Mieszkańcy i organizacje pozarządowe od miesięcy oczekują wstrzymania wycinek prowadzonych w lasach wokół Bielska-Białej. Niedawno w tej sprawie skierowali petycję do ministerstwa, a w poniedziałek o społecznej roli lasów mówili w trakcie debaty w Punkcie 11. W dyskusji udział wzięli przedstawiciele Lasów Państwowych, ktorzy zapewniali, że są otwarci na rozmowy, ale muszą robić to, co przewiduje ustawa i kontrakty. Dodali także, że pozyskiwanie drewna w Beskidach jest… nieopłacalne.

W poniedziałek w Punkcie 11 zorganizowana została debata pt.: Czyj jest las? Wzięli w niej udział mieszkańcy, członkowie organizacji pozarządowych oraz leśnicy z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach. Pojawili się także przedstawiciele z Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Organizatorem spotkania była rada do spraw ekologii i zieleni działająca przy Prezydencie Bielska-Białej.

Przedstawiciele inicjatywy Las wokół miast, która niedawno wystosowała petycję do ministerstwa klimatu i środowiska w sprawie ochrony lasów Beskidy Śląskiego oraz Małego, postulowali by natychmiast zabezpieczyć lasy przed katastrofą. - Dużo złych rzeczy wydarzyło się w lasach koło Bielska-Białej. Co możemy zrobić dalej, aby funkcja społeczna lasów była główną funkcją? Nie da się tego pogodzić z gospodarką leśną. Naszą rolą jest zabezpieczenie tego co się da, zanim wytną las.

Leśnicy odpowiadali, że wykonują pracę, która jest wynikiem ugody społecznej zawartej ponad 30 lat temu.- Próbujemy godzić funkcje lasu. Wiemy, że nie wszystkie fragmenty są w stanie spełniać funkcję rekreacyjną i godzić ją z produkcją drewna. Dlatego dzielimy las na strefy. Wykonujemy obowiązki wynikające z prawa - mówili leśnicy. Zapowiedzieli, że póki nie będzie rozwiązania, które zadowoli interesy obu stron, będą musieli wykonywać to, co zapisano w obowiązujących ich kontraktach na pozysk drewna.

Zebrani aktywnie brali udział w debacie, chętnie dopytywali, głośno wyrażali swoje oczekiwania. W kontekście zapowiadanych przez rząd 20 proc. wyłączeń leśnych, chcieliby aby w tym obszarze znalazły się lasy wokół Bielska-Białej. Mówili o przerwanych rozlewiskach, zanieczyszczonych potokach. Pytań z sali było sporo, różne osoby pytały chociazby o to, czy produkcja leśna w Bielsku-Białej się opłaca.

Okazuje się, że Skarb Państwa, aby pozyskiwać drewno w górskich rejonach musi do tego dopłacać - wycinka generuje więsze koszty niż przychody, a różnicę wyrównuje Fundusz Leśny. Wycinka w Beskidach jest więc nieopłacalna, ale kazano ją prowadzić, ponieważ w ustawie wskazano, że nadleśnictwa mają się finansować same. Trzeba też wywiązać się z kontraktów, za których niedotrzymanie są wysokie kary.

Leśnicy zapewniali, że respektują i dbają o przyrodę. Przykładowo, tydzień przed planowaną wycinką sprawdzają czy na drzewach nie ma ptasich gniazd. Mówili też, że po zakończonych cięciach starają się porządkować teren oraz naprawiać ścieżki. Na nowe nasadzenia mają 5 lat i zazwyczaj sadzą drzewostan, który występował na tym terenie. Odniesiono się też do kwestii „leśnych autostrad”.

- W 2019 roku powstała koncepcja rozwoju dróg w nadleśnictwach. Sieć praktycznie skończono, budujemy ostatnią drogę. A jeśli kiedyś okażą się niepotrzebne, to za sto lat te drogi zarosną, nie będzie po nich śladu. Natura sobie poradzi - mówił leśniczy. Na koniec zebrani wyrazili chęć na kolejną dyskusję.

ak