Polityczna decyzja jednego człowieka sprzed blisko pół wieku sprawiła, że zamiast wzorowanej na katowickim Spodku hali widowiskowo-sportowej na 3000 widzów, mamy dzisiaj przy ul. Warszawskiej w Bielsku-Białej zaniedbany teren. - Oficjalnie dlatego, że centralnej władzy nie podobały się publiczne zbiórki pieniędzy - wspominał wiele lat temu były prezydent miasta Marian Kałoń.

Wspomniane miejsce zainteresowało radną Małgorzatę Chrząszcz. W interpelacji do władz miasta chciała się dowiedzieć, co dalej ze wspomnianymi terenami przy ul. Warszawskiej: - Zza płotu tego ogromnego terenu witają przyjezdnych trawa, chwasty, samosiejki i dziadostwo - żali się radna. - Dlaczego tak atrakcyjne miejsce wygląda tak koszmarnie i jakie plany związane z tym miejscem mają obecne władze miasta?

Teren ma prywatnych właścicieli

Z odpowiedzi udzielonej przez Przemysława Kamińskiego, wiceprezydenta Bielska-Białej, radna dowiedziała się, że gmina nie ma żadnych planów związanych z opisywanym miejscem, bo teren ten nie jest we władaniu władz miasta. Z naszych z kolei ustaleń wynika, że teren ów parę lat temu, kiedy należał jeszcze do kilku osób prywatnych związanych ze Stowarzyszeniem „Kupiec Beskidzki”, odsprzedany został firmie specjalizującej się w handlu artykułami sportowymi. Jej siedziba znajduje się w Bielsku-Białej.

Jaki plan na zagospodarowanie terenu mają właściciele? Nie wiadomo. Całkiem możliwe, że w przyszłości teren ponownie zostanie odsprzedany. Tak więc nie należy się raczej spodziewać szybkich zmian w wyglądzie tego miejsca. Czy jest on aż tak nieprzyjemny w odbiorze, aby mówić o nim „dziadostwo”, to już rzecz względna. Tak, czy inaczej przy Warszawskiej, na terenie byłej giełdy, rządzi dzisiaj dzika przyroda. 

Tymczasem ponad pół wieku temu stanąć tam miała hala widowiskowo-sportowa wzorowana na... katowickim Spodku. Pomysł powstał w 1971 roku. Tak o tamtych chwilach wspominał nam rok przed swoją śmiercią we wrześniu 2009 roku, były prezydent Bielska-Białej, Marian Kałoń:

Cegiełki i społeczny komitet budowy

- Byłem wtedy przewodniczącym miejskiego Frontu Jedności Narodu. Propozycję, abym zajął się społecznie budową hali sportowej, dał mi wówczas Antoni Kobiela nazwany później „Antkiem Burzycielem”. Zgodziłem się, bo sam jako rdzenny mieszkaniec Bielska-Białej wiedziałem, że taki obiekt jest miastu i jego ludziom bardzo potrzebny. W celu budowy hali powołaliśmy Społeczny Komitet Budowy Inwestycji Sportowo-Rekreacyjnych i Sportowo-Kulturalnych. Magia długich tytułów jest stara jak świat… - wspominał.

- Zostałem jego przewodniczącym. W składzie miałem ważne osobistości. Był poseł Mieczysław Blachura, poseł Antoni Mrowiec. Inna sprawa, że gdy organizowałem spotkania robocze, wszyscy słuchali, ale nikt nie palił się do konkretnej roboty. Ostatecznie więc zostałem niemal sam na polu bitwy. Bo była to bitwa. Proszę sobie wyobrazić, że na początku mieliśmy do dyspozycji jedną łopatę! Ale była za to chęć do pracy.

Hala zaprojektowana przez „Miastoprojekt Katowice” miała mieć blisko 5 tys. m. kw. powierzchni, 1300 stałych miejsc na trybunie, 3 tys. miejsc na imprezy artystyczne, arenę o powierzchni 1600 m kw., dwie sale treningowe. Koszt budowy oszacowany został na ok. 50 mln zł. Po roku od powołania społecznego komitetu zdołano wmurować kamień węgielny. - I zaczęło się! - wspominał były prezydent.

Sekretarz przywieziony w teczce

- Pamiętam, że jak rano załatwiłem koparkę z jakiegoś zakładu, to po południu, gdy jechałem na plac sprawdzić, co się dzieje, koparki dawno już nie było. Musiała wrócić do swojego zakładu. Tak było ze wszystkim. Ale jakoś to szło. Przynajmniej do roku 1976. A wtedy ówczesny wicepremier, Alojzy Karkoszka, zdecydował, że budowę należy natychmiast wstrzymać. Oficjalnie dlatego, że centralnej władzy nie podobały się publiczne zbiórki pieniędzy. To prawda, że były z tym kłopoty, z rozliczaniem, ewidencją, itd. Ale w ogólnym rozrachunku wszystko się bilansowało - relacjonował nam Marian Kałoń.

- Karkoszka jednak uparł się i budowę hali musieliśmy przerwać. Mam żal, bo ta hala powinna zostać dokończona. Nie została, bo nowy I sekretarz KW, Buziński, nie był po prostu zainteresowany jej powstaniem. On przecież przyjechał do Bielska w tzw. teczce, jak spadochroniarz. I nie rozumiał bielskich potrzeb. Nie on tę halę wymyślił, więc nie miał powodów, by ona powstała. A wystarczyło, by zadzwonił do Karkoszki, bo przecież znali się, i nie byłoby sprawy. Ale on tego telefonu nie wykonał… I w ten sposób, jak się później okazało, wydano wyrok skazujący na to, co już zostało wybudowane... - wspominał.

Kuba Jarosz
[email protected]