Nieustalony mężczyzna w wieku ok. 40 lat wraz z młodą kobietą, która czeka na niego przed budynkiem, od kilkunastu dni odwiedza lokale w centrum Bielska-Białej, gdzie nachalnie nalega na zakup „perfum”. Kiedy podetknął je pod nos właścicielki sklepu z antykami, kobieta zaczęła tracić przytomność. Ostrzeżenie przed niebezpieczną sytuacją od kilku dni krąży w mediach społecznościowych, a my dotarliśmy do co najmniej kilku lokali w centrum, w których pojawiał się podejrzany. Policja, póki co nie podjęła poszukiwań i czeka na formalne zawiadomienie o zdarzeniu.

W piątek do sklepu z antykami przy placu Smolki wszedł nieznajomy mężczyzna. Było to chwilę przed zamknięciem sklepu. Podał się za pracownika perfumerii, powiedział, że przyszedł z polecenia. Nalegał, aby właścicielka zakupiła perfumy. Nie reagował na brak zainteresowania zakupem czegokolwiek. Nachalnie rozgościł się w sklepie i wyciągnął buteleczkę, namawiał, żeby powąchać jej zawartość.

Oferuje perfumy, przychodzi z polecenia

- Kiedy odmówiłam i kategorycznie stwierdziłam, że nie chcę niczego wąchać - sam odkręcił butelekę i podsunął mi pod nos. Od razu wyczułam ostry zapach pomieszany z perfumami. W momencie poczułam też zawroty głowy, odrętwienie i dziwny posmak w ustach. Byłam przekonana, że zaraz stracę przytomność. Wiedziałam, że muszę uciekać na zewnątrz, na powietrze. Kiedy sprawca widział, że udało mi się wyjść ze sklepu i wezwać pomoc - uciekł - relacjonuje pani Iwona, której przytrafiła się ta sytuacja.

- Mężczyzna był bezczelny, powiedział, że przyszedł z polecenia dentystki. Jestem pewna, że chciał mnie okraść. Zapach był bardzo intensywny, wiem jak się czułam. Ciało niemal odmówiło mi posłuszeństwa. Nie pamiętam, co się stało potem. Cały kolejny dzień czułam się źle. Wiem, że taką metodę stosowali kiedyś złodzieje w pociągach. Gdyby zaatakował mnie wtedy, nie miałabym siły się bronić - dodaje.

Młoda kobieta stoi przed lokalem

Jak relacjonuje nasza rozmówczyni, nieznajomemu towarzyszyła młoda, szczupła kobieta, która stała przed lokalem i obserwowała otoczenie. Sprawiała wrażenie zdenerwowanej, ale widziała doskonale, jak chwilę przed atakiem ze sklepu wychodzi mąż właścicielki, a kobieta zostaje sama w lokalu.

Podejrzany mężczyzna pojawiał już kilka tygodni wcześniej w lokalach w pobliżu ul. Stojałowskiego i pl. Smolki. Upatrzył sobie miejsca, w których spodziewał się zastać kobiety i nie ma monitoringu. Tylko w przypadku pani Iwony trafił na moment, kiedy nikogo więcej w sklepie nie było. Wszędzie powielany jest ten sam rysopis osobnika - krótkie ciemne włosy, wiek ok. 40 lat lub więcej, ubrany najczęściej w czarny dres, na głowie czapka z daszkiem. Dosyć dobrze zbudowany. Z relacji wynika, że raczej jest to Polak.

Mężczyzna widziany był m.in. w gabinecie stomatologicznym, który znajduje się w kamienicy bezpośrednio nad sklepem z antykami. - Był u nas. Zachowywał się bardzo nachalnie. Próbował sprzedać perfumy. Opowiadał bajki, że pochodzą z inwentaryzacji z popularnej drogerii. Szczególnych podejrzeń nie wzbudzał, wyglądał trochę jak obwoźny sprzedawca. W poczekalni było wtedy wielu pacjentów, po kilku naszych zdecydowanych prośbach wyszedł - mówi w rozmowie z nami stomatolog Monika Bierońska.

Motyw działania jest ten sam

Wcześniej odwiedził także butik po drugiej stronie ulicy. - To było ok. dwóch tygodni temu. Wszedł i zapytał, czy trafił do butiku Rosa, a więc szukał konkretnej firmy. Powiedział, że przyszedł z polecenia, podał nazwisko właścicielki salonu fryzjerskiego znajdującego się niedaleko. Przekonywał, że ma do sprzedania „niszowe” perfumy - mówi właścicielka. Mężczyzna spłoszył się, gdy do salonu weszła druga kobieta.

Kolejne kroki kierują nas do atelier fryzjerskiego Doroty Kublin, to na nią powołał się nieznajomy wchodząc do butiku. Tam też widziany był dwa tygodnie temu. - To było dziwne, bo mówił, że ma na sprzedaż perfumy, ale nie miał nic przy sobie. Zwracał się do mnie po imieniu, chociaż widziałam go na oczy pierwszy raz. Powiedział, że przysłała go kosmetyczka z ul. Komorowickiej, ale nie potrafił powiedzieć która. Po odmowie bez dyskusji wyszedł, zapewne przez obecność klientek i pracownic - mówi nam pani Dorota.

Odszukaliśmy wspomniany lokal, ale „kosmetyczki z Komorowickiej” nie zastaliśmy. Na dole mieści się salon sprzedaży znanej sieci. Jego pracownica przekazała nam, że widziała mężczyznę, który proponował jej zakup perfum, ale było to dawno, a osobnik, który ją odwiedził, wyglądał jej raczej na obcokrajowca.

Policja czeka na zawiadomienie

Co o całej sprawie wie policja? - Mamy informację o zdarzeniu, do którego doszło przy pl. Smolki kilka dni temu. Poszkodowana przekazała dyżurnemu Komisariatu III Policji, że złoży zawiadomienie o przestępstwie. Kiedy to nastąpi, podjęte zostaną czynności w postaci zabezpieczenia okolicznego monitoringu i przesłuchani zostaną świadkowie - zapewnia asp. Przemysław Kozyra, p.o oficera prasowego policji.

- Dużo mnie ta sytuacja kosztowała. Do teraz nie śpię po nocach - wyjaśnia pani Iwona. W pierwszej chwili zwyczajnie chciałam o tym zapomnieć, ale postanowiłam, że trzeba sprawą zająć na poważnie, zanim komuś stanie się jakaś krzywda. W czwartek złożę zawiadomienie - zapewnia w rozmowie z portalem.

Adam Kanik
[email protected]