Gwiazdy globalne i lokalne. Bielski festiwal z przytupem wkroczył w nowe ćwierćwiecze
W nowe ćwierćwiecze bardzo efektownie wkroczyła Bielska Zadymka Jazzowa. Za nami pięciodniowy muzyczny festiwal z udziałem światowych sław oraz młodych polskich talentów, w tym wielu z bielskim rodowodem.
Była to już 26. edycja tej atrakcyjnej, liczącej się nie tylko w kraju imprezy, doskonale promującej Bielsko-Białą - miasto starające się o prestiżowy tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2029. Zorganizowało ją, jak co roku, bielskie Stowarzyszenie Sztuka Teatr, któremu przewodzi prezes Jerzy Batycki.
Rozpoczęła się - zgodnie z kilkuletnią tradycją - 320 m pod ziemią, koncertem w zabytkowej kopalni Guido w Zabrzu (jazzowo-klubowy klimat stworzyła formacja „Siema Ziemia”), a następnie przeniosła się do bielskich lokalizacji - okazałej, mieszczącej tysiąc widzów sali koncertowej Cavatina Hall, Jazz Clubu Metrum, Galerii Sfera, Willi Sixta oraz wysoko ponad miasto - to też wieloletnia tradycja - do schroniska na Szyndzielni, gdzie swój najnowszy projekt „Hoshii” przedstawił ceniony saksofonista Kuba Więcek.
Największe gwiazdy zaprezentowały się na głównej scenie Zadymki - w Cavatinie. Była to mocna reprezentacja muzyków zza Oceanu: kwartet Marcusa Stricklanda - saksofonisty, który między utworami z ekologicznym zacięciem zachęcał do ratowania naszej planety; kwartet meksykańskiego perkusisty Antonio Sancheza, znanego m.in. ze współpracy z gitarzystą Patem Metheny’m (zagrał na Zadymce w 2019 roku); trio pianisty Nduduzo Makhathininiego, który sięgał swą muzyką, mającą - jak zapewniał - uzdrawiającą moc, do afrykańskich źródeł; 9-osobowa formacja trębacza Terence Blancharda, siedmiokrotnego zdobywcy nagród Grammy, najbardziej liczących się w świecie muzyki rozrywkowej. Była to już trzecia zadymkowa wizyta tego giganta jazzu. Tym razem przyjechał ze znakomicie improwizującą formacją E-Collectwive oraz z kwartetem smyczkowym Turtle Island Quartet, łączącym jazz z elementami muzyki klasycznej a nawet rocka.
Gwiazdy z USA reprezentowały słynną nowojorską wytwórnię płytową Blue Note Records, cenioną przez fanów jazzu na całym świecie i obchodzącą w tym roku 85-lecie. Zadymka uczciła jej jubileusz nie tylko koncertami i przyznaniem wyrzeźbionej przez bielską artystkę Lidię Sztwiertnię statuetki Anioła Jazzowego - nagrody artystycznej Stowarzyszenia Sztuka Teatr, ale też projekcją filmu dokumentalnego, odsłuchiwaniem znakomitych płyt na sprzęcie hi-fi, wystawą ich okładek oraz sympozjum naukowym o sztuce projektowania albumów muzycznych (kuratorem był profesor katowickiej ASP Marian Oslislo).
A Anioł Jazzowy 2024 trafił do rąk Dona Wasa, prezydenta Blue Note Records w lutym, podczas jego wizyty w Katowicach. Cavatina była też miejscem finałowej festiwalowej Gali Polskiego Jazzu. Prapremierowy program „Insides Jazzowa Odsłona”, złożony głównie z amerykańskich standardów, przedstawiła ze swoim kwintetem Paulina Przybysz, wokalistka znana szerzej m.in. z działalności w zespole Sistars.
Drugą część gali wypełniła „Passacaglia” - koncertowa wersja albumu, w którym elektryzujący, wymykający się schematom, niezwykle dynamiczny dialog prowadzą światowej sławy jazzowy pianista Leszek Możdżer i nazwany cudownym dzieckiem skrzypiec, koncertujący na całym świecie Adam Bałdych. Pierwszy z nich wystąpił na Zadymce już po raz trzeci, a Anioła Jazzowego otrzymał w roku 2018, drugi został uhonorowany prestiżową statuetką teraz. Publiczność w wypełnionej do ostatniego miejsca Cavatinie przyjęła ich owacyjnie. Sporo było na Zadymce akcentów lokalnych. Prezentowali się młodzi muzycy z Bielska-Białej i okolic, uczniowie i absolwenci kuźni jazzowych kadr, czyli bielskiej Szkoły Muzycznej.
Na Festiwalowej Scenie Promocji w Sferze zaśpiewała, ze stowarzyszeniem kwintetu, Zuzanna Wajdzik, ubiegłoroczna maturzystka „Muzyka”, a teraz studentka katowickiej Akademii Muzycznej. To kolejny muzyczny talent w rodzinie Wajdzików. Jej brat Marek jest cenionym trębaczem, a starsza siostra, saksofonistka Marta, studiuje doskonaląc umiejętności komponowania w Bazylei. Zuzannie towarzyszyli: Tomasz Greń (saksofon), Marta Jaroszyńska (fortepian), Filip Hornik (gitara basowa) i Kacper Kałuża (perkusja). W Sferze, budząc spore zainteresowanie biegającej po sklepach publiczności, wystąpił też szkolny sekstet prowadzony przez puzonistę Bartka Golca. Na gitarze basowej gra jego brat Piotr, ponadto Krystian Gajda (fortepian), Patryk Gajda (perkusja), Tomasz Greń (saksofon) i Paweł Kowalik (trąbka).
Również w Metrum, w cyklu Jazz BB, zaprezentowano młodych bielszczan, których artystyczne drogi rozpoczęły się w „Muzyku”. Utwory z debiutanckiej płyty „Sorry, nie tu” przedstawił kwartet „Kosmonauci” w składzie Tymon Kosma (wibrafon), Miłosz Pieczonka (saksofon), Bartłomiej Lucjan (bas) i Jan Pieniążek (perkusja). W tercecie, z Marcinem Konieczkowiczem (saksofon) i Kacprem Kaźmierskim (perkusja), zagrała ceniona kontrabasistka Kamila Drabek. Ma już w dorobku płyty, a na najnowszej „Tak bym chciała kochać już” (kompozycja Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza spopularyzowana przez Hannę Banaszak) jest kompozycja „Hulanka”. Znalazła się tam nieprzypadkowo bielszczanka Kamila, która nie mieszka już w rodzinnym mieście, wspomina w ten sposób legendarne bielskie rondo.
W Metrum oklaskiwano też „50/50” (Fifty Fifty) - zespół z „Muzyka” w składzie Hanna Derej (fortepian), Piotr Golec (kontrabas), Igor Skwarczyński (perkusja), Antonina Golec (saksofon), Tymon Okolus (puzon) i Zuzanna Wajdzik (wokal). Grają razem od dwóch lat i zdobyli już kilka nagród. Zapamiętajmy te nazwiska.
zn
Zdjęcie: Maciej Kanik/Bielska Zadymka Jazzowa
Oceń artykuł:
17 7
Klauzula informacyjna ›