Jest właścicielem kilku lokali na terenie Bielska-Białej, a od ośmiu lat prowadzi także Restaurację Miasto, która znajduje się na obrzeżach Parku Włókniarzy. Bartłomiej Mysiara twierdzi, że urzędnicy stale podejmują działania, które uniemożliwiają mu spokojne prowadzenie firmy. Przykładem ma być to, że nie otrzymał zgody na prowadzenie ogródka gastronomicznego, który niemal co roku rozkłada przed lokalem. Jako przyczynę swoich problemów wskazuje m.in. szefową Rady Osiedla i… ogrodnika miejskiego. Urzędnicy przedstawiają sprawę zupełnie inaczej.

Do niedawna przedsiębiorca był wspólnikiem Bronisława Foltyna, lecz kiedy ten uzyskał mandat posła, przejął samodzielne prowadzenie lokali należących do spółki. Wśród nich jest „Miasto”. - Od ośmiu lat prowadzę lokal w Parku Włókniarzy przy placu Mickiewicza - zaczyna Bartłomiej Mysiara.

Lokal od lat stwarza problemy

- W sezonie letnim przed lokalem prowadzony jest ogródek gastronomiczny, z którego chętnie korzystają mieszkańcy. Restauracja Miasto jest jedynym punktem gastronomicznym w całym Parku Włókniarzy. W lokalu znajdują się również jedyne dostępne, i to darmowe toalety dla mieszkańców odwiedzających park - dodaje. Wspominany ogródek stał się ostatnio jego utrapieniem, przez który ma wiele problemów.

Niedawno miasto odmówiło bowiem dzierżawy terenu pod ogródek. Przedsiębiorca wskazuje, że to m.in. efekt działań Rady Osiedla Bielsko Południe. - Od początku istnienia Restauracja Miasto spotyka się z niechęcią ze strony przewodniczącej i jej męża. Osoby te, prowadzą szereg działań - pisma, donosy oraz szkalujące wpisy na różnych portalach. Ich celem jest po prostu likwidacja lokalu. Pomimo moich starań gmina nigdy nie wyraziła zgody na funkcjonowanie ogródka gastronomicznego w tym miejscu. Z tego co wiem, w poprzednich latach to właśnie Rada Osiedla zablokowała mój wniosek - mówi Mysiara.

Tym informacjom zaprzecza przewodnicząca Rady Osiedla. - Trzeba przyznać, że wszystkie miejsca rozrywki działające od lat w tym miejscu uprzykrzają życie mieszkańców. Lokal graniczy ścianą z budynkiem przy ul. Partyzantów 39. Mieszkańcy składali do nas liczne skargi. Wieczorami, kiedy trwa dyskoteka, boją się nawet wychodzić na spacer. Rada Osiedla nie opiniuje dzierżawy terenu od miasta i nie ma z naszej strony złej woli, gdyby tylko goście zachowywali się tak, jak należy - mówi Joanna Kostecka-Wal.

Przewodnicząca odpiera zarzuty

- Tymczasem nie są przestrzegane żadne zasady współżycia społecznego. Po wizycie Sławomira Mentzena w zeszłym roku cały park był w takim stanie, że to jest nie do pomyślenia. Powstały zniszczenia na kilka tysięcy złotych. To nie jest jedyny lokal na tym osiedlu, a tylko tutaj są problemy. To jest przestrzeń publiczna, wielokrotnie apelowałam, żeby po imprezach sprzątać. Rzucanie oskarżeń, że Rada Osiedla blokuje prowadzenie ogródka jest bezpodstawne - dodaje szefowa Rady Osiedla Bielsko Południe.

Bartłomiej Mysiara odpowiada, że właśnie ze względu na zasady współżycia społecznego już kilka lat temu wprowadzone zostały radykalne ograniczenia. Przykładowo, w nocy nie można wychodzić przez klub, nawet na papierosa i palarnia urządzona została w środku. Osoby, które chcą się „przewietrzyć” muszą kolejny raz płacić za wstęp, co odstrasza gości od przebywania przed lokalem, a ochrona mocno tego pilnuje.

Przedsiębiorca podnosi też, że gdy po drugiej strony ulicy działała stacja benzynowa, osoby postronne kupowały tam alkohol, który spożywały w parku i pozostawiały bałagan, za co obrywało się jemu.

Prezydent jest z innej opcji

- Nie wyobrażamy sobie funkcjonowania lokalu bez ogródka w sezonie letnim. Dlatego od lat jestem zmuszony do bezumownego korzystania. W zeszłym roku sprawa rozliczeń z gminą trafiła do sądu, gdzie zawarliśmy ugodę. Wówczas, ze strony urzędników pojawiły się sugestie, żebym ponownie wystąpił z wnioskiem o legalną dzierżawę terenu, gdyż obecnie nie jest to konsultowane z Radą Osiedla. Tak też zrobiłem. Po miesiącu od złożenia wniosku dostałem odmowną odpowiedź oraz wezwanie do usunięcia ogródka w terminie dwóch tygodni. Jestem między młotem a kowadłem - mówi Mysiara.

Właściciel dodaje, że jego goście często komentują, że władze miasta nie są chętne do współpracy, ze względu na to, że w lokalu goszczą politycy innej opcji, niż Jarosław Klimaszewski, a mianowicie Grzegorz Braun, Janusz Korwin-Mikke czy ostatnio Sławomir Mentzen. Czy rzeczywiście tak jest?

