Jajecznica na miejskim placu. Jak (nie) radzimy sobie z wyspami ciepła
Betonowanie Rynków i placów sprawia, że trudno spędzać letni czas w centrum miasta. Tak zwanych miejskich wysp ciepła jest coraz więcej. Jak jest w Bielsku-Białej? Pytamy ekspertów i mieszkańców.
Życie w mieście bywa trudne, szczególnie kiedy niemal w całości zalane jest betonem. Temperatura nagrzanych placów sprawia wtedy, że trudno wyjść na spacer. To efekt tzw. miejskich wysp ciepła. Do niedawna mówiło się, że występują one głównie w dużych miastach o niskim stopniu zadrzewienia i niewielkiej ilości wód powierzchniowych, ale coraz częściej także mniejszych, gdzie zalewane betonem są Rynki i wycinane kolejne drzewa.
30 stopni różnicy
Miejska wyspa ciepła to zjawisko polegające na podwyższeniu temperatury w mieście w stosunku do terenów je otaczających. W rzeczywistości temperatura powietrza w dzień w mieście nie jest znacząco wyższa niż poza miastem. Dlaczego zatem człowiekowi jest gorąco, jeśli znajduje się na rozgrzanym placu? - Ponieważ odczuwa nie tylko temperaturę powietrza jako taką, ale także promieniowanie cieplne, które emitują nagrzane od słońca place czy ściany budynków - tłumaczy prof. Krzysztof Fortuniak, klimatolog z Uniwersytetu Łódzkiego.
Ten problem jest też od lat w Bielsku-Białej. - Jak co roku w czasie letnich upałów jak bumerang powraca temat betonozy i nadmiernego nagrzewania się ulic, placów czy innych zabetonowanych miejsc w Bielsku-Białej, ale i w całej Polsce. Równo dwa lata temu robiłem pomiary temperatury w najważniejszych miejscach w naszym mieście, które niestety są w całości zabetonowane i wyniki naprawdę były zatrważające - mówi Szymon Twardak, społecznik działający w stowarzyszeniu Polska 2050, były kandydat na prezydenta miasta.
- Różnice pomiędzy rozgrzanym betonem a trawą pod drzewami sięgały 30 stopni Celsjusza. Temperatura betonu na placu Chrobrego czy Rynku wynosiła 50 stopni. Niestety urzędnicy od lat nic nie robią. Mówią, że robią, ale jednak te kroki są zbyt powolne. Mam nadzieję, że to się zmieni, zanim wszyscy usmażymy się na miejskich placach. Temat jest bardzo ważny i dobrze, żeby odpowiednie osoby się nad tym pochyliły i na poważnie się tym zajęły - dodaje bielszczanin. Nie wyklucza, że kiedyś, aby zasygnalizować problem, spróbuje usmażyć jajecznicę na jednym z miejskich placów.
Prof. Krzysztof Fortuniak mówi, że miejskie wyspy ciepła to niemal składowa życia w mieście. Można powiedzieć, że miasta są wyspami ciepła na oceanie chłodu - stąd nazwa. Jest to najlepiej poznana cecha klimatu miast, a pierwsza praca na ten temat powstała już w 1818 roku. Należy jednak zaznaczyć, że sam fakt wpływu miasta na stan atmosfery uświadomiono sobie znacznie wcześniej. Już bowiem w tekstach starożytnych można znaleźć wzmianki o złej jakości powietrza w mieście.
