Mówi, że cały czas musi działać. Zasłużona inicjatorka budowy hospicjum - foto
Najcięższym i najbardziej traumatycznym przeżyciem, jakiego doświadczyłam w szpitalu, był widok łóżek stojących na korytarzach, na których umierali ciężko chorzy pacjenci - mówi Grażyna Chorąży, inicjatorka budowy hospicjum w Bielsku-Białej.
Jak to się stało, że nauczycielka i wizytatorka, osoba przesiąknięta oświatą, zaangażowała się społecznie w budowę hospicjum?
Grażyna Chorąży: - W oświacie przepracowałam 45 lat, aż do emerytury. Zanim jednak na nią przeszłam w 2003 roku, poważnie zachorowałam na nowotwór. Rokowania były marne. Nikt oficjalnie mi tego nie powiedział, ale lekarze nie dawali mi chyba wiele szans na przeżycie. Minęło już ponad 20 lat i wciąż - sama się dziwię - żyję i jak widać mam się nie najgorzej. Ciągle słyszę połajanki od doktorów, że zapomniałam o jakimś badaniu czy wizycie kontrolnej. Po prostu nie mam czasu, nawet teraz, gdy od dawna jestem na emeryturze. Mam taką naturę, że cały czas muszę działać. Ja się nie nadaję do siedzenia.
Czy to w tym czasie, będąc pacjentką onkologiczną, pomyślała Pani o stworzeniu w Bielsku-Białej hospicjum?
- Dokładnie tak, to był ten impuls. Najcięższym i najbardziej traumatycznym przeżyciem, jakiego doświadczyłam będąc w szpitalu, był widok łóżek stojących na korytarzach, na których ciężko chorzy, umierający pacjenci, wymagający 24-godzinnej opieki czekali na miejsce w hospicjum. Wielu z nich umierało w takich warunkach. W tym czasie w Bielsku-Białej nie było stacjonarnego hospicjum. Pomyślałam, że najwyższy czas to zmienić.
Całą rozmowę z Grażyną Chorąży można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Świąteczne wydanie lokalnego tygodnika ukazało się wyjątkowo już w środę, a e-wydanie już teraz jest dostępne - TUTAJ.
map
Zdjęcie: Marcin Płużek
Oceń artykuł:
48 4Komentarze 10
Wielki szacunek!

Klauzula informacyjna ›