Tomasz M. z arogancją i pewnością siebie wkroczył do Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, a jednym z jego pierwszych zakupów był ekspres i trzy paczki galicyjskiej kawy od Avetisa M. Firma prowadzona przez Ormianina nie zajmowała się produkcją filmową, a handlowała alkoholem oraz wyrobami tytoniowymi i to jej oskarżony dyrektor zlecił dubbing bajek, za który z kasy wytwórni zapłacił 200 tys. zł, choć usługi nie zrealizowano. Zeznający pod przysiągą świadek dodawał, że opisujący nieprawidłowości list napisany przez pracowników pomógł dostarczyć do wicepremiera Piotra Glińskiego jego „przyjaciel” Janusz Okrzesik.

Dwie kolejne rozprawy przed Sądem Rejonowym w Bielsku-Białej odbyły się 29 lutego i 14 marca. Na obu na sali sądowej nie pojawił się ani oskarżony Tomasz M., ani jego obrońca. Zeznania dwukrotnie składał Przemysław Gucwa, który w SFR pracuje od siedmiu lat na stanowisku kierownika produkcji. Jak mówił, niepokój pracowników wywołał tryb w jakim ministerstwo odwołało i powołało nowego dyrektora.

Sprzeciwiła się dyrektorowi i straciła pracę

- Od początku pojawiały się sygnały, które wzbudzały niepokój pracowników. Poprzedni dyrektor (Andrzej Orzechowski - red.) został odwołany telefonicznie. Do dnia powołania nie było wiadomo, kto zostanie jego następcą. Tomasz M. wkroczył do SFR pewny siebie, z arogancją potraktował ustępującego dyrektora - mówił świadek, który zeznał, że już pierwszego dnia nominat Piotra Glińskiego zlecił różnego rodzaju zakupy. Był to m.in. ekspres do kawy i trzy paczki „kawy galicyjskiej” od Avetisa M., któremu kilka tygodni później zlecił tłumaczenie bajek. Z kasy wytwórni zapłacił za to ponad 200 tys. zł, choć usługi nie zrealizowano.

Już po świętach Bożego Narodzenia przed SFR „ustawiały się kolejki osób do zatrudnienia”, mimo że wytwórnia nie zamieściła żadnego ogłoszenia o pracę. Z zeznań świadka wynika, że zatrudniano osoby spoza Bielska-Białej, głównie z Piły i Pruszkowa. Studentka stosunków międzynarodowych z Gdańska została specjalistką ds. inwestycji. - Bez żadnego doświadczenia z wynagrodzeniem blisko 10 tys. zł - mówił Gucwa.

W wielkopolskiej Pile były dyrektor Tomasz M. próbował nabyć meble za kwotę ok. 70 tys. zł. Transakcja nie doszła do skutku, bo sprzeciwiła jej się główna księgowa, która nie zgodziła się opłacić zamówienia ze względu na fakt, że sprzedający nie został wyłoniony w drodze zamówień publicznych. Za swoją decyzję zapłaciła wysoką cenę - dyrektor zwolnił ją dyscyplinarnie początkiem 2021 roku.

Dwóch zastępców dyrektora w małej firmie

Jej stanowisko zajęła pracownica zatrudniona kilka tygodni wcześniej. Zdaniem świadka, oskarżony chciał w ten sposób zdobyć jej zaufanie i przychylność. - Tydzień przed powołaniem nowego dyrektora ministerstwo zasugerowało, by SFR miało dwóch zastępców dyrektora. Wprowadziło to nas w zdumienie - mówił świadek. W firmie nigdy takich stanowisk nie było, a wytwórnia liczyła zaledwie 12 pracowników.

W Bielsku-Białej zatrudnienie znalazł także Krzysztof B., nazwany przez świadka „znajomym Tomasza M.”. W czasie, gdy przez kilka dni pełnił obowiązki głównego księgowego, do firmy wpłynęła pierwsza faktura za dubbing od Avetisa M. Następnego dnia w Agencji Informacyjnej - należącej według świadka do Miłosza Manasterskiego, eksperta TVP Info i współpracownika Tomasza M. w Fundacji Centrum Rozwoju Macierz Polonii - pojawiły się informacje o ambitnych planach SFR oraz dubbingu bajek.

