Niedawno Urząd Miejski w Bielsku-Białej poinformował, że miasto otrzyma z Unii Europejskiej 18 mln zł na inwestycje związane z zielenią i retencją wody. Chodzi przede wszystkim o adaptację stolicy Podbeskidzia do zmian klimatu. Zazielenią się miejskie place i skwery, w których historycznie zieleni nigdy nie było. To bez wątpienia dobry kierunek, ale eksperci są nieco sceptyczni.

Ponad 18 mln zł otrzyma Bielsko-Biała z Unii Europejskiej na inwestycje związane z zielenią i retencją wody. Celem nadrzędnym jest adaptacja miasta do zmian klimatu poprzez zrównoważone gospodarowanie wodami opadowymi. Jak paląco potrzebne są inwestycje w tym zakresie, po czerwcowej powodzi błyskawicznej w Bielsku-Białej wiedzą chyba wszyscy mieszkańcy.

Adaptacja do zmian klimatu

Dzięki dofinansowaniu w 15 lokalizacjach w całym mieście powstaną nowe skwery, tereny zielone i zielone przystanki. Zajmą one w sumie prawie 82 tys. mkw. Jak zapewniają urzędnicy, wszystkie inwestycje zostały zaprojektowane tak, aby zatrzymywać wody opadowe. Mają się do tego przyczynić wodoprzepuszczalne nawierzchnie i likwidacja betonu, a także sadzenie roślinności opóźniającej spływ wód opadowych i zatrzymującej wodę w gruncie.

Nie ulega wątpliwości, że zjawiska wynikające ze zmian klimatu są poważnym utrudnieniem dla prawidłowego funkcjonowania przestrzeni miejskich oraz zagrożeniem dla zdrowia i życia mieszkańców. Wszyscy wciąż pamiętamy bowiem powódź błyskawiczną, która nawiedziła Bielsko-Białą na początku czerwca. Straty wyniosły wtedy ponad 18 mln zł.

Poza tym, im więcej zieleni, tym mniej dwutlenku węgla i niższa temperatura latem. Dlatego też przebudowany zostanie m.in. skwer przy ul. PCK, Park Słowackiego, rejony wzdłuż rzeki Wapienica, plac Żwirki i Wigury, park Skarżyńskiego czy ogródek jordanowski przy ul. Wyzwolenia. Miasto, z innej puli, otrzyma także pieniądze na zazielenienie pl. Bolesława Chrobrego. To długo zapowiadana inwestycja, która całkowicie zmieni ten fragment centrum miasta. Realizacja tej inwestycji zaplanowana jest na 2025 rok. Opiekę na realizacją projektu sprawować będzie Śląski Ogród Botaniczny.

Aby zapobiegać zjawiskom powodzi

Przyszłe działania obejmują również aktywizację mieszkańców w kwestii przeciwdziałania zmianom klimatu. Prowadzone będą akcje prośrodowiskowe. Mieszkańcy pozyskają niezbędną wiedzę o zagrożeniach i dobrych praktykach. Należy pochwalić działania urzędników, że aplikowali do tych programów, bo nie jest tajemnicą, że w trosce m.in. o bioróżnorodność, miasta powinny być wypełnione zielenią, aby chłonęły wody opadowe jak gąbka.

Do takich działań należy właśnie tworzenie łąk kwietnych, parków kieszonkowych, ogrodów wertykalnych czy zielonych dachów. Demontaż betonowych nawierzchni i w to miejsce wprowadzanie zieleni to bardzo dobry krok, ku zielonej rewolucji.

O kluczowej kwestii oddania części naszych przestrzeni przyrodzie mówił w jednym z poprzednich naszych artykułów na temat klimatu prof. dr hab. Piotr Skubała z Wydziału Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Wskazywał jednak, aby nie były to sztucznie urządzone przestrzenie, ale bardziej dzika przyroda. Pytanie, jaki ostatecznie kształt przybiorą projekty, które realizowane będą w Bielsku-Białej.

Kuć beton, gdzie tylko można

- Zbiorowiska roślinne akumulują znacznie lepiej węgiel, niż urządzona zieleń miejska, co ma ważne znaczenie w dobie kryzysu klimatycznego. Co więcej, zwykle podoba się to bardziej mieszkańcom, niż wypielęgnowane przestrzenie parkowe. Takich parków jest coraz więcej w Europie, najwięcej w Berlinie. Wyglądają one tylko po części jak parki miejskie, spory ich obszar to strefa dzikiej przyrody. Ważnym jest, aby tego typu działania miały miejsce we wszystkich polskich miastach, miasteczkach, miejscowościach - tłumaczył profesor.

- Potrzebujemy systemowych rozwiązań. Gminy muszą zacząć odtwarzać tereny zielone i kuć beton, gdzie tylko można. Już zmiana nawierzchni parkingu z kostki na ażurową sprawi, że woda będzie wsiąkać w ziemię - wtórował mu Wojciech Owczarz, szef fundacji ekologicznej ARKA z Bielska-Białej.

