Ogólnopolski Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina Eryk Parchański wygrał w cuglach. Presja tylko go mobilizuje i motywuje do pracy nad sobą. Będący u progu wielkiej kariery bielszczanin, opowiada o tym, jak odnalazł swoją drogę.

Zaskoczyło mnie Twoje podejście w Ogólnopolskim Konkursie Pianistycznym im. Chopina. Odkładasz stres na bok i wręcz cieszysz się, że możesz się oddać pod ocenę wytrawnego jury. Gdy rozmawiałem z innymi pianistami, miałem wrażenie, że konkursy bywają dla nich wręcz traumatycznym przeżyciem.
EP: Nie boję się wyzwań, choć taka postawa i pokłady pewności siebie muszą być podbudowane latami wytężonej pracy. I miłością do muzyki. Podczas konkursu wiem, że cała moja praca zostanie doceniona, że znawcy dostrzegą też te elementy, które mogą umknąć publiczności. Dowiaduję się, co robię dobrze, a co powinienem poprawić. Lubię być w ten sposób wypunktowany przez profesjonalistów. Można się z czymś nie zgadzać, ale warto wziąć wszystko pod uwagę, co łatwiej pozwala odnaleźć własną drogę.

W jakim wieku zacząłeś grać na fortepianie?
W wieku siedmiu lat. Od razu usłyszałem, że się do tego nadaję. Mama też miała taki pomysł, tym bardziej, że mogła mi w tym pomóc, choć bracia grali już na czymś innym. Na początku była to po prostu zabawa i nie było żadnej presji, by iść do szkoły muzycznej. Lubiłem już wtedy chodzić na koncerty, ale nie byłem dzieckiem, które wyjątkowo paliło się do grania. Dopiero po czasie okazało się, że mam potencjał. W bielskiej szkole muzycznej spędziłem osiem lat i mam bardzo dobre wspomnienia.

Całą rozmowę z bielskim pianistą Erykiem Parchańskim można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika jest już w sprzedaży. E-wydanie można kupić TUTAJ. 

mk

Zdjęcie: z archiwum prywatnego