W nocy z soboty na niedzielę w Wapienicy doszło do dewastacji sportowego Citroena. Auto od trzech miesięcy stało na terenie prywatnej firmy, aż feralnej nocy... zniknęło. Następnego dnia wróciło w tragicznym stanie. Zdarzenie wyjaśnia policja.

Jeszcze w sobotę wieczorem auto zaparkowane było w rejonie ul. Tylnej we Wapienicy. Stało tam od trzech miesięcy, a sytuacja była następstwem zagubienia dokumentów po sprowadzeniu auta z zagranicy. Osoba, która samochód zakupiła, nie miała możliwości, by go zarejestrować ani użytkować.

- W niedzielę samochodu już nie było. Zapytałem właściciela firmy, którego pracownica wyraziła zgodę na jego zaparkowanie, gdzie jest moje auto. Mężczyzna powiedział, że zostało przewiezione gdzie indziej. Znalazło się na parkingu po drugiej stronie ulicy, całkowicie zmasakrowane. Urwano zderzaki i lampy, powyrywano kable, rozbito nawet stacyjkę - mówi poszkodowany mężczyzna.

Sprawa trafiła na policję. - Na miejsce udali się technicy kryminalistyki. Okazało się, że zgłaszający nie miał dokumentu zakupu, samochód nie był zarejestrowany i od ponad roku był nieużytkowany. W tej sytuacji, w świetle przepisów, taki samochód może zostać potraktowany jako porzucony wrak. Skradziono niektóre elementy wyposażenia i być może będzie to podstawa do prowadzenia dalszych działań - wyjaśnia st. sierż. Sławomir Kocur, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej.

- Auto kupione było jako prezent dla syna. Limitowany model. Załatwiłem zgodę na pozostawienie go na terenie firmy, chciałem się rozliczyć, podziękować. Trwało to tak długo, ponieważ laweciarz, który auto sprowadzał, pomylił dokumenty, a następnie miał poważny wypadek. Do teraz przechodzi rehabilitację z powodu bardzo skomplikowanego złamania dłoni. Tymczasem ja odzyskuję całkowicie zniszczone auto. Mam nadzieję, że policja sprawnie rozwiąże tę sprawę - przekazał nam właściciel pojazdu. Osoby, które mogą mieć informacje w sprawie proszone są o kontakt z Komendą Miejską Policji w Bielsku-Białej.

ak