Bandytów było najprawdopodobniej trzech. Na twarzach mieli kominiarki, a w rękach nóż, którym sterroryzowali właściciela kantoru opuszczającego placówkę bankową przy ul. Dmowskiego w Bielsku-Białej. Wcześniej musieli śledzić pokrzywdzonego oraz mieli doskonałe rozeznanie w centrum miasta. Samochód, którego użyli do rozboju miał fałszywe tablice rejestracyjne. Jak ustalił portal, łupem bandytów padła kwota blisko 870 tys. zł i tym samym był to najbardziej zuchwały rozbój od 1999 roku, gdy gang Niemczyka dokonał napadu na konwój zmierzający do banku.

Do rozboju doszło 11 stycznia, ale dotychczas policja nie ujawniała zbyt wielu informacji o zdarzeniu. Wiadomo było tylko tyle, że po godz. 14.00 przy ul. Dmowskiego w Bielsku-Białej w rejonie zjazdu na plac Ratuszowy zaroiło się od policyjnych radiowozów, w tym nieoznakowanych pojazdów.

Prokuratura potwierdza nieoficjalne ustalenia

Funkcjonariusze przez kilka godzin prowadzili czynności operacyjne w pobliżu placówki bankowej. Z naszych nieoficjalnych informacji wynikało, że łupem bandytów miał paść nawet milion złotych, a mężczyzna po wyjściu z banku został sterroryzowany niebezpiecznym narzędziem i oddał pieniądze. Pojawiły się również pogłoski, że sprawcy mieli wschodni akcent i byli narodowości gruzińskiej. Policja dopiero kilka dni po zdarzeniu potwierdziła tylko, że doszło do napadu, a łupem złodzi padła duża suma pieniędzy.

W sprawie wszczęte zostało śledztwo. Wystąpiliśmy do Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej z szeregiem pytań w związku z napadem do jakiego doszło w centrum miasta. Pytaliśmy m.in. czy moment napadu został utrwalony na monitoringu, bo kamer w centrum miasta nie brakuje. Interesowały nas także szczegóły samego napadu, jak również informacje, czy ustalono personalia lub złapano złodziei.

Prokuratura jest zdawkowa w udzielaniu informacji. Przekazano nam jedynie, że śledztwo toczy się w związku z rozbojem w centrum Bielska-Białej, w trakcie którego użyto niebezpiecznego narzędzia oraz spowodowaniem naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia trwającego krócej niż siedem dni. Pierwszy z tych czynów zagrożony jest karą do 20 lat pozbawienia wolności, drugi do dwóch lat.

Trzech sprawców w kominiarkach z nożem

Śledczy potwierdzili nam, że właściciel kantoru, który wychodził z banku, został sterroryzowany nożem, a łupem złodziei padła kwota 866 778 zł. - Na obecnym etapie śledztwa, nie mogę podawać więcej informacji w tej sprawie. Aktualnie trwają intensywne czynności zmierzające do ustalenia tożsamości sprawców - przekazała nam prokurator Agnieszka Michulec, rzecznik prasowa bielskiej prokuratury.

Z nieoficjalnych ustaleń portalu wynika, że policja po zdarzeniu zabezpieczyła nagrania z kamer monitoringu miejskiego, a w pobliżu miejsca, gdzie doszło do napadu, działa kamera. Nasze policyjne źródła twierdzą jednak, że przestępcy doskonale wiedzieli jaki dokładnie jest obszar zasięgu poszczególnych kamer i w którym miejscu przeprowadzić napad. Sprawców było najprawdopodobniej trzech, na twarzach mieli założone kominiarki. Samochód, który został użyty do napadu, miał „lewe” tablice. 

- To była robota fachowców, mieli świetne rozpoznanie i zostawili po sobie bardzo mało śladów - mówi nam osoba, która zna kulisy prowadzonych działań operacyjnych. Przestępcy musieli obserwować pokrzywdzonego i wiedzieli, kiedy oraz gdzie przemieszczać będzie się z tak dużą kwotą pieniędzy.

Kontenerem zatarasowali drogę

Rozbój, do jakiego doszło kilka tygodni temu w centrum miasta, to najbardziej zuchwały skok od listopada 1999 roku, gdy gang Ryszarda Niemczyka napadł na konwój zmierzający do Prosper Banku przy ul. Partyzantów w Bielsku-Białej. W przeprowadzonej po zmroku akcji łupem złodziei padła kwota ok. 616 tys. zł. Po kilku latach bandyci odpowiedzieli za przestępstwo przed wymiarem sprawiedliwości.

W złożonych na początku procesu wyjaśnieniach, gangster pochodący z Janowic powiedział, że nie uczestniczył bezpośrednio w samym napadzie i był w innym miejscu miasta. Gdy konwój wiozący gotówkę przejechał koło niego, dał znać trzem kolegom, by się przygotowali. Sama akcja miała szybki przebieg.

Kiedy samochód zmierzał już na tył placówki bankowej, na drogę wypchnięty został duży kontener na śmieci, który zablokował drogę. Potem wyskoczyli zamaskowani mężczyźni. Napastnicy młotkiem wybili boczną szybę w aucie i wyciągnęli z auta ochroniarzy, w tym kierowcę oraz kasjera, których powalili na ziemię. Jednemu z ochroniarzy wybili zęby i złamali nos. Cały napad trwał ok. 60 sekund.

Ochroniarz zdradził im plany konwoju

- Bielsko-Biała wydawała się bardzo spokojnym miastem. Nie przypuszczaliśmy, że do napadu może dojść przed samym bankiem - zeznawał ochroniarz. Kasjer banku mówił, że w trakcie napadu jeden z napastników trzymał w rękach coś, co przypominało długą broń. Napastników było trzech. Świadek ocenił, że ochroniarze nie mieli szans, szybko odebrano im broń. - Zorientowałem się, że coś jest nie tak, bo ode mnie nie zażądali broni. Wiedzieli kim jestem - zeznał kasjer, od którego bandyci chcieli klucze.

Gang Niemczyka był doskonale przygotowany do napadu na konwój, bo współpracował z nimi inny pracownik ochrony bielskiego banku. Wiedzieli kiedy, gdzie i jakim autem poruszać będzie się konwój, który tego dnia przewoził dużą sumę pieniędzy, był to m.in. utarg z kilku stacji benzynowych i gotówka z domu maklerskiego. Ochroniarz za pomoc bandytom miał dostać 10 tys. dolarów. Trzej bandyci, którzy dokonali napadu, „skasowali” po 75 tys. zł. Pozostałą kwotę, czyli ok. 350 tys. zł, zainkasował „Rzeźnik”.

Mimo obławy i policyjnych blokad, bezpośrednio po napadzie gangsterzy zdołali jeszcze uciec samochodem do pensjonatu w Szczyrku. Auto porzucili i podpalili. Później w wynajmowanym przez Niemczyka mieszkaniu w Tychach gangsterzy spalili w piecu puste worki, a także ubrania i buty z napadu. 

Bartłomiej Kawalec
[email protected]