W zeszłym roku czara goryczy się przelała. Ich inicjatywę poparło już 10 tys. mieszkańców
- Miejsca, które się wycina, częstokroć są chronione. Ale tylko teoretycznie. Jest Natura 2000, są Zespoły Przyrodniczo-Krajobrazowe, wiele innych zapisów ochronnych. Tylko, że one nic nie znaczą. Nas, zwykłych obywateli, obowiązują. Nawet dla dewelopera zaprzyjaźnionego z jakąś władzą powodowałyby ograniczenia w działalności. Ale nie obowiązują leśników. Oni mogą robić cokolwiek zechcą - mówi Jacek Zachara, który jest współzałożycielem inicjatywy w obronie lasów.
Z zamiłowania działacz społeczny, z zawodu terapeuta, z wykształcenia etnolog. Jacek Zachara od lat 90. związany z różnymi organizacjami, od ponad dwudziestu lat lideruje Stowarzyszeniu Olszówka, w którym realizuje projekty z zakresu edukacji ekologicznej i regionalnej. Razem z członkami założonej niedawno inicjatywy chce systemowych rozwiązań, aby zapobiec wycince cennych drzewostanów w Beskidach.
W przeszłości Jacek Zachara prowadził wiele kampanii na rzecz ochrony dzikiej przyrody. Jest również aktywnym przewodnikiem po górach Polski, Słowacji, Ukrainy, Rumunii i Austrii. Wydawcą albumów, map i przewodników oraz materiałów do edukacji przyrodniczej i regionalnej. Przez lata aktywizował m.in. mieszkańców Cygańskiego Lasu przeciw zagarnianiu przez deweloperów przestrzeni cennej kulturowo i krajobrazowo. Teraz przyszło mu stoczyć być może najważniejszą batalię.
W 2023 roku Nadleśnictwo Bielsko wycięło spory obszar drzewostanu w rejonie góry Kołowrót. To przelało czarę goryczy i stało u podstaw założenia inicjatywy „Las Wokół Miast”, na czele której stanął Zachara wraz z Renata Lejawką. Idea wspólnego działania przyciągnęła kilkadziesiąt osób, kilkanaście angażuje się bardzo intensywnie. Zebrali ponad 10 tys. podpisów pod petycją do Ministerstwa Klimatu i Środowiska z apelem o ochronę lasów. Mieszkańcy Bielska-Białej i okolic mają dosyć rabunkowej wycinki lasów na zboczach Beskidów. Domagają się uznania górskich terenów wokół miasta i sąsiednich miejscowości „za lasy o specjalnym znaczeniu przyrodniczym i społecznym”. Społecznicy skupieni wokół inicjatywy Las Wokół Miast przekonują, że prowadzona w ostatnich latach polityka Lasów Państwowych doprowadziła do zniszczeń w wyjątkowych w skali kraju lasach beskidzkich. Trwające wycinki powodują wiele zagrożeń, w tym przyrodnicze, hydrologiczne i geologiczne.
Proponują więc, by ministerstwo podjęło działania mające na celu włączenie najcenniejszych lasów Beskidu Śląskiego i Małego do puli 20 proc. lasów mających, zgodnie z zapisami obecnej koalicji rządzącej, być wyłączonymi z użytkowania gospodarczego. Problem w tym, że Lasy Państwowe z wycinki rezygnować nie chcą. Według najnowszych danych, w latach 2018-2023 pozyskiwanie drewna na terenie Nadleśnictwa Bielsko wynosiło średnio 42 tys. metrów sześciennych. Plan na ten rok wynosi 40 tys. metrów sześciennych, z czego do dziś pozyskano niecałe 15 tys. - Nadleśnictwo co do zasady jest jednostką samofinansującą się i wszelkie prowadzone działania, a więc zadania z zakresu ochrony, hodowli, zagospodarowania lasu i koszty administracyjne, finansowane są z dochodu. Nadleśnictwo jest też płatnikiem różnorodnych podatków, z których najważniejsze to podatek gruntowy oraz odprowadzane do budżetu państwa 2 proc. od przychodu ze sprzedaży drewna - tłumaczy Tomasz Gawęda, rzecznik prasowy Nadleśnictwa Bielsko.