O szczerą opinię co do planowanych zmian poprosiliśmy Dariusza Gajnego, który od kilku lat pełni funkcję ogrodnika miejskiego i zapewne będzie jedną z twarzy „zielonej rewolucji” w Bielsku-Białej - Zamiast „zielonej rewolucji”, wolę określenie działania w ramach adaptacji miasta do zmian klimatu. Jest to jedno z wielu działań, które zwiększy w naszym mieście bioróżnorodność, poprawi retencję wody czy wpłynie na ograniczanie miejskiej wyspy ciepła, co z resztą dzieje się już od kilku lat. Realizacje obejmą różne tereny w mieście od zielonych przystanków przez tworzenie nowych skwerów czy poprawę większych parków i to w różnych częściach miasta - mówi.

Już nie będzie drewnianych liści

- Pragnę również zaznaczyć, że dofinansowane lokalizacje to nie tylko tereny wybrane przez urzędników ale również te, które w ostatnich latach zgłaszali mieszkańcy. W sumie ponad trzy lata temu, powstało 35 kart zamierzeń inwestycyjnych, z których wybrane zostały najmniej problematyczne lokalizacje pod kątem stanu własnościowego terenu. Dzięki harmonogramowi o planowanych naborach na dofinansowanie, wydział gospodarki miejskiej przygotował dokumentację projektową jeszcze przed ogłoszeniem naboru. Dzięki takim wyprzedzającym działaniom, udało się uniknąć pracy na programie funkcjonalno-użytkowym, jak miało to miejsce w przypadku rewitalizacji nadbrzeży, która finalnie doprowadziła do pojawienia się w przestrzeni miasta np. drewnianych liści - dodaje.

Eksperci chwalą nadchodzące zmiany, jednak pozostają nieco sceptyczni. Apelują, aby zazielenianie terenów miejskich odbywało się w sposób mądry, a nie skończyło się tylko na sadzeniu kwiatów w donicach. - Bardzo się cieszę z tego typu projektów i mam nadzieję, że będą to dobrze wykorzystane pieniądze. Jak dowodzą doświadczenia z innych miast, dodatkowa zieleń przechwytuje część wody deszczowej, co opóźnia i obniża ilość wody dopływającej do kanalizacji lub mogącej wywołać podtopienia. Zieleń może być wprowadzana także tam, gdzie dotychczas jej nie było, nawet historycznie. Nowe warunki klimatyczne - wywołane zmianą klimatu - prowokują nas do tego typu postępowania, ponieważ silne, ulewne deszcze, które kiedyś nie miałyby miejsca, dziś faktycznie się zdarzają. Jednocześnie mieszkańcy miasta powinni mieć z tego podwójną korzyść, gdyż także w upale dodatkowa zieleń stwarza warunki do obniżenia temperatury powietrza w mieście - obniża efekt miejskiej wyspy ciepła. Życzę Bielsku-Białej, aby ta zieleń dodatkowo upiększyła miasto - mówi Wojciech Szymalski, prezes Instytutu na rzecz Ekorozwoju, ekspert Koalicji Klimatycznej.

Oby nie było jak z uschniętą choinką

- Na pierwszy rzut oka wygląda to na krok w dobrym kierunku. Na pewno można dyskutować o szczegółach, ale sama decyzja, żeby betonowe wyspy ciepła zazielenić i zadbać o retencję wody wydaje się być bardzo sensowna. Natomiast to na co zwracałbym uwagę, to to że w takich sytuacjach bardzo często rozwiązania są niezbyt mądre, często robi się projekty na pokaz, drogie i niezbyt dobrze działające. Podpowiadałbym więc, żeby nie zadowalać się deklaracjami urzędników, ale bardzo uważnie patrzeć na to, w jakiej formie są realizowane te zapowiedzi, czy są dobrze pomyślane - puentuje Tomasz Borejza, zastępca redaktora naczelnego SmogLabu, autor książki „Odwołać katastrofę”.

- Rośliny mają mniej możliwości ucieczki przed wyspami ciepła niż ludzie i bardzo często w takich zabetonowanych miejscach po prostu usychają lub nie chcą rosnąć. Natomiast nie znaczy to, że mieszkańcy nie tracą na tym, że powstają takie miejskie wyspy ciepła. Włodarze na ogół tworzą je w najfajniejszych i najważniejszych miejscach swoich miejscowości. Takich jak rynki, place i skwery, które powinny tętnić życiem. I gdyby były na nich drzewa - tętniłyby. Zabetonowane stają się w lecie martwą przestrzenią, której ludzie unikają - dodaje.

Miejmy nadzieję, że „zielona rewolucja” w Bielsku-Białej przeprowadzona zostanie z korzyścią i dla klimatu i dla mieszkańców. Z pewnością będziemy się temu przyglądać. Co sądzą o niej sami mieszkańcy? - Oby to nie było tylko na pokaz. Pamiętamy jak parę lat temu na placu Chrobrego zasadzono choinkę. Miała rosnąć i zimą być ubierana na święta. Po kilku latach uschła, bo nikt się nią nie opiekował. Może tym razem urzędnicy sprawią, że cała ta „zielona rewolucja” będzie mądrzejszym działaniem - mówi pani Leokadia, bielszczanka spotkana na placu Chrobrego.

Adam Kanik
[email protected]
Materiał powstał w ramach projektu „O klimacie w mediach lokalnych”

Na zdjęciu: plac Chrobrego w 2022 roku. Choinki już nie ma - uschnęła, fot. Paweł Sowa/Urząd Miejski