Dochodzenie po głośnej eksplozji, która w lutym wywołała zamieszanie w Bielsku-Białej oraz okolicznych miejscowościach, wciąż pozostaje w toku. Prokuratura nadal nie ma stuprocentowej pewności, co zdetonowano w Mnichu, ale wszystko wskazuje na to, że sprawcy potężnego zamieszania unikną odpowiedzialności karnej. Śledczy na ten moment nie zdecydowali się na przesłuchanie Youtubera, który zlecił eksplozję.

Do potężnej eksplozji doszło 19 lutego. Pierwsze sygnały o niepokojącym zdarzeniu zaczęły spływać do służb wieczorem, silny wybuch był słyszany w promieniu kilkunastu kilometrów, podejrzewano, że doszło do niego na pograniczu powiatu bielskiego i cieszyńskiego. Następnego dnia rano oficer prasowy bielskiej policji informował o wysłaniu w tamten rejon policjantów z dronem, by ustalić źródło eksplozji. 

Mieszkanina paliwowo-powietrzna z petardami?

Po dwóch godzinach policja ustalił przyczynę i źródło wybuchu - w Mnichu realizowano nagranie do filmu. Okazało się także, że o zdjęciach wiedział Komisariat Policji w Strumieniu, a wszystko miało odbyć się zgodnie z prawem. Mimo to kilka dni później postępowanie w związku ze zdarzeniem wszczęła Prokuratura Rejonowa w Cieszynie. Śledczy przeprowadzili oględziny na miejscu zdarzenia i przesłuchano świadków. Prokuratura zapowiedziała, że będzie badać czy doszło do naruszenia przepisów.

Po pięciu miesiącach dochodzenie wciąż trwa i znajduje się w fazie in rem, a więc w sprawie nikt nie usłyszał zarzutów. - Na podstawie dotychczasowych ustaleń tego postępowania nie zostało jeszcze kategorycznie ustalone jaki konkretnie materiał wybuchowy został użyty podczas zdarzenia będącego przedmiotem postępowania - mówi Piotr Grosicki, zastępca prokuratora rejonowego w Cieszynie.

- Ustalenia wskazują, że najprawdopodobniej, oprócz mieszaniny paliwowo-powietrznej, podczas detonacji doszło do wykorzystania materiałów pirotechnicznych o klasie P1 - mówi prokurator. Najprawdopodobniej było to 85 sztuk ładunków pirotechnicznych o masie 4,5 gram każdy. Petardy połączono szeregowo przy pomocy zapłonników elektrycznych. Łącznie zdetonowano blisko 400 gram materiałów wybuchowych, które są łatwo dostępne i reklamowane jako „zapewniające niezapomniane przeżycia hukowe”.

Biegły konsultuje zebrany materiał

Na obecnym etapie prokuratura nie zdecydowała się na powołaniu biegłego do oceny materiału dowodowego, ale z uwagi na znaczną ilość zabezpieczonego w trakcie czynności oględzin miejsca zdarzenia materiału dowodowego, trwają konsultacje z biegłym z zakresu materiałów wybuchowych.

W sprawie przesłuchano wielu świadków, w tym osobę odpowiedzialną za przygotowanie materiałów pirotechnicznych oraz biorącą udziału w ich detonacji. - Zostały także zweryfikowane uprawnienia tej osoby do wykonywania czynności używania materiałów wybuchowych do użytku cywilnego - mówi zastępca prokuratora rejonowego w Cieszynie. Śledczy nie przesłuchali Sebastiana Czajewskiego, który zlecił detonację materiałów pirotechnicznych. Youtuber kilkanaście godzin po silnej eksplozji chwalił się, że „zdetonował największe TNT na świecie”. Film z wybuchem w Mnichu obejrzano już 1,3 mln razy.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]