- Nie mamy już praktycznie żadnych pożyczek, mamy nikłe, które możemy w każdej chwili spłacić. Większość pożyczek została przekwalifikowana na sponsoring - mówi Krzysztof Przeradzki pytany o klubowe finanse i zapewnia, że Podbeskidzie nie ma zaległości wobec dwóch trenerów zwolnionych w tym sezonie. W rozmowie z portalem prezes przyznaje, że gdyby do spadku doszło, to wybór trenera Jarosława Skrobacza podyktowany jest chęcią szybkiego powrotu na zaplecze ekstraklasy. Prezes Przeradzaki ma także zaskakujący pomysł na funkcjonowanie pionu sportowego.

Rozmowa z Krzysztofem Przeradzkim, prezesem spółki TS Podbeskidzie.

- Przejął pan klub końcem roku, przebudował pion sportowy, przeprowadzono kilka transferów. Jak pan ocenia start rundy? Jakie pojawiły się wnioski?

Krzysztof Przeradzki: Wnioski były widoczne, zmieniliśmy trenera. To już jest zauważalny wniosek.

- Nie trzeba było go zmienić szybciej, już w grudniu?

- Trudno kogoś zwolnić po tygodniu. Trzeba zobaczyć, co człowiek potrafi. Trudno było taką decyzję podjąć, byłaby ona niezrozumiała przez właścicieli, kibiców i innych ludzi. Uważam, że taka decyzja po prostu nie byłaby racjonalna. Trzeba było poczekać i dać się wykazać trenerowi.

- Byli trenerzy Dariusz Marzec i Grzegorz Mokry są na liście płacowej klubu?

- Jest okres licencyjny, jak pan dobrze wie, do licencji trzeba wykazać płatności całego sztabu szkoleniowego, zawodników. Na dzień dzisiejszy nie mamy żadnych zaległości z tymi trenerami, których pan wymienił. Wszystkie bieżące faktury są płacone. Gdybyśmy panu Marcowi nie zapłacili odprawy, nie moglibyśmy według Polskiego Związku Piłki Nożnej zarejestrować nowego trenera. Takie jest prawo i my postępujemy zgodnie z prawem. To musi być zapłacone.

- Jakie są okoliczności zwolnienia Kamila Kosowskiego i Marcina Kuźby?

- To było rozwiązanie kontraktu, nie zwolnienie. Każda ze stron miała takie prawo.

- A przyczyna?

- Właściwie jej nie było. Budujemy nowy pion sportowy pod akademię. Pan Kosowski był doradcą zarządu ds. sportowych i nie miał żadnych innych funkcji. Nie mógł przyjąć większych obowiązków, bo ma inne zobowiązania. Porozumieliśmy się i rozwiązaliśmy kontrakt.

- Pojawiła się informacja, że przyczyną rozstania z Kosowskim i Kuźbą była pana jednoosobowa decyzja o wyborze nowego trenera. Zdementuje pan te doniesienia?

- Osobiście wybrałem nowego trenera, oczywiście pod nadzorem rady nadzorczej, bo tak musi być w spółce, ale to nie ma żadnych podtekstów z panem Kosowskim. Nie ma to nic wspólnego.

- Wywołał pan temat przebudowy pionu sportowego. Od momentu zamknięcia zimowego okienka powinny trwać przygotowania do letnich wzmocnień. Jaki jest nowy pomysł? 

- Pion cały czas pracuje pod nadzorem pana Michała i Kamila (Miąca oraz Bindy, obaj od wielu lat zajmują się kwestiami administracyjnymi w klubie - red.). My mamy nowy pogląd na rozwój skautingu, mamy wielu byłych zawodników, którzy zajmują się tym m.in. w Słowacji, Chorwacji czy Hiszpanii. Chcemy im dać umowy agencyjne i skauting robić poprzez nich.

- Poznamy nazwiska tych byłych piłkarzy?

- O wszystkich konkretach, na pewno poinformujemy, jak umowy zostaną podpisane, to będzie dostępne na naszej stronie (internetowej - red.). Jak będą na stronie, to każdy będzie wiedział, kto jest naszym agentem w konkretny kraju i kto szuka dla nas zawodników.

