Minionej nocy przy al. gen. Andersa w Bielsku-Białej rozpoczął się policyjny pościg za kierowcą, który uderzył w stanowisko myjni bezdotykowej i porzucił swój pojazd. Jako pierwsi zareagowali pracownicy stacji benzynowej i postronni świadkowie. 

Do zdarzenia doszło tuż po godzinie 2.00. Kierujący pojazdem marki Opel uderzył w stanowisko myjni bezdotykowej, po czym, jak gdyby nigdy nic, zaparkował auto na parkingu stacji benzynowej. Sytuację dostrzegli pracownicy stacji, którzy zachowali zimną krew. Poczekali aż mężczyzna opuści pojazd i podejdzie na stację w celu dokonania zakupów. Dopiero wówczas wezwany został patrol policji.

Mężczyzna początkowo sytuację tłumaczył przemęczeniem i długimi godzinami pracy. Świadkowie na podstawie jego zachowania szybko jednak nabrali pewności, że kierujący jest prawdopodobnie pod wpływem alkoholu, a być może i narkotyków. Kiedy mężczyzna zorientował się, że swoimi tłumaczeniami nic nie wskóra, a policja jest już w drodze, pozostawił rozbity pojazd i próbował uciekać pieszo.

Mężczyzna został obywatelsko zatrzymany przez pracownika stacji i świadka zdarzenia kilkadziesiąt metrów od stacji benzynowej. Niestety, po krótkiej szarpaninie wyrwał się i zbiegł leśną dróżką z wiaduktu w kierunku Kamienicy i osiedla Beskidzkiego. Po kilku minutach na miejscu zjawił się patrol policji.

Funkcjonariusze z pomocą świadków natychmiastowo ruszyli w pościg, ale mężczyzny nie udało się złapać. Sprawa ma charakter rozwojowy. Policja zabezpieczyła wizerunek sprawcy, jednakże czynności kryminalnych utrudnia fakt, że kierowcy nie złapano „na gorącym uczynku”.

Jak przekazał nam rano asp. Przemysław Kozyra, zastępujący oficera prasowego KMP w Bielsku-Białej, mężczyzna wciąż nie został zatrzymany. W świetle prawa pozostaje sprawcą kolizji, który uciekł z miejsca zdarzenia i na tej podstawie jest poszukiwany. 

ak