Alona ewakuowała z Ukrainy ósemkę dzieci, na prośbę ich rodziców - wojskowych. Ruslana uciekła z synem z Berdiańska, Nadiia wyjechała w obawie, że zabraknie potrzebnego jej lekarstwa, a Dzvinka i Daryna miały jedną myśl: ratować dzieci.

Dziś, prawie dwa i pół roku po pamiętnym 24 lutego 2022, kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, wszystkie żyją na Podbeskidziu. Zadomowiły się tu, wychowują dzieci, pracują albo działają społecznie. Szlifują znajomość języka polskiego, ale w domach mówią po ukraińsku - by ich dzieci nie zapomniały rodzimej kultury.

Przychodzą też na cotygodniowe spotkania Grupy Wsparcia dla Kobiet z Ukrainy, która działa w Fundacji Teraz Ulica przy pl. Wolności. Przychodzą, bo chcą po prostu porozmawiać po ukraińsku, spotkać się z kimś, kto przeżył ten sam koszmar, spędzić wspólnie czas, razem coś namalować czy ugotować. Wszystkie zgodnie podkreślają, że ze strony Polaków cały czas otrzymują wsparcie, pomocy i nigdy nie spotkały się z hejtem.

Ich opowieści o przeszłości i planach na przyszłość można przeczytać w nowej „Kronice Beskidzkiej”. Lokalny tygodnik w czwartek trafił do sprzedaży. E-wydanie wygodnie z domu można kupić - TUTAJ.

mn

Zdjęcie: Magdalena Nycz