Niedawno w Bielsku-Białej zorganizowano spotkanie. Poglądy wymieniali przedstawiciele Lasów Państwowych, inicjatywy Las Wokół Miast, Urzędu Miejskiego i mieszkańcy. Konsensusu nie wypracowano. Co ciekawe, leśnicy mówili, że wycinka w Beskidach się nie opłaca ze względu na koszty wycinki drzew położonych w trudnym terenie górskim. Mimo to normy określone w Planie Urządzania Lasu wypełnić trzeba. - Planując pozyskanie drewna każdorazowo celem jest wypełnienie wskazówki gospodarczej, pielęgnacji lub odnowienia drzewostanu, a nigdy pozyskanie zadanej ilości drewna - zapewnia Tomasz Gawęda.

- Co dokładnie dzieje się w ostatnich miesiącach w beskidzkich lasach i skąd pomysł na inicjatywę „Las Wokół Miast”?
Jacek Zachara: - Od wielu lat Lasy Państwowe wycinają bardzo wiele drzew, i to szczególnie w takich miejscach, które są cenne przyrodniczo. Cenne pod wieloma względami. To nie jest moje subiektywne spojrzenie, to zostało udowodnione w badaniach naukowych. Jak się okazuje, także w skali całej Polski ten proceder jest znaczący.
W zeszłym roku czara goryczy się u mnie przelała. Niedaleko Szyndzielni znajduje się szczyt Kołowrót. Miejsce, które było predysponowane do ochrony rezerwatowej. Uwielbiałem tu przychodzić. Dwadzieścia lat temu zbierałem materiały do albumu o przyrodzie Bielska-Białej, miałem okazję poznać ten teren i docenić jego walory. Później się okazało, że prof. Zbigniew Wilczek z Uniwersytetu Śląskiego lubił przyjeżdżać tutaj, nawet do zeszłego roku, ze studentami odbywać zajęcia przyrodnicze. To była enklawa dzikiej przyrody. Już w latach 90. to miejsce zostało przez przyrodników docenione i opisane. Po prostu oniemiałem wiosną zeszłego roku, potem wręcz wyłem z rozpaczy, bo wszystkie drzewa, które były cenne, wycięto. Zresztą miejsca, które się wycina, częstokroć są chronione. Ale tylko teoretycznie. Jest Natura 2000, są Zespoły Przyrodniczo-Krajobrazowe, wiele innych zapisów ochronnych. Tylko, że one nic nie znaczą. Nas, zwykłych obywateli, obowiązują. Nawet dla dewelopera zaprzyjaźnionego z jakąś władzą powodowałyby ograniczenia w działalności. Ale nie obowiązują leśników. Oni mogą robić cokolwiek zechcą. Jak zacząłem nagłaśniać sprawę Kołowrotu, to leśnicy pytali, o co mi chodzi. Rzekomo nie wiedzieli, że tutaj ma być coś chronione. To mnie zszokowało. Później się okazało, że takich miejsc jest więcej. We mnie się gotowało, kontaktowałem się z przedstawicielami ruchów leśnych w Polsce. Okazało się, że wszędzie tak jest.
Ten arogancki sposób podejścia Lasów Państwowych do przyrody jest podobny w całym kraju. Nie liczą się z niczym, tylko tną, żeby zarabiać. Zadzwoniła do mnie koleżanka, z którą znam się od lat. Mówi - Jacek, musimy coś zrobić. Podjęliśmy wyzwanie i założyliśmy inicjatywę „Las Wokół Miast”. Ku naszemu zdziwieniu i radości przyłączyło się do nas bardzo dużo ludzi. Mieszkańców, miłośników przyrody. Co mnie zdumiewa, są to ludzie, którzy od samego początku działają. Nie przyszli poklepać mnie po plecach i powiedzieć, fajnie, że jesteś. Mając swoje umiejętności, bardzo szybko zdobyli też wiedzę przyrodniczą. Powstała strona internetowa, zaczęli się udzielać na fanpage’u, przygotowując posty i materiały, kontaktowali się z lokalnymi samorządami. Powstała masa kontaktów. To się tak rozrosło, że postanowiliśmy się podzielić obszarowo. Mamy kilka ekip, w inicjatywie kilkanaście osób aktywnie działa. To mnie bardzo cieszy, bo zawodowo zajmuję się czym innym, mam też rodzinę, a to znacznie ułatwia i motywuje mnie do działania. To się wzięło stąd, że ludzie po prostu się wkurzyli. To wybuchło. Na taką skalę, że w całej Polsce jest ponad czterysta różnych inicjatyw. My to nazywamy ruchami leśnymi.