- Powrócę jeszcze do wątku finansowego. Przed chwilą mówił pan prezes, że wszystkie zobowiązania spółki pod kątem procesu licencyjnego regulowane są na bieżąco...

- Tak...

- Ale sytuacja w grudniu była zła, a to są słowa wiceprezydenta Piotra Kuci, który mówił, że stan spółki predysponuje do złożenia wniosku o upadłość. Była kontrola Państwowej Inspekcji Pracy, zadłużenie wynosiło ponad 6 mln zł, klub zaciągał pożyczki od spółek miejskich. Pan - cytując prezydenta Klimaszewskiego - miał wprowadzić plan naprawczy.

- Po kolei. Nie mamy już praktycznie żadnych pożyczek, mamy nikłe, które możemy w każdej chwili spłacić. Większość pożyczek została przekwalifikowana na sponsoring, nie widnieją już w pozycji bilansu jako pożyczki. Chwała tym firmom, że stali się naszymi reklamodawcami. W procesie licencyjnym nie mogliśmy z tym pozostać, bo nie mogliśmy wykazać ujemnego kapitału.

- Obniżyliśmy koszty i w tej chwili jesteśmy na dobrej drodze, by bilans wyprowadzić (na zero - red.). To praca długofalowa, to nie jest kwestia dni, a kilku lat, sezonów. Są różne możliwości, możemy wypuścić obligacje, akcje z prawem lub bez prawa poboru. Wszystko zależy od tego, co zaaprobują nasi właściciele (miasto Bielsko-Biała oraz Edward Łukosz - red.).

- Jest pomysł dokapitalizowania spółki przez właścicieli? To w przeszłości się działo.

- Nie ma takiego pomysłu, miasto nie może tego zrobić. Byłoby to sprzeczne z zasadami unijnymi, byłaby to pomoc de minimis, a takiej pomocy miasto nie może udzielić. Jedyna możliwość to wypuszczenie akcji - z prawem poboru lub bez niego, albo obligacji. Jest możliwość wyemitowania obligacji, ale ja jako zarząd, nie chciałbym iść w tym kierunku. Obligacje to nic innego, jak inna forma kredytu na jakiś okres czasu, która jeszcze bardziej pogrąży nas finansowo.

- Bierze pan pod uwagę spadek z ligi?

- Jako prezes nigdy w życiu.

- Gdyby się wydarzył, czy spółka jest na niego gotowa? To oczywiście spadek przychodów...

- Jesteśmy gotowi. Jak pan widzi, nasze zmiany personalne też idą w tym kierunku. Gdyby się najgorszy scenariusz ziścił, to pan Skrobacz już dwa razy awansował z drugiej do pierwszej ligi. Jesteśmy przygotowani na taki scenariusz. Natomiast skompletowaliśmy odpowiedni sztab dla niego, trenerów, którzy wywodzą się od nas, są z naszej akademii i w tej chwili myślimy, że idzie to ku dobremu (rozmawialiśmy przed meczem z GKS-em Katowice - red.). Nie zakładamy spadku.

- Ten długi kontrakt trenera Skrobacza, obowiązujący także na nowy sezon, jest po części takim zabezpieczeniem, że gdyby doszło do spadku, to trener Skrobacz...

- Wszystko wzięliśmy pod uwagę. Mogliśmy zakładać dwie alternatywy.

- Tylko dwie są możliwe.

- Jedna, że będziemy w pierwszej lidze i w kolejnym sezonie walczymy o awans do ekstraklasy, a w drugiej że spadniemy do drugiej ligi i za dwa lata będziemy awansować do pierwszej.

- Tym czarnym scenariuszem jest ten długi kontrakt z trenerem Skrobaczem? Gdyby do spadku z ligi doszło, nie ma zapisów (w kontrakcie - red.), nie będzie pomysłu, by go rozwiązać?

- Każdą umowę można rozwiązać. Natomiast nie widzę takiej potrzeby. Gdyby doszło do najgorszego scenariusza, uważam, że to najlepszy trener na taki moment.