Nie za wszelką cenę
Profesor tłumaczy, że choć wyspy ciepła mają negatywne aspekty, to czasami nie warto z nimi walczyć za wszelką cenę. „O konsekwencjach miejskiej wyspy ciepła mówi się ostatnio często w świetle globalnych zmian klimatu, a w szczególności postępującego globalnego ocieplenia. Ponieważ może ono przynieść wiele bardzo negatywnych skutków, istnieje potrzeba podjęcia działań redukujących ten proces. Oczywiście działania takie jak np. wprowadzanie zieleni do miast czy poprawa przewietrzania, które mogą przyczynić się do redukcji miejskich wysp ciepła, są korzystne z wielu względów i należy je jak najbardziej promować oraz uwzględniać przy planowaniu urbanistycznym. Warto poprawiać miejski klimat i dbać o to, by tereny zamieszkania były jak najbardziej przyjazne dla mieszkańców. Nie jestem jednak pewien, czy zapobieganie powinno tu być głównym motywem i kierunkiem działań. Można na przykład przemalowywać wszystkie dachy i ulice na biało, co w jakimś stopniu zredukuje zjawisko, jednak czy korzyść z tego będzie warta poniesionych nakładów?” - czytamy w jednym z udzielonych przez niego wywiadów.
Jego zdaniem, można wskazać zarówno pozytywne jak i negatywne konsekwencje miejskich wysp ciepła. „Kiedy miejska wyspa ciepła jest przyjaznym zjawiskiem? Choćby zimą. Jeśli w mieście jest cieplej, to mniej energii zużywamy na ogrzewanie. Nie tylko w oczywisty sposób obniża to koszty ogrzewania, ale i zmniejsza emisję dwutlenku węgla, przyczyniając się do ochrony klimatu” - tłumaczy prof. Fortuniak.
Jednak w przypadku upałów wyspy ciepła są zagrożeniem. Nocą za miastem, nawet w okresie letnim, temperatura często wyraźnie spada, przez co organizm może „odetchnąć” od gorąca. - W mieście, właśnie ze względu na wyspy ciepła, spadek ten może być znacznie niższy, a w konsekwencji temperatura przez całą dobę utrzymuje się powyżej pewnego progu niezbędnego do odpoczynku. To może być niebezpieczne na przykład dla osób starszych, osób z chorobami krążenia lub układu oddechowego - wynika z publikacji profesora.
Drogi, parkingi, budynki…
Kamil Szewczyk ze Śląskiego Ruchu Klimatycznego przedstawia sprawę tak: - Jeżeli chcemy się szybciej i wygodniej poruszać po mieście, to budujemy drogi. Wykonane są one z mas bitumicznych i zazwyczaj powstają na terenach zielonych. Jeżeli chcemy ekscytować się wydarzeniami sportowymi, to budujemy stadiony, które opasujemy wielkimi parkingami. Podobnie z zakupami - pragniemy mieć wybór, więc tworzymy wielkopowierzchniowe „parki” handlowe, które posiadają jeszcze większe parkingi niż wspomniane stadiony. Jeżeli chcemy, by miasto się rozwijało, musimy je wyposażyć w miejsca do mieszkania i pracy. Niezbędne budynki z betonu i stali wypierają resztkę lasów, łąk czy nieużytków. Jeżeli chcemy mieć reprezentacyjne place w śródmieściu, to wycinamy istniejącą zieleń, betonujemy i sadzimy karłowate, łatwe do okiełznania gatunki drzew. Wszystkie te działania poprawiają sytuację gospodarczą miasta, ale niosą za sobą poważne konsekwencje - tłumaczy aktywista ekologiczny.
- Miejska infrastruktura kumuluje energię cieplną i powoli ją oddaje. Brak nocnego wychłodzenia budynków intensyfikuje występowanie przypadków udaru cieplnego, chorób krążenia, alergicznych oraz układu oddechowego. Jedynym kompleksowym rozwiązaniem tego problemu jest budowa zielono-błękitnej infrastruktury miejskiej - zielone dachy, parki kieszonkowe, ogrody wertykalne czy zielone przystanki. Do tego systemy małej retencji i rozszczelnienie powierzchni betonowych - przekonuje.
