Przynajmniej dwa miliony złotych, na tyle wstępnie swoje straty powodziowe oszacował właściciel znanego w Bielsku-Białej, i daleko poza granicami miasta, zakładu mechaniki pojazdowej Cardio Auto Detailing. Wśród poszkodowanych jest też znane w mieście Bistro u rodziny Gębalskich. To w pobliżu, gdzie działają firmy, nagrany został dramatyczny film, na którym widać jak woda sięga wysokości szyb w autach. - Kiedy otworzyłem drzwi do firmy woda sięgała mi do pasa - mówi Krzysztof Gębalski. W obu firmach trwa akcja sprzątania i walka o uratowanie biznesu. 

Kiedy tu przyjechałem i zobaczyłem tę wodę, samochody zalane niemal pod dach, zwątpiłem we wszystko - wspomina katastrofalny ranek Ryszard Borutko, właściciel CAD, znany także z gry na piłkarskich boiskach. - To było tak nierzeczywiste, okropne i straszne. Osiem lat mojej pracy, budowania firmy i renomy od podstaw własnymi rękoma zostało po prostu zatopione w kilkadziesiąt minut. Wierzyć się nie chce…

Potok zamienił się w rwącą rzekę

Plac przy ul. Komorowickiej 110 w Bielsku-Bialej zatopiony został wodą z potoku Krzywa do wysokości blisko metra. Woda pochłonęła luksusowe samochody pozostawione na placu przez klientów warsztatu i zniszczyła większość specjalistycznego sprzętu w hali zakładu, w tym dmuchawy, kompresory, artykuły chemiczne, narzędzia elektryczne, komputery i budynek. - Jestem oczywiście ubezpieczony od różnych zdarzeń związanych z działalnością mojej firmy, ale nie od takich żywiołów - mówi pan Ryszard.

- W tej okolicy różnie jest podczas ulew, ludziom zalewa piwnice, owszem, ale w życiu bym nie przypuszczał, że może dojść do takiej katastrofy. A nawet, gdybym w nocy o tym pomyślał, to gdzie miałbym przewieźć samochody, i jak? - dodaje. Wstępne szacunki strat, Borutko oblicza na blisko 2 miliony złotych.

- To zniszczenia, utrata sprzętu no i oczywiście samochody - mówi. W firmie było 18 aut zaufanych klientów Cardio Auto Detailing. Wśród nich najnowsze BMW, czy Mercedesy. Niektóre całkowicie zniszczone, inne da się naprawić. Za wszystko musi jednak zapłacić firma. - Z każdą z osób już rozmawiałem, klienci są wyrozumiali - twierdzi pan Ryszard. - Muszę się pozbierać i odbudować. Wierzę, że się uda, bo mam wokoło przyjaciół i jak na razie nie zawodzą. Pan Ryszard na portalu zrzutka.pl założył zbiórkę - TUTAJ. Nad ranem wspomogło go już blisko 400 osób, a kwota zbiórki przekroczyła 30 tysięcy złotych.

Wody w bistro było po pas

Odezwali się też niektórzy właściciele bielskich warsztatów samochodowych i już wczoraj kilka zalanych pojazdów zostało przez nich zabranych do naprawy. - Już teraz wszystkim dziękuję, jestem wdzięczny za okazaną pomoc i słowa otuchy - przekazuje za naszym pośrednictwem bielszczanin.

Na krawędzi dalszego istnienia stanęło tymczasem popularne w mieście Bistro u rodziny Gębalskich. Woda zniszczyła w restauracji instalację elektryczną. - Bez tego nie możemy pracować, a każdy dzień bez obrotu przybliża nas do upadku - mówi rozgoryczony sytuacją współwłaściciel, Krzysztof Gębalski.

Ale mimo to, mamy wielką nadzieję, że uda się nam jednak uratować firmę. Pan Krzysztof na plac, gdzie mieści się bistro, dotarł w feralny ranek ok. godz. 7.00. - Kiedy otworzyłem drzwi do firmy woda sięgała mi do pasa - mówi. - Straciliśmy cały towar, samochody, pozbawieni zostaliśmy energii elektrycznej. Ręce mi opadły. Dosłownie. Czegoś takiego nigdy nie widziałem - przyznaje z żalem.

Kuba Jarosz
[email protected]