Skutki znowelizowanej ustawy mobilizacyjnej w Ukrainie mogą doprowadzić do lekkiego tąpnięcia na bielskim rynku pracy, w którym tylko według oficjalnych danych zatrudnionych jest 11 tys. osób, a większość to mężczyźni w wieku poborowym. Zdaniem dyrektora PUP w Bielsku-Białej, dramatu nie będzie, bo ewentualną lukę wypełnią inni pracownicy szukający pracy. Ucierpieć może gospodarka, bo część pracowników z Ukrainy, by uniknąć wcielenia do armii, będzie pracować „na czarno”.

W Bielsku-Białej i powiatach ościennych, jak wynika ze statystyk ZUS-u, zatrudnionych jest nieco ponad 11 tys. pracowników z Ukrainy, czyli takich osób, które odprowadzają obowiązkowe składki (w tej liczbie nie ma osób pracujących na umowę o dzieło, czy zlecenie, a także w tzw. szarej strefie).

Dokumenty tylko w Ukrainie

Większość, to mężczyźni w wieku, który pozwala na wcielenie ich do armii. Znowelizowana niedawno ustawa mobilizacyjna w Ukrainie, co prawda nie powoduje automatycznego powrotu Ukraińców z zagranicy do ojczyzny, ale wymusza na nich rejestrację w konsulatach w przypadku końca ważności paszportów i innych ważnych dokumentów (prawa jazdy). Innymi słowy, ktoś, komu wygasa ważność wspomnianego dokumentu nie zgłosi się w celu jego przedłużenia i tym samym zarejestrowania, traci te dokumenty.

- To oczywiście tylko dywagacje i przewidywania, ale może być tak, że część takich osób zdecyduje się na pobyt u nas bez ważnych dokumentów, byle tylko nie być narażonym na wcielenie do ukraińskiej armii - rozważa Marek Hetnał, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Bielsku-Białej.

- Czy takie osoby zrezygnują z pracy? Raczej nie. Przejdą po prostu do szarej strefy. Bo jakoś zarabiać na życie będą musiały. Straci jednak budżet państwa, bo praca na czarno nie jest przecież opodatkowana. Gdyby jednak założyć, że większość Ukraińców zdolnych do służby wojskowej opuści jednak nasz region. Jak mogłoby to wpłynąć na rodzimy rynek pracy? - Niespecjalnie - sądzi dyrektor Hetnał.

Praca w szarej strefie to ryzyko

- Problem był dwa lata temu, kiedy wybuchła wojna i spora część pracowników z Ukrainy zatrudniona w regionie wyjechała na Ukrainę z pobudek patriotycznych. Wydaje się, że teraz takiej sytuacji po prostu nie będzie. Jeśli w jakimś obszarze pojawią się luki w zatrudnieniu, z całą pewnością wypełnią ją inne osoby poszukujące pracy - przekonuje dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Bielsku-Białej.

Tymczasem jak przekonuje Uliana Worobec - znana w mieście dziennikarka ze Lwowa, przebywająca w Polsce już od wielu lat i pomagająca swoim rodakom m.in. w poszukiwaniu pracy - zdolni do służby wojskowej Ukraińcy wciąż są w niemałym szoku po decyzjach parlamentu ukraińskiego. - Na razie trwa wyczekiwanie - twierdzi Uliana. - Nikt nie wie, co będzie dalej i jak się w tej sytuacji do końca zachować.

Ukrainka nie wierzy przy tym, aby jej rodacy, nawet będąc pod przysłowiowym murem, decydowali się na pracę w szarej strefie i nielegalny pobyt w Polsce. - Groziłaby im deportacja, a to oznaczałoby automatyczne wcielenie do armii - sądzi Worobec. - Już prędzej będą prosić polski rząd o jakąś formę ochrony.

Nowe przepisy związane ze znowelizowaną ustawą wchodzą w życie już jutro, 18 maja.

Kuba Jarosz
[email protected]