- Co udało się już w sprawie wycinek zdziałać?
- W zeszłym roku duże organizacje, m.in. Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, zainicjowały powstanie tzw. Manifestu Leśnego. Jest to zbiór dziesięciu postulatów, które skierowaliśmy do polityków przed wyborami. To chwyciło, Manifest Leśny jest wpisany w program koalicji rządzącej. To jest nasz niewątpliwy sukces. Najważniejszym punktem jest ochrona 20 procent najcenniejszych lasów w Polsce i wyłączenie ich z gospodarki leśnej. Te obszary jeszcze nie są chronione, ale zostało to wpisane. Ruchy oddolne są na tyle silne, że tego zapisu obecnie rządzącym nie odpuszczą.
- Z czego Pańskim zdaniem wynika problem, który angażuje ruchy społeczne w całej Polsce?
- Po przemianie ustrojowej Lasy Państwowe zaczęły tworzyć sobie takie podwaliny prawne, że stały się państwem w państwie. Stały się instytucją, której realnie nikt nie kontroluje. Przez to zaczęli gospodarować w lasach, nie licząc się z dobrem przyrody. Ogromne pieniądze, które wpływają do Lasów Państwowych pochodzą z wycinek. Ochrona przyrody, o której mówią, jest w zasadzie kreowanym mitem. To puste slogany. Społeczeństwo to już widzi. W przeciągu ostatnich 15 lat dwukrotnie zwiększono pozysk drewna. Pieniądze nie trafiają do budżetu państwa, tylko są prawie w całości przejadane w Lasach Państwowych.
Poznaliśmy w ostatnich miesiącach prawdę o wielu skandalicznych wydatkach. Największy odsetek kosztów stanowią pensje przeznaczone dla samych leśników. Średnia zarobków w tej firmie za rok 2023 to prawie 11 tys. zł. A z kolei pracownicy fizyczni, którzy narażają życie i zdrowie podczas wycinek, są słabo wynagradzani. Lasy Państwowe po prostu czerpią z lasów zysk dla siebie samych. Mają sprytny mechanizm finansowy: nadleśnictwa, głównie nizinne, wypracowują ogromne zyski i nie mają już możliwości skonsumowania ich na własne potrzeby, wówczas przelewają nadwyżki na tzw. Fundusz Leśny. To z niego finansowane są nadleśnictwa deficytowe, a takim jest Nadleśnictwo Bielsko. Z tego funduszu powstaje m.in. rozbudowana do monstrualnych rozmiarów sieć leśnych autostrad w górach. Ludzie pytają: po co w lesie takie szerokie drogi, gdzie dwie ciężarówki mogą się minąć? W ustawie o lasach wyszczególniono trzy równoważne funkcje lasu: gospodarczą, społeczną i przyrodniczą. Kolejność nie jest istotna. Ale faktycznie realizowana jest tylko funkcja gospodarcza. Pozostałe dwie funkcje są zmarginalizowane, mimo że Lasy Państwowe dysponują badaniami, które wykazały, że funkcja społeczna lasu warta jest miliardy złotych. Z tych badań wynika, że dla ludzi najważniejsze są lasy zróżnicowane wiekowo i gatunkowo, a nie lasy gospodarcze. Lasy gospodarcze są nieciekawe, mają niską wartość dla społeczeństwa.
- W jaki sposób wycinki zagrażają przyrodzie naszego regionu?
Niszczy się m.in. lasy górskie, które są bardzo cenne. Ze względów przyrodniczych i z powodu ochrony wody. W górach jest statystycznie największa ilość opadów. Ta woda powinna być zatrzymana w górach jak najdłużej. Kiedyś ta woda spłynie w dół, ale jeśli las jest mało zmieniony przez gospodarkę leśną i posiada stary, zróżnicowany drzewostan, jest w stanie zatrzymać dużą ilość wody. Natomiast teren po wycięciu, nawet jak tam są naturalne odnowienia, ma radykalnie mniejszą zdolność wodochronną. To już nie jest chłonąca gąbka.
