Rozmowa z Jarosławem Skrobaczem, trenerem Podbeskidzia Bielsko-Biała.

- Po ostatnim meczu na pytanie, czy jest Pan przekonany do projektu Podbeskidzia w II lidze odpowiedział pan „pomidor”. O pana odejściu jednak nie słychać.

Jarosław Skrobacz: W każdym miejscu pracy, tak samo w klubie, wszystkie strony muszą czegoś chcieć. Wtedy jest realna szansa, że to, co się planuje, ma rację powodzenia. Po meczu w Lublinie byłem jeszcze przed spotkaniem z prezesem, doszło do niego następnego dnia w poniedziałek, rozmawialiśmy cztery godziny. Musimy opierać swoje działania na możliwościach, które określają właściciele i od tego uzależniałem swoją dalszą współpracę. Wiele się wyjaśniło, pewne sprawy zostały dobrze ukierunkowane. Trzeba zakasać rękawy i robić wszystko, by klub odbudować.

- Przejmuje Pan obowiązki dyrektora sportowego?

- Dyrektor sportowy ma ogromny zakres zadań i to są nie tylko sprawy transferowe. Podbeskidzie dziś nie ma czasu ani możliwości, by nad każdą kandydaturą siadało 10 osób i wyrażało swoją opinię. Jesteśmy uzależnieni od rynku i finansów. Czeka nas bardzo trudne zadanie, by skompletować taki zespół, o jakim myślmy. Będzie o to trudno, bo pewnych rzeczy nie przeskoczymy, nie zbudujemy zespołu marzeń, ale jest szansa stworzyć coś dobrego.

Pamiętajmy, że budowa zespołu to zazwyczaj dwa, trzy okienka transferowe. Zwykło się mówić, że jak połowa transferów jest udana, to okienko jest dobre i się je chwali. Wykonujemy teraz dużo pracy, dzwonimy, rozmawiamy z trenerami, zawodnikami z którymi grali piłkarze, o których myślimy. Wyciągamy wnioski, nie tylko te sportowego, bo do tego są narzędzia i można usiąść przed komputerem i wszystko oglądnąć. My sprawdzamy też cechy charakteru, jak piłkarz funkcjonuje w szatni, czy jest profesjonalistą. Pomagają w tym Michał Miąc i Kamil Binda.

Dużo złego w kontekście poszukiwania piłkarzy wywołały artykuły na przykład na portalu „Weszło”. Te publikacje były inspirowane przez ludzi krzyczących, że chcą pomóc Podbeskidziu, a w rzeczywistości krzywdzili w ten sposób klub. Przy każdej rozmowie czy z agentami, czy piłkarzami, jest nawiązywanie do nich, pojawiają się różne pytania.

- Paweł Czajkowski to pierwszy ruch transferowy Jarosława Skrobacza?

- Wszyscy piłkarze, którzy się pojawiają w Podbeskidziu, będą musieli zostać zaakceptowani przez sztab. Nie ma innej możliwości. Analizujemy zawodników w większym gronie, wspólnie oceniamy te kandydatury, ale jeśli wiemy, że to nie ten profil, to odrzucamy.

- Ilu transferów planowanych jest latem?

- Musimy mieć w kadrze pięciu, sześciu młodzieżowców, a w tym momencie jest Radosław Zając i Michał Willmann. Jestem w stałym kontakcie z Darkiem Kołodziej i Łukaszem Rozmusem, bo przyglądamy się i mieliśmy na treningach kilku utalentowanych piłkarzy z akademii, ale to zawodnicy z roczników 2006 i 2007. Będziemy musieli pozyskać trzech, czterech młodzieżowców. Na pewno wróci Szymon Brańczyk, który sprawdził się na wypożyczeniu w trzeciej lidze, ponadto chcielibyśmy pozyskiwać młodzieżowców już ogranych na poziomie drugoligowym, żeby nie osłabiać się młodzieżowcami. Chciałbym w każdym spotkaniu grać trzema, czterema młodzieżowcami, bo świadczyłoby to, że grają nie dlatego że muszą, ze względu na wymogi regulaminowe (w drugiej lidze jednocześnie musi grać co najmniej dwóch młodzieżowców - red.), ale dlatego, że są lepsi i wygrywają rywalizację.

Do tego musimy pozyskać jeszcze 12-13 piłkarzy. Ten wybór musi być zbilansowany, szukamy piłkarzy uniwersalnych. Otrzymałem także zadanie od prezesa, by średnia wieku zespołu była niższa, co nie oznacza, że nie sięgniemy po kilku doświadczonych zawodników. Celujemy w piłkarzy ogranych co najmniej na poziomie drugoligowym, wyróżniających się w swoich klubach, którzy rozegrali co najmniej 75 proc. minut w poprzednim sezonie, bo to oznacza, że kontuzje ich omijają i są w dobrej dyspozycji fizycznej. To w jakimś stopniu ograniczy nam ryzyko błędu. Będę chciał unikać eksperymentów i sprowadzania piłkarzy z nazwiskiem, który ostatnie pół roku nie grali, ale nie wykluczam, że i takim damy szansę się odbudować.

- Pewnie żadnych nazwisk Pan nie zdradzi, ale jaki profil zawodników jest poszukiwany?

