Wyścig czy poważne traktowanie mieszkańców? Słowa o cenzurze i dyktaturze z obozu prezydenta
Ponad 120 interpelacji i zapytań złożyli przed czerwcową sesją radni w Bielsku-Białej. Nazwiska autorów i poruszane przez nich tematy odczytywane były przez kilkanaście minut, na koniec przewodnicząca Dorota Piegzik-Izydorczyk poprosiła, aby ważne dla miasta kwestie załatwiane były na telefon, co ułatwi i usprawni działanie służb. Gdy radny Paweł Pajor z PO zasugerował wprowadzenie limitów, temperatura obrad gwałtownie wzrosła. Pojawiły się głosy o „cenzurze” i „dyktaturze”.
Interpelacja z założenia dotyczy spraw o istotnym znaczeniu dla gminy. Powinna zawierać krótkie przedstawienie stanu faktycznego będącego jej przedmiotem oraz wynikające z niej pytania. Trzeba przyznać, że nasi radni potrafią pisać na tematy wszelakie - od błahostek po sprawy naprawdę ważne.
Każda ulica w osobnym piśmie
Ilość składanych interpelacji irytuje jednak władze miasta, o czym przekonaliśmy się kilka dni temu. Zaczęło się od prośby przewodniczącej rady Doroty Piegzik-Izydorczyk, która zasugerowała, by nieco rozważniej podchodzić do kwestii interpelacji. Ten wybieg doprowadził do ożywionej dyskusji.
Przewodniczącą poparł prezydent Jarosław Klimaszewski, a radny Paweł Pajor z Platformy Obywatelskiej podrzucił pomysł, aby liczba składanych interpelacji była objęta limitem. To wywołało duże niezadowolenie pozostałych, a szczególnie tych, którzy interpelacja piszą najwięcej. Pojawiły się głosy o cenzurze.
- Wiele z tych spraw można załatwić telefonicznie. Druga rzecz, jeżeli państwo zgłaszacie remonty dróg, to przecież wystarczy napisać w jednej interpelacji. Państwo piszecie o remont każdej drogi osobno. Praca radnego to nie tylko pisanie interpelacji - mówiła w dobrej wierze Dorota Piegzik-Izydorczyk.
Radny zasugerował limity i się zaczęło
Do sprawy odniósł się prezydent Jarosław Klimaszewski. - Popieram apel, 70 proc. to są sprawy na telefon i tak naprawdę one moim zdaniem nie spełniają kryteriów interpelacji. Oczywiście już się zaczął jakiś wyścig, to jest wasza decyzja, nie śmiem tego krytykować. Podpowiadam natomiast, że ilość interpelacji nie gwarantuje sukcesu wyborczego. Kwestie przycięcia krzewów czy trawy, naprawdę można zgłosić telefonicznie i trwa to szybciej. A tak państwo czekacie na odpowiedź 14 dni, a trawa rośnie. Pamiętam z zeszłej kadencji, że ktoś napisał interpelację, że przy placu zabaw osuwa się ziemia - mówił.
Gdy radny Paweł Pajor zasugerował, że Komisja Bezpieczeństwa i Samorządności na jesieni zajmie się kwestią zmiany regulaminu i wprowadzenia limitu interpelacji, temperatura na sali wzrosła.
- Radziłbym zapoznać się z przepisami prawa, bo jeżeli słyszę, że ktoś chce wprowadzać limity to jest to istotne ograniczanie autonomii działania radnego i takie działania nie mogą być wprowadzane z uwagi na obowiązujące przepisy. Generalnie podoba mi się to, co powiedział prezydent, ale z zastrzeżeniem, żeby to działało. Bo jak ktoś ma zadzwonić i to miałoby być realizowane od zaraz to jestem jak najbardziej za. Natomiast niestety takie działania nie są podejmowane - wtrącił się Konrad Łoś, szef klubu PiS.
