Znieczulica ludzka nie zna granic. Na oczach świadków potrącił zwierzę i odjechał - foto
Dziś nad ranem przy al. Andersa w Bielsku-Białej doszło do dramatycznego zdarzenia. Kierujący czerwoną Hondą potrącił zwierzę i nie zatrzymał się, podobnie jak wiele innych osób. Sprawa została zgłoszona na policję oraz straż miejską.
Do zdarzenia doszło ok. 5.00 rano. - Na moich oczach kierowca czerwonej osobówki uderzył w zwierze, i jak gdyby nigdy nic pojechał dalej. Kolejne samochody pomimo moich nawoływań nie raczyły się zatrzymać. Niektórzy omijali, inni przejeżdżali wprost po zwierzęciu - mówi nam zbulwersowany Czytelnik.
Mężczyzna udał się na pobliską stację benzynową, gdzie doradzono mu, aby wezwał straż miejską, która ma narzędzia do tego, aby usunąć zwierzę z drogi. Rzeczywiście utylizacją martwych zwierząt zajmuje się ZGO, ale nawet dostępny w sieci komunikat Ratusza mówi, by w takich sytuacjach dzwonić po strażników, albo policjantów. Dyżurny straży miejskiej przyjął zgłoszenie, lecz żaden patrol się nie pojawił.
- Czekałem w pobliżu ok. godziny, zadzwoniłem na 112, gdzie dyspozytorka, zupełnie nie znając miasta, nie potrafiła określić miejsca, gdzie doszło do potrącenia zwierzęcia. Policja nie przyjechała - mówi.
Według relacji świadków, poszkodowanym miał być młody borsuk, świadczyć o tym ma charakterystyczna pręga na pysku. Zwierzę na oko, ważyło ok. 10 kilogramów. Otrzymaną fotografię skonsultowaliśmy jednak z Fundacją Mysikrólik, gdzie przekazano nam, że jest to dorosły jenot, gatunek inwazyjny w naszym kraju. Nawet takie zwierzęta, nie powinny ginąć na drogach i leżeć na asfalcie przez kilka godzin.
ak
Oceń artykuł:
22 31