Kolejna sprawa: drzewa, które dożywają sędziwego wieku powalają się, a ich kłody próchnieją, powodując zwiększenie bioróżnorodności i stają się nieocenionym rezerwuarem wody. Przy nagłych opadach dużej ilości wody nieprzetrzebiony las jest bardziej retencyjny. Zatrzymuje wodę i zmniejsza niebezpieczeństwo powstania powodzi. Inaczej jest, gdy las górski jest poddawany wycince. Następny problem - wykazano, że budowa dróg leśnych, szczególnie tych przeskalowanych, ogranicza retencyjność i powoduje zaburzanie gospodarki wodnej. Niszczy się cieki wodne pod ziemią i otwiera możliwość radykalnej erozji zbocza. Najważniejsza sprawa – im dłużej zatrzymuje się wodę w lesie, tym jest jej więcej na terenach nizinnych, gdzie dopływają rzeki mające swój początek w górach. Ma to kolosalne znaczenie w dobie ocieplenia klimatu, przy postępujących suszach i ryzyku pożarów. Wspomniany Kołowrót w dokumentach miejskich oznaczony jest jako teren z osuwiskami. A co zabezpiecza przed osunięciem się ziemi? Najbardziej dorodne drzewa.
- Czy przy tak silnym sprzeciwie społecznym jest szansa na dialog z Lasami Państwowymi i Nadleśnictwem Bielsko?
- Rozmawiamy z leśnikami, oni są sympatyczni. Jak zwykli ludzie. Podejrzewam, że z wieloma poszedłbym powędrować po górach i, gdybyśmy nie rozmawiali na temat lasów, to byśmy znaleźli wspólny język. W zeszłym tygodniu uczestniczyliśmy w spotkaniu w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach. Z naszej inicjatywy, inicjatywy społecznej. Odbyły się rozmowy i były to pierwsze w Polsce rozmowy na tym poziomie. Co nie znaczy, że podczas tych rozmów coś osiągnięto. To był, powiedzmy, pierwszy krok. Lasy Państwowe kluczą, stosują działania pokazujące na zewnątrz, że coś robią, ale de facto jeszcze niewiele zrobiono w celu ratowania lasów. Nie ma żadnych istotnych zapisów o ograniczeniu wycinek. Za to Lasy Państwowe tworzą złudzenie, mające spowodować u ludzi wrażenie, że coś zmienią w swoim postępowaniu. Nauczeni doświadczeniem i mając dużo nieufności, nie damy się zwieść pustym obietnicom. Jesteśmy realistami. Lasy Państwowe zostały przez ruchy społeczne prześwietlone. Ta wizyta była dość istotna, bo pokazuje, że można się spotkać. Ale do zmian z podejściem do lasu jeszcze daleko.
- Napisaliście petycję do Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Gdzie jeszcze strona społeczna może szukać wsparcia?
- Przede wszystkim musimy liczyć na siebie. Pewne rzeczy jednak zaistniały. Daliśmy sygnał do ministerstwa. Sporządzenie petycji miało na celu pokazać, że upominamy się o nasze lasy, bo są dla nas ważne. Dużym sukcesem jest to, ile osób podpisało się pod petycją – w zaledwie jeden miesiąc blisko 10 tys. osób i nadal składane są podpisy. To pokazuje, jak bardzo nabrzmiały jest problem. Oprócz petycji, przyłączyły się do nas samorządy. Ludzie w Kozach pokazali to swoim radnym, a oni dostrzegli problem i przegłosowali apel do Lasów Państwowych. Prezydent Jarosław Klimaszewski i radni z Bielska-Białej także wystosowali podobny apel. Kolejny samorząd, który podjął podobną decyzję, to gmina Jaworze. Również Rada Powiatu Bielskiego jest w trakcie debatowania o rezolucji. Mamy prawo mówić, że samorządy lokalne nas popierają, bo widzą że wiele niedobrego dzieje się w lasach i chcą to zmienić. Z tym, że w tym przypadku samorząd jest pozbawiony możliwości jakichkolwiek działań prawnych. A trzeba zaznaczyć, że konsekwencje, w tym koszty degradacyjnej gospodarki leśnej, ponoszą również samorządy – czyli za naprawę dróg, nagłe powodzie, zanieczyszczenia ujęć wody płacimy my wszyscy z naszych podatków!
