Maria i Seweryn Biedronka to małżeństwo, które od 2009 roku jest rodziną zastępczą dla dzieci z domu dziecka. - Poszliśmy z myślą, że weźmiemy dwójkę, ale przyszedł dyrektor i przyprowadził nam takiego czterolatka i mówi: Słuchajcie, weźcie go, bo on tu przepadnie, on tu zginie. Uratujcie go!” - wspomina kobieta.

Ich misja zaczęła się od pracy z ludźmi z różnych uzależnień. Zrozumieli jednak, że ich powołanie dotyczy młodzieży. Zaczęli poznawać ich, brać na wakacje, karmić i pokazywać, że można żyć inaczej.

- Rozpoczęło się to od momentu kiedy prowadziliśmy pracę wśród ludzi z trudnych środowisk… Pracowałem społecznie i zobaczyłem w pewnym momencie, że pracuję z ludźmi starszymi, a najbardziej poszkodowane w życiu są właśnie ich dzieci - opowiada pan Seweryn. Celem małżeństwa był stały ratunek dla dzieci. Chęć czynienia dobra stała się motywacją, by każdego dnia, mimo różnych przeciwności, iść do przodu.

- Pracując mieliśmy świadomość, że ratujemy ludzi. Pomyśleliśmy, że jeśli uratujemy choćby dwójkę, trójkę dzieci z miejsca, w którym są, to to będzie już to, co potrzebujemy zrobić, a tak się stało, że wyszła z tego siódemka. Widzieliśmy cel i to nam przywracało równowagę, to nam przywracało taki power, żeby iść do przodu, żeby nie stać, nie poddać, że to jest coś więcej niż tylko wychowanie - opowiada pani Maria.

Nie mają wątpliwości i z przekonaniem mówią, że zdecydowanie wybraliby takie samo życie. - Niczego nie żałujemy. Dzisiaj nagrodą jest to, że te dzieci są z nami. My się dalej kochamy - wspólnie odpowiadają.

esg