Na taką formę cenzury nie ma zgody
- Uważam, że takie ograniczenie żeby ktoś cenzurował moje wypowiedzi bądź też ograniczał jej formę jest niezgodne z klimatem samorządowym. Nie zgadzam się z tym zdecydowanie. Telefon się nie sprawdza. Ranga interpelacji jest o wiele ważniejsza i bardziej akceptowalna przez urzędników. Radny powinien mieć silną pozycję społeczną. Jako listonosz ludzkich spraw będę o to walczył - mówił Roman Matyja.
- Jako chłopak z osiedla zgadzam się z listonoszem ludzkich spraw. Jeżeli do mnie przychodzi strona z istotnym problemem i poświęca swój czas, to też czuję się zobowiązany. Jeżeli napiszę jedną, dwie, trzy strony merytorycznych zdań w ważnych sprawach, kopię tej interpelacji wręczę stronie, przywiozę odpowiedź, to potraktuję tę stronę poważnie i godnie. Dla ludzi nie ma mniej ważnych spraw. Dla każdego mieszkańca jego sprawa jest najważniejsza - to Maksymilian Pryga, szefa prezydenckiego klubu radnych.
- Zgadzam się z moimi przedmówcami, którzy piszą interpelacje, a tych którzy nie piszą, zachęcam do pisania. Każda próba ograniczania stosowania przez radnych interpelacji jest niedopuszczalna - denerwował się Konrad Łoś. - Bardziej chodzi o to, żeby doprecyzować regulamin w zakresie interpelacji, bo sami państwo widzicie, że nie potrafimy rozgraniczyć spraw istotnych dla funkcjonowania miasta i spraw związanych z dziurami w jezdni. To się załatwia na innym poziomie - bronił się Paweł Pajor.
Wyścig kto napisze najwięcej
- Nie lubię być ograniczany. Nikt nie będzie decydował za mnie i za mieszkańca, które sprawy są ważne. Takiej dyktatury nie chciałbym - nie dawał za wygraną Roman Matyja. Dyskusję chciał zakończyć wiceprezydent Przemysław Kamiński. - Rozumiem, że macie państwo swoje uwagi, ja też radnym byłem. Natomiast weźcie pod uwagę, że na 129 interpelacji po tej sesji będę odpowiadał na 94. Inspektorzy z MZD zamiast zajmować się pracą w terenie będą całym działem odpisywać - wyjaśniał.
- Interpelacje z niczego się nie biorą. Radny chodząc po ulicach obserwuje co się dzieje, widzi problemy i sygnalizuje. Gdyby urzędnicy i służby odpowiednio reagowały i były na bieżąco z tym, co się dzieje w mieście, to pewnie interpelacji byłoby mniej - argumentował radny Matyja z prezydenckiego klubu.
- W poprzedniej kadencji nie było więcej dziur w drogach. Idziecie na rekord, żeby media co jakiś czas napisały, że jeden radny złożył 800, a drugi 1000. Myślę, że w tej kadencji będzie 1500 - odgryzł się wiceprezydent Kamiński. Na tym dyskusję zakończono, ale temat pozostaje aktualny.
Adam Kanik
[email protected]
Oceń artykuł:
23 44Komentarze 84
na budowę.
28.06.2024 - Obrady Sejmu i głosowanie 224 posłów (PO,PSL,3D,Kukiz) przeciwko nowelizacji ustawy chroniącej rynek polskich mediów przed zagrożeniami ze strony globalnych gigatntów technologicznych i big techów. Kompromitacja i żenada skutkująca pretestem wydawców, redakcji i dziennikarzy pod hasłem: POLITYCY NIE ZABIJAJCIE POLSKICH MEDIÓW
Takie obrazy i wydarzenia funduje społeczeństwu nowy koalicyny rząd, politycy i samorządowcy z KO.
Władza w tym mieści i niektóre media tak się zachowują.
władcy JK2. To w całej okazałości Animal Farm w BB !

Klauzula informacyjna ›