Nocą ulice i zakamarki Zabrzeg przemierzają patrole sąsiedzkie. Ich członkowie chcą się chronić przed „dość częstymi kradzieżami oraz włamaniami do mieszkań i samochodów”. Szkopuł w tym, że policjanci żadnych takich zgłoszeń nie mają.

Pierwszym efektem patroli było zgłoszenie mieszkańca o podejrzanych ludziach z latarkami, którymi okazali się być... członkowie jednego z patroli. Czy to tylko sianie paniki? Powołanie do życia patroli sąsiedzkich w Zabrzegu ogłosił znany w gminie Ryszard Szwajcer, administrujący grupą na Facebooku pod nazwą. „Czechowice- Dziedzice - Informacje, Ogłoszenia, Imprezy, Wydarzenia”, która ma aż 20 tys. członków.

- Już od dwóch tygodni trwają nocne patrole straży sąsiedzkiej w Zabrzegu. Konieczność zorganizowania mieszkańców oraz wprowadzenia takich patroli spowodowały dosyć częste incydenty na początku lipca tego roku, związane z kradzieżami oraz włamaniami bądź próbami włamań. Patrole złożone z ochotników krążą każdej nocy po Zabrzegu, bezinteresownie i społecznie chroniąc domostwa naszych mieszkańców - poinformował szef facebookowej grupy, wzbudzając tym ogromne zainteresowanie.

„Kronika” sprawdziła, czy w Zabrzegu rzeczywiście zrobiło się niebezpiecznie, czy wzrosła liczba włamań i kradzieży. I co? I nic! Rewelacjom nieformalnego szefa grupy dziwią się policjanci i strażnicy miejscy.

Obszernie pisze o sprawie w najnowszym wydaniu „Kronika Beskidzka”, e-wydanie TUTAJ.

mak