Pod pierwszą fakturą za usługę widniały trzy podpisy - M., B. i księgowej, której obowiązkiem było sprawdzić dokument tylko pod względem rachunkowym. Nie podpisał go Gucwa, choć ze względu na funkcję powinien. - Nic o planach dubbingu nie wiedziałem - mówił. Gdy świadek sprawdził firmę z faktury, na jaw wyszło, że nie zajmowała się produkcją filmową, a sprzedażą wyrobów tytoniowych i alkoholu.

Świadek: sfałszował datę na umowie z twórcą

Pracownicy napisali pismo do ministra, w którym opisali sytuację w SFR. Aby mieć pewność, że trafi do rąk Glińskiego o pomoc poprosili - cytując świadka - jego „przyjaciela” Janusza Okrzesika. - Szybko dyrektor M. poznał treść pisma, wiedział kto je podpisał, my mu go nie okazywaliśmy. Utwierdziło nas to, że miał „mocne plecy” w ministerstwie i parasol ochronny - uważa Gucwa. Jego zdaniem, w działaniach Tomasza M. wspierała dyrektor jednego z departamentów ministerstwa (została zwolniona, gdy zmienił się rząd - red.).

W odpowiedzi oskarżony dyrektor przygotował pismo do ministra Glińskiego, w którym próbował oczernić pracowników. Dołączył do niego rekomendację ambasadora Armenii w RP dla firmy realizującej usługę oraz umowę z Bronisławem Zemanem, twórcą „Pampaliniego”, którego dubbing miał zostać zrealizowany. - Przedłożył ją z datą 19 stycznia, ale została ona antydatowana żeby zgadzała się z pismem przesłanym do ministerstwa. Wiem to od Bronisława Zemana, który był sygnatariuszem umowy i został odwiedzony przez Tomasza M. - zeznawał świadek, który w tej sprawie ma oświadczenie twórcy.

W międzyczasie do SFR wpłynęła kolejna faktura od firmy Avetisa M. na kwotę blisko 130 tys. zł. Oskarżony wspólnie z Krzysztofem B., który docelowo został zastępcą dyrektora, uzupełniali dokumenty do realizacji usługi tłumaczeń. W ten sposób pojawiło się m.in. zlecenie usługi, którego nie było przy pierwszej fakturze. - Mieliśmy wewnętrzny regulamin, w którym wydatkowanie kwoty powyżej 20 tys. zł nakładało obowiązek przeprowadzenia zapytania ofertowego do kilku firm. Tomasz M. tego nie zrobił - wyjaśniał świadek.

Laptop dyrektora od trzech lat leży w sejfie

- Za dyrektora Orzechowskiego liczyliśmy każdą złotówkę, sami musieliśmy wypracować przychód, żeby się utrzymać. Sytuacja diametralnie się zmieniła w momencie przyjścia Tomasz M., od razu pojawiły się dużo większe pieniądze. To utwierdzało nas w przekonaniu, że ktoś czuwa nad dobrobytem pana M. Nowy dyrektor otrzymał praktycznie dwukrotnie wyższe wynagrodzenie niż jego poprzednik - dodawał.

Wobec początkowej braku reakcji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pracownik SFR o nieprawidłowościach powiadomił m.in. polityków z regionu, prokuraturę czy Najwyższą Izbę Kontroli. Przemysław Gucwa dodawał, że Tomasz M. nie wiedział na czym polega tłumaczenie bajek, jak „technicznie” realizowana jest taka usługa dubbingu. Do odwołania Tomasza M. doszło w połowie lutego 2021 roku.

- Przyjechało dwóch pracowników z ministerstwa z pismem do dyrektora. Zamknęli drzwi, wzięli jego komputer, a następnie z laptopem pojechali do Warszawy. Wrócił z nim do SFR nowy dyrektor Banasik (funkcję pełnil kilka tygodni, jego następcą został Maciej Chmiel - red.), urządzenie trzymane jest w sejfie - mówił świadek. Czy znajdują się na nim materiały kluczowe dla sprawy? Nie wiadomo.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]