Modernizacja amfiteatru w Lipniku, na którą wydano kilka milionów złotych, przypomina historię tytułowego misia z kultowej komedii Barei. - Powiedz mi, po co jest ten miś? - Właśnie, po co? - Otóż to. Nikt nie wie, po co...

To jeden z kultowych cytatów z filmu „Miś”, zdający się w obliczu ujawnionych przez nas informacji pasować do amfiteatru. Na początku kwietnia, po kilku latach, oddano do użytku zmodernizowany leśny amfiteatr w Lipniku. Nie zabrakło władz Bielska-Białej i Lasów Państwowych. Były przemówienia i uściski dłoni. Obiekt został poświęcony, przecięto - a właściwie przerąbano - wykonaną ze świerkowych gałązek wstęgę.

Od tego czasu minęły ponad dwa miesiące. I co? I nic. W amfiteatrze nic się nie dzieje i nie zanosi się na to, aby coś się miało zmienić. A przecież teraz jest najlepszy czas, aby organizować imprezy plenerowe. Dlaczego tak jest? pytamy Przemysława Smyczka, szefa wydziału kultury i promocji w Ratuszu.

- To jest bardzo trudna przestrzeń do zorganizowania koncertu czy innej imprezy masowej. Nie wiem, kto to projektował, ale tam nie ma prądu - przyznaje naczelnik. A bez tego przygotowanie jakiegokolwiek większego wydarzenia kulturalnego staje się niebywale trudne i znacznie podraża koszty. Rozwiązaniem może być użycie agregatów prądotwórczych, lecz to oznacza smrodzenie w lesie spalinami.

Więcej o tej sprawie pisze „Kronika Beskidzka”. Nowe wydanie tygodnika ukazało się w czwartek i jest dostępna w kioskach, na stacjach benzynowych i salonikach prasowych. E-wydanie TUTAJ.

map

Zdjęcie: Marcin Płużek