- Osoby, które obserwują moją pracę wiedzą, że preferowanym ustawieniem jest 1-3-4-3. Z tym że wszystko fajnie się mówi i planuje, ale taktykę dobieramy do tego czym dysponujemy i jakich piłkarzy uda nam się finalnie pozyskać. Czy będą to piłkarzy jednowymiarowi, czy bardziej uniwersalni, którzy będą mogli swobodniej poruszać się w różnych ustawieniach. Na pewno będziemy wymagać większej intensywności, niż pokazywaliśmy w meczach wiosną. Chcąc grać agresywnie, wysoko pressingiem, zmiennym rytmem, a czasami cofnąć się, będziemy musieli potrafić umiejętnie rozłożyć siły, ale także je mieć. Musimy być przygotowani do takiej gry. Obserwując i analizując nasze spotkania, doszliśmy do pewnych wniosków. Sucha statystyka - wiosną największy dystans przebiegliśmy w meczach z Lechią, Termaliką i Arką.

- Czyli w tych, w których albo punktowaliśmy albo byliśmy blisko jak z liderem.

- W meczu z Arką zespół przebiegł 119 km, a z Chrobrym tylko 98. Proszę sobie to porównać z obrazem meczu, tempem gry, to są suche dane z GPS. Spotkania, gdzie nasza intensywność była najwyższa, były naszymi najlepszymi w rej rundzie. Po moim przyjściu do klubu próbowaliśmy na początku zwiększyć intensywność, potem w mikrocyklach odpoczywać, szukaliśmy pułapów zawodników, na jakich zakresach pracować, ale to było trudne. Oprócz tego „mentalu”, o którym dużo się mówi, bo jak coś nam nie wychodzi, to jesteśmy zdemotywowani, dochodzi jeszcze fizyczność. Ona w naszym przypadku była falująca, co kilka spotkań potrafiliśmy wyglądać dobrze, zadowalająco, a potem były takie mecze, że było w tym zakresie sporo do życzenia.

Dobierając piłkarzy, sprawdzamy te parametry. Badamy chociażby intensywność, bo II liga jest wymagająca. O ile będziemy mieli sporo różnic w umiejętnościach czy zaawansowaniu techniczno-taktycznym, to motorycznie wszyscy będą dobrze przygotowani. Nie możemy poprzez wybieganie czy ambicję odstawać od reszty.

- Klub ogłosił odejście 11 piłkarzy. Żadnego z nich nie chcieliście zatrzymać?

- Ogłoszona lista obejmowała piłkarzy, którym kończą się kontrakty. Z niektórymi próbowaliśmy negocjować, wiążąc dalszą przyszłość, ale różnie te rozmowy wyglądały. Nie można się dziwić, że jak ktoś ma lepszą propozycję finansową, to z niej korzysta. Niektórzy takiej propozycji z naszej strony nie dostali w ogóle. Mamy w zespole także piłkarzy z ważnymi umowami, którzy mogą odejść w trakcie letniego okienka. Nie będziemy nikogo na siłę zatrzymywać.

- Jako pierwszy odszedł kapitan - Daniel Mikołajewski związał się z Wieczystą, czyli beniaminkiem, który grał będzie w lidze z Podbeskidziem. Widział go Pan w zespole?

- Podejrzewam, że temat Daniela wywołuje większe emocje, bo jest wychowankiem klubu i te oczekiwania nie do końca wobec niego muszą być sprawiedliwe. Musimy pamiętać, że życie piłkarze jest krótkie, jeśli ktoś spojrzy na to uczciwie, to czasem jedna kontuzja potrafi wyeliminować z gry w piłkę. Dlatego trzeba też patrzeć na walor finansowy. Daniel dostał propozycję z Wieczystej, a ich możliwości finansowe są z pewnością kilku, jeśli nie kilkukrotnie wyższe niż nasze. To jest decyzja piłkarza, mi bardzo dobrze się współpracowało z Danielem, to piłkarz, który chciał bardzo mocno nam pomóc i nigdy nie oszczędzał się.

- Ważne umowy mają Maksymilian Sitek i Bartosz Bida. Oni zostają w klubie?

- Na ten moment obaj mają rozpocząć przygotowania z klubem.

- 8 mln zł - tyle wynieść ma budżet spółki w przyszłym sezonie. Można szacować, że na drugoligową drużynę trafi kwota nawet 6 mln zł. To dużo czy mało?

- Na pewno będzie sporo drużyn, które będą miały budżet większy. W tym kontekście mówi się o Wieczystej Kraków czy Zagłębiu Sosnowiec, która ma mieć budżet na podobnym poziomie jak w pierwszej lidze. Nie wiadomo co będzie działo się w Resovii, ale znajdziemy jeszcze kilka drużyn, które będą miały porównywalne finanse. Nasz budżet to przyzwoite pieniądze, które pozwalają nam stworzyć zespół walczący o jak najwyższe cele. Je trzeba sobie wyznaczać i tym najwyższym celem jest oczywiście awans, najlepiej bezpośredni, by unikać nerwów. Cele trzeba sobie wyznaczać i nawet jeśli nie są mocno wyartykułowane na zewnątrz, to w każdym meczu musimy grać o zwycięstwo. Wiem, że podobne plany będzie miało kilka innych drużyn.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Bartłomiej Kawalec
[email protected]