- Jak mają wyglądać dalsze działania związane z Akademią Podbeskidzia. Na razie sześć drużyn młodzieżowych znalazło się pod zarządem spółki. Kiedy wchłaniane będą kolejne grupy, czy współpraca dotyczyć ma także Szkoły Mistrzostwa Sportowego?

W gabinecie od samego początku rozmowie przysłuchuje się m.in. Jarosław Rozmus, prezes BBTS Podbeskidzie. Na prośbę prezesa Przaradzkiego to on, będzie odpowiadał na to pytanie.

Jarosław Rozmus: Zna pan dobrze historię akademii i młodzieży w BBTS, to są lata, trwa to ponad 20 lat. Uważam, że wspólny pomysł na akademię Podbeskidzia jako spółki i BBTS, przyniesie korzyści pod względem organizacyjnym i logistycznym. Zawsze utożsamialiśmy się z Podbeskidziem, na co przecież wskazuje nawet nasza nazwa.

- Obecna współpraca to udokumentowanie wspólnego pomysłu na podniesienie jakości szkolenia, większe zaangażowanie społeczeństwa BBTS-u. Zatrudnienie przez pana prezesa osób z naszego środowiska m.in. Dariusza Kołodzieja w roli koordynatora ds. szkolenia w akademii, do sztabu pierwszego zespołu (w roli asystenta trenera Skrobacza - red.), dokładnie na to wskazuje. Jak pamiętam, gdy w klubie były sukcesy, to była właśnie jedna rodzina Podbeskidzia.

- Rozumiem, ale pytałem o perspektywę. Przyszłość akademii.

- Planujemy przede wszystkim CLJ - zespół U15 się utrzymał, w ciągu dwóch lat chcemy zrobić awans U17. Wyżej już nie, nie interesuje nas gra na tym szczeblu drużyny U19. Raz, że to drogi program, a po drugie zgłosiliśmy trzecią drużynę do rozgrywek seniorskich, w której grają juniorzy akademii. W tym kierunku podążamy. Dzięki temu, że akademia weszła mocno w strukturę klubu, będziemy kładli większy nacisk na to, by wychowankowie byli bardziej doceniani, pokazywali się. Idzie silna grupa juniorów rocznika 2006, potem rocznik 2009, który jest w CLJ, gdzie się utrzymał. Obecny zespół U14 też szykujemy pod CLJ. Oczkiem w głowie jest zespół pierwszoligowy, ale nie możemy zapominać o drugiej i trzeciej drużynie, które są liderami w swoich ligach. W czwartej lidzie na boisku jest zawsze 5-6 juniorów, naszych wychowanków.

Krzysztof Przeradzki:  Warto wspomnieć, że cały czas prowadzimy nabory do drużyn młodzieżowych. Zależy nam na tym, żeby zespoły juniorskie cały czasy były wzmacniane, obecnie trwają nabory do rocznika 2010, do zespołu, który w przyszłym sezonie będzie grał w Centralnej Lidze Juniorów. Odbył się już pierwszy otwarty trening i pojawiło się na nim ponad 70 dzieci, a nabory trwają jeszcze do końca maja. To pokazuje, jak duże zainteresowanie jest dołączeniem do naszej akademii.

- Kiedy w spółce pojawiają się najmłodsze roczniki i Szkoła Mistrzostwa Sportowego?

Jarosław Rozmus: - Stanie się to w perspektywie dwóch lat. SMS też docelowo ma być pod akademią, pod spółką akcyjną. Żeby mieć szkolenie na wysokim poziomie, akademia musi posiadać SMS. To najlepsza kwestia rozwoju, finansowania, zajęć czy opieki. Docelowo chcemy, żeby BBTS, który jest właścicielem obiektów sportowych, obiektu w Komorowicach, wniósł to do spółki akcyjnej. Może w formie aportu, w zamian za akcje. Tam jest możliwość stworzenia dodatkowej bazy dla klubu.

Rozmawiał: Bartłomiej Kawalec