco są publikowane w internecie. Dzięki nim nieco wcześniej znane są parametry wiatru, jego gęstość, prędkość i natężenie. W przewidzeniu zorzy ważne są dwa parametry: BT (natężenie pola magnetycznego wiatru) i BZ (skierowanie pola magnetycznego wiatru słonecznego). Im wyższe BT (najlepiej powyżej 20 lub nawet 30) i im niższe BZ (najlepiej dużo poniżej -10), tym wystąpienie zorzy w ciągu kilkudziesięciu minut jest pewniejsze.

W poniedziałkowy wieczór oczekiwania na zorze umilało obserwowanie maksimum roju Perseidów.

Tekst i zdjęcie: Piotr Bieniecki