Nadzieja bielskiej lekkoatletyki. Gdyby nie bieganie, pewnie grałby w piłkę - foto
O utalentowanym Kamilu Herzyku jest coraz głośniej. Ten sezon okazał się dla bielszczanina niezwykle owocny. O tym, jak zamienił piłkę nożną na lekkoatletykę, o najważniejszych medalach i o planach olimpijskich mówi „Kronice Beskidzkiej”.
- Treningi w klubie Just Team Bielsko-Biała rozpocząłeś w 2019 roku. Początki były trudne?
- Do klubu wszedłem z przysłowiowego „buta”. Nie było to łatwe, dużą rolę odgrywał stres. Musiałem zebrać bezcenne doświadczenie oraz sporo się nauczyć. Kwestia techniczna była tutaj bardzo ważna i finalnie z roku na rok zauważalny był progres. Bardzo szybko udało mi się uzyskać ogromne wsparcie od fundacji Imperium Sportu, która wyłapała mój potencjał. Współpracuję z nimi do dziś. (…)
- Podobno do biegania namówił Cię wuefista z podstawówki.
- Już w podstawówce robiłem bardzo dobre wyniki w bieganiu, co nie uszło uwadze mojego wuefisty. Pod koniec roku szkolnego podszedł do mnie i powiedział, że widzi we mnie ogromny potencjał, po czym zaproponował mi bieganie w klubie. Wówczas grałem w piłkę nożną, przez co miałem dylemat. Ostatecznie postanowiłem spróbować swoich sił w bieganiu i od tamtego momentu moje życie w świecie sportu zmieniło kierunek.
- Piłka nożna to twój ulubiony sport obok lekkoatletyki?
- Zdecydowanie tak. Obecnie jednak nie gram, ponieważ przy moich intensywnych treningach na bieżni jest to po prostu niewykonalne. Myślę, że gdyby nie bieganie, pewnie nadal bym grał, a jedyną kwestią do zastanowienia byłby poziom rozgrywkowy.
Całą rozmowę z Kamilem Herzykiem można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika jest już w sprzedaży. E-wydanie TUTAJ.
row
Oceń artykuł:
18 4