Jego zdaniem działania władz Bielska-Białej niewiele się różnią od działań włodarzy innych, często większych miast. Proponuje, aby np. wydawać mniej pozwoleń na budowę w terenach znajdujących się za miastem. - Wskaźniki ekonomiczne są ważniejsze niż zrównoważony rozwój. Bielsko-Biała otoczone jest lasami górskimi, naruszenie tej tkanki powoduje daleko idące konsekwencje. Jeśli zdecydujemy się te lasy wyciąć i zbudować na ich miejsce mieszkania, to zaburzymy gospodarkę wodną w całym kraju. Trzeba się głęboko zastanowić, czy doraźne zyski będą porównywalne z długofalowymi stratami, jakie niosą powodzie błyskawiczne i susze. Dodatkową komplikacją jest brak uwrażliwienia na te problemy w zarządzie naszego województwa. Województwo śląskie należy do trzech województw w Polsce, w których nie ma celowych programów dofinansowania walki z betonozą - ocenia Kamil Szewczyk.
Miasto jest świadome
Co na to miejscy urzędnicy? Zapewniają, że miasto jest świadome problemu i stara się z tym walczyć. - Nasze działania podejmowane są w ramach adaptacji miasta do zmian klimatu. Nastawione są zarówno na ograniczanie zjawiska miejskiej wyspy ciepła, jak i na zwiększanie retencji czy bioróżnorodności. Wprowadzenie odpowiedniego pokrycia terenu koronami drzew czy zwiększanie powierzchni biologicznie czynnych, oprócz znacznego obniżenia temperatury powierzchni chodników czy placów, zmniejsza temperaturę powietrza. Kilka stopni mniej w okresie letnim, to oprócz poprawy komfortu mieszkańców, znaczne oszczędności energii - tłumaczy Dariusz Gajny, ogrodnik miejski.
Aktualne działania podejmowane przez Urząd Miejski to m.in. przygotowywanie projektów i wniosków na finansowanie zewnętrzne. Miasto czeka na wyniki programu, do którego zgłoszonych zostało 15 lokalizacji. Planowane jest ograniczenie zjawiska miejskiej wyspy ciepła. Plac Bolesława Chrobrego już posiada wstępną koncepcję zazielenienia. Aktualnie jest ona opiniowana wewnątrz urzędu z Wojewódzkim Urzędem Ochrony Zabytków i w ciągu miesiąca powinna zostać zaprezentowana mieszkańcom. Jeżeli uda się załatwić dofinansowanie, prace na placu powinny ruszyć już w przyszłym roku.
A to nie wszystko. - Analizowane są projekty drogowe, aby uniknąć sytuacji z ul. Cieszyńskiej, gdzie powstała szeroka zabrukowana wyspa oddzielająca pasy ruchu. Nowe projekty zakładają przystosowanie miasta do zmian klimatu, poprzez wprowadzenie większych połaci zieleni. Przykładem może być aktualna modernizacja ulicy Partyzantów, gdzie rozbrukowane zostaną wyspy na skrzyżowaniu z ul. Leszczyńską i dosadzone drzewa, lub projekt modernizacji ul. Wyzwolenia, gdzie zaprojektowany został nowy skwer na skrzyżowaniu z ul. 11 Listopada. Warto też wspomnieć o projekcie woonerfu na ul. 1 Maja. Nowe drzewa pojawiają się nie tylko wzdłuż modernizowanych ulic. W zeszłym roku posadzono ponad 300 drzew wzdłuż ul. Krakowskiej - zwraca uwagę Dariusz Gajny.
- W miejscach, gdzie nie ma miejsca na drzewa, zaczynamy stosować zielone ściany z pnączy. W zeszłym roku pilotażowo obsadzone zostały ściany parkingu wielopoziomowego przy BCK. Miasto przygotowuje się również do przeprowadzenia szczegółowej inwentaryzacji zieleni, która określi miejsca najbardziej zagrożone zmianami klimatu. Na tej podstawie przeprowadzony zostanie plan dalszych działań - zapewnia ogrodnik miejski.
Adam Kanik
[email protected]
Materiał powstał w ramach projektu „O klimacie w mediach lokalnych”.
Oceń artykuł:
27 68