- Na terenie nieruchomości stanowiącej własność gminy został urządzony, bez zgody, ogródek gastronomiczny. Ogródek ten funkcjonował w latach 2018 i 2019. Z uwagi na korzystanie z gruntu gminnego naliczano spółce prowadzącej lokal opłatę za bezumowne korzystanie w wysokości ekwiwalentu czynszu dzierżawnego, jaki gmina uzyskałaby na podstawie zawartej umowy dzierżawy. Z uwagi na brak zapłaty należności gmina skierowała sprawę na drogę postępowania sądowego. W związku z ugodą sądową z pozwani dokonali zapłaty naliczonej opłaty wraz z odsetkami - mówi Tomasz Ficoń, rzecznik Ratusza.

Ogródek znów działa bez zgody

W zeszłym roku ogródek pojawił się ponownie i także nie podpisana została umowa z gminą. Za okres od 25 kwietnia do 30 września naliczono spółce opłatę za bezumowne korzystanie. Pomimo dwóch wezwań opłata nie została uiszczona, w związku z czym gmina ponownie będzie zmuszona do wystąpienia do sądu z pozwem o zapłatę. Dopiero w kwietniu tego roku Mysiara, już jako samodzielny właściciel, złożył wniosek o wydzierżawienie części działki gminnej z przeznaczeniem na ogródek gastronomiczny.

- W takcie wizji w terenie 18 kwietnia stwierdzono, iż grunt gminny ponownie został zagospodarowany jako ogródek gastronomiczny (cztery stoły, osiem ław, dwa parasole). Powierzchnia ogródka wskazana we wniosku odbiegała znacznie od powierzchni faktycznie użytkowanej pod ogródek. Pismem z 13 czerwca Prezydent Miasta Bielska-Białej nie wyraził zgody na wydzierżawienie gruntu gminnego przy lokalu „Miasto” z przeznaczeniem pod ogródek gastronomiczny - informuje rzecznik prasowy Ratusza.

Jako argumenty podano istniejące zadłużenie, wieloletnie urządzanie ogródka bez zgody i konieczność zapobieżenia ewentualnym szkodom, jakie mogą zostać wyrządzone na zmodernizowanym niedawno placu przez klientów lokalu. - Wnioskodawca został wezwany do usunięcia ogródka w terminie dwóch tygodni. Jednocześnie naliczono opłatę za bezumowne korzystanie z gruntu gminnego za okres od 18 kwietnia do 31 maja - dodaje Tomasz Ficoń. Początkiem lipca, w czasie wizji lokalnej urzędnicy stwierdzili, że ogródek nie został zlikwidowany, a wręcz powiększony. Dodano bowiem dwa stoły do istniejących czterech.

Konflikt z ogrodnikiem miejskim

Bartłomiej Mysiara mówi, że kolejną osobą, której przeszkadza lokal jest Dariusz Gajny, czyli ogrodnik miejski. Argumentuje, że podczas rewitalizacji Parku Włókniarzy doprowadził do likwidacji chodnika łączącego park z lokalem i goście parku chcący skorzystać z toalety depczą trawnik w miejscu dawnego chodnika. Wcześniej doprowadził do usunięcia oświetlenie sprzed lokalu, powodując ciemności. - Oskarżył nas nawet o kradzież prądu. Obecnie z innymi pracownikami urzędu prowadzi co jakiś czas pomiary „nielegalnego” ogródka. A robi to w taki sposób, żeby wywołać sztuczny konflikt - dodaje.

Dariusz Gajny zaprzecza, by podejmował jakieś decyzje, które miały na celu utrudnić funkcjonowanie Restauracji Miasto. - Dokumentację projektową, której częścią jest układ ścieżek i dróg, przygotowała firma, która wygrała przetarg. Projekt przebudowy parku wraz z placem Mickiewicza poprzedzony został konsultacjami społecznymi, podczas których projektanci przedstawili nowy układ placu, który zgodnie z planem przestrzennym powinien wrócić do swojego przedwojennego układu. W ramach prac projektowych, projektanci zaproponowali likwidację łącznika placu z drogą techniczną, zarówno od strony północnej jak i południowej. Podczas konsultacji społecznych jak i w okresie od otwarcia parku po rewitalizacji do dziś, nie wpłynął żaden wniosek o stworzenie we wskazywanej lokalizacji przejścia dla pieszych - mówi.

Oświetlenie bez uzgodnień

Ogrodnik miejski dodaje, że nieprawdą jest, jakoby lokal nie miał połączenia z parkiem - z obu stron istnieje swobodne dojście do lokalu, ciągami pieszymi oraz pieszo-jezdnymi. - Wspomniane oświetlenie w postaci girlandy świetlnej oraz naświetlaczy, zamontowane zostało bez uzgodnienia w przestrzeni parku, pomiędzy rosnącymi przed lokalem kasztanowcami. Puszki i złącza elektryczne, nie spełniały wymogów szczelności, jak i nie posiadały odpowiednich zabezpieczeń przeciwporażeniowych. Nielegalna instalacja elektryczna oraz haki montażowe, wkręcone były bezpośrednio do pni drzew - argumentuje. Ratusz pismem dwukrotnie wezwał do usunięcia usterek, a wobec braku reakcji zlecono demontaż oświetlenia.

Co więc dalej będzie z ogródkiem przed Restauracją Miasto? Jeśli obie strony konfliktu nieco nie odpuszczą swoich racji, sprawa zapewne znów zakończy się w sądzie. - Gmina z jednej strony aspiruje do bycia Europejską Stolicą Kultury, a z drugiej cały czas utrudnia działalność lokalowi, który od wielu lat jest ważnym punktem na kulturalno-imprezowej mapie miasta - nie daje za wygraną Mysiara.

Adam Kanik
[email protected]