- Jak zatem rozstrzygnąć konflikt na linii społecznicy i mieszkańcy - Lasy Państwowe?
- Potrzebne są zmiany systemowe, do których musi kiedyś dojść. To chcemy wymusić jako część ruchu ogólnopolskiego. Są już różne mechanizmy uruchomione. Musi się zmienić to, że część prerogatyw w Lasach Państwowych trafi na dół, na poziom nadleśnictwa i nadleśniczy będzie miał dużo większą możliwość podejmowania decyzji. Sądzimy, że jeśli nadleśniczy będzie miał możliwości ograniczenia wycinki, to ze stroną społeczną się „dogada”. Lasy Państwowe są poza realną kontrolą społeczną, co wytknął w zeszłym roku Trybunał Europejski. Pracownia na rzecz Wszystkich Istot wygrała sprawę w TSUE. Oczywiście poprzedni rząd nie respektował wyroków instytucji europejskich, natomiast obecny, będąc proeuropejski, powinien. Zgodnie z wytycznymi TSUE Polska musi wprowadzić takie zapisy prawne, żeby umożliwić społeczeństwu realną kontrolę. Teraz, jeśli jest tworzony Plan Urządzania Lasu (PUL), można uczestniczyć w konsultacjach społecznych, ale leśnicy i tak robią co chcą. Jak zostanie zatwierdzony PUL, nie może zostać zaskarżony. Każdy samorząd, podejmując decyzje musi się liczyć z tym, że może ona zostać zaskarżona w drodze administracyjnej. W przypadku Lasów Państwowych tak nie jest. Nie muszą się liczyć z niczym. Bez zmian systemowych i w prawodawstwie, nie da się zażegnać konfliktu. Strona społeczna przygotowała zmiany legislacyjne. To leży na stole.
- Co dalej zamierza inicjatywa Las wokół miast?
- Mamy sprecyzowane plany. Ponieważ działamy społecznie, nie możemy sobie narzucać terminów. Uważam, że już zrobiliśmy bardzo dużo. Jestem tym pozytywnie zaskoczony i podbudowany. Dla nas najważniejsze jest to, żeby zbudować zaplecze społeczne, i to nam się udało. Temat został zauważony, zwykli ludzie o tym mówią. Spotykamy się cyklicznie, organizujemy sobie szkolenia, korzystamy z ogólnopolskich działań sieciowych, spotykamy się z ekspertami. Opracowujemy swoją mapę miejsc, które warto chronić. Chodzimy po lasach i edukujemy się. Dążymy do wielkiego sojuszu mieszkańców, naukowców, samorządowców i miłośników przyrody, w tym leśników, na rzecz zachowania wokół Bielska-Białej lasu cennego społecznie i przyrodniczo. A jako że jest to inicjatywa budowana oddolnie przez samych mieszkańców, wszystkich wpisujących się w tę ideę gorąco zachęcamy do przyłączenia się do działań.
Rozmawiał: Adam Kanik
[email protected]
Oceń artykuł:
151 40Komentarze 69
"Przy nagłych opadach dużej ilości wody nieprzetrzebiony las jest bardziej retencyjny. Zatrzymuje wodę i zmniejsza niebezpieczeństwo powstania powodzi. Inaczej jest, gdy las górski jest poddawany wycince. Następny problem - wykazano, że budowa dróg leśnych, szczególnie tych przeskalowanych, ogranicza retencyjność i powoduje zaburzanie gospodarki wodnej."
Dlatego zamiast wycinać drzewa i meliorowac stoki trzeba działać aby ta woda jak najdłużej została w górach.
Wycinając drzewa i robiąc przewymiarowane drogi do zrywki drewna pozbawia się nas naturalnej ochrony.
Tylko czyj to problem? No miasta pod lasem. Czas to zmienić!
Popatrzcie na
Inicjatywa las wokół miast
Lasy wyglądają tak, że tylko wieszać tabliczki z nazwami ulic i sprzedawać działki
Ja nic nie sugeruje...
Naprawde nie ma o czym napisać???
Żal i smutek mnie ogarnia , ale prawie 100 klików jest, wspaniale, kocham was!!!
tylko po ścięciu drzewo można wykorzystać np: na trumnę
a po zwłokach zostanie bezwartościowy popiół
to jest zaśmiecanie miasta tonami papieru

Klauzula informacyjna ›