Pani Katarzyna w ZUS w Bielsku-Białej przepracowała 15 lat. Miała stopień inspektora, w pewnym momencie zaszła w ciążę, a następnie pechowo zachorowała. Z macierzyńskiego udała się więc na zasiłek chorobowy, a później świadczenie rehabilitacyjne. Po powrocie do zdrowia chciała wrócić do pracy, którą lubiła i szanowała. Tymczasem pracodawca pocztą przesłał jej... wypowiedzenie. ZUS wykorzystał możliwości jakie dają mu przepisy. Była pracownica czuje się pokrzywdzona działaniem państwowej instytucji i o swoje prawa walczy w sądzie.

Jakiś czas temu pochodząca z Żywca pani Katarzyna po raz pierwszy udała się na urlop macierzyński. Było to bardzo wyczekiwane pierwsze dziecko. Wcześniej z powodów zdrowotnych się nie udawało. Chłopiec urodził się zdrowy, ale to wtedy tak naprawdę rozpoczęły się problemy pani Katarzyny.

Ciążą, a potem problemy zdrowotne

- Krótko po porodzie poszłam na spacer, po powrocie, w pewnym momencie zaczęło mnie paraliżować. Poczułam ogromny ból głowy, światłowstręt. Zdiagnozowano zakrzepicę żył doprowadzających krew do mózgu - udar. Myślałam, że to skutek uboczny znieczulenia. Wcześniej, w szpitalu podawali mi heparynę, czułam się dobrze. Po powrocie do domu problemy narastały, bo nie miałam dostępu do leków - wspomina.

Częściowe paraliże pojawiały się częściej, po dwóch tygodniach pani Katarzyna udała się do neurologa. W trybie pilnym trafiła na SOR w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej. Jej stan był ciężki, podejrzewano nawet nowotwór mózgu. Ale pani Katarzyna chciała być w domu, z nowo narodzonym dzieckiem. - Jak każda matka chciałam po prostu karmić piersią. Wyszłam na własne życzenie - przekonuje.

Paraliże pojawiały się i znikały. Do tego doszły napady padaczki. Pani Katarzyna regularnie odwiedzała lekarzy, robiła badania, podjęła rehabilitację. Miała nadzieję, że po urlopie macierzyńskim wróci do pracy. Wciąż jednak nie radziła sobie z niektórymi czynnościami. - Praca w ZUS jest odpowiedzialna, nie chciałam czegoś zawalić - tłumaczy. Jak twierdzi, od początku była w kontakcie z przełożonymi, częściowo za ich aprobatą z urlopu macierzyńskiego udała się na chorobowe, a następnie świadczenie rehabilitacyjne. 

Wypowiedzenie przyszło pocztą

W czerwcu 2023 roku, wciąż będąc na świadczeniu rehabilitacyjnym otrzymała wypowiedzenie umowy o pracę, choć dyrektor ZUS miał obiecywać, że jej nie zwolni. Pani Katarzyna nie może pojąć tej decyzji. - Wcześniej wysłali mi list gratulacyjny z okazji 15 lat stażu pracy. Ja przez ten czas nigdy nie chorowałam dłużej niż miesiąc. A w ciążę chyba ma prawo zajść każdy, były w ZUS dziewczyny, które nie wracały do pracy nawet przez 5 lat, bo wychowywały dzieci - tłumaczy zwolniona pracownica.

- Byłam dobrym pracownikiem, potwierdza to opinia związku zawodowego. Zdarzały się małe potknięcia, ale nigdy nie było ze mną żadnych większych problemów. Nigdy nie było żadnego wpisu do akt, ani zabranej premii - dodaje. Pani Katarzyna pozwała ZUS do sądu, chce tylko wrócić do pracy. W odpowiedzi na pozew jej szefowa odpisała, że „decyzja o zwolnieniu nie była łatwa, ale konieczna, ponieważ jej nieobecność dezorganizuje pracę całego zespołu”, a ponadto ZUS poniósł koszty w związku z jej zastępstwem.

- Pracowało się różnie, zarobki były niewspółmiernie niskie do obowiązków, ale były też dobre strony. Była stabilizacja, były premie, „trzynastki”, obozy narciarskie. Sama praca bywała ciężka i mocno stresująca. Trzeba było być terminowym, ale ja tam znowu nie robiłam nic aż tak ważnego, żeby destabilizować pracę całego zespołu - mówi Katarzyna. - Pracownicy są przeciążeni, presja jest ogromna. To odpowiedzialna praca. Przez chorobę nie czułam się na siłach, aby na ten moment do tego wrócić - dodaje.

ZUS wykorzystał przepisy prawa

Zwolnienie było w trybie natychmiastowym, w uzasadnieniu ZUS podał, że nigdy nie wiedział, czy i kiedy pani Katarzyna wróci do pracy. A ona chciała to zrobić, potrzebowała tylko trochę czasu. - Mam doświadczenie, byłam w tym całkiem dobra. Nigdy nie było żadnych zastrzeżeń co do mojej pracy. ZUS ma narzędzia, aby pomóc pracownikowi w takiej sytuacji. Związki zawodowe interesowały się tylko do czasu, gdy byłam ich członkiem. Zostałam sama sobie, nikt mi nie pomógł - żali się zwolniona kobieta.

Pani Katarzyna mówi, że skreślona została zbyt wcześnie. Jest pewna, że w momencie zakończenia rehabilitacji byłaby na tyle sprawna, że mogłaby wrócić do pracy. Mówi, że bezproblemowo nadrobiłaby braki w zmienionych przepisach. ZUS miał prawo zwolnić panią Katarzynę w czasie trwania świadczenia, ale czy to normalna procedura w instytucji, która zatrudnia głównie kobiety i pomaga ludziom?

Zapytaliśmy w ZUS. - W związku z niezdolnością do pracy wskutek choroby, która trwa dłużej niż łączny okres pobierania z tego tytułu wynagrodzenia i zasiłku oraz pobierania świadczenia rehabilitacyjnego przez pierwsze 3 miesiące z panią Katarzyną została rozwiązana umowa o pracę. Rozwiązanie umowy o pracę nastąpiło z zachowaniem wszelkich wymogów prawno-formalnych, w tym w zakresie konsultacji związkowej. Pani Katarzyna miała możliwość ponownego zatrudnienia na mocy art. 53 § 5 Kodeksu pracy. Decyzja należała do niej - mówi Beata Kopczyńska, rzecznik ZUS w województwie śląskim.

Zwolniona kobieta nie odpuszcza

O powyższym uprawnieniu ZUS poinformował pisemnie panią Katarzynę. Do tej pory jednak nie zgłosiła ona swojego powrotu do pracy. - Dodam, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest przyjaznym pracodawcą, działającym zgodnie z przepisami prawa pracy i stosującym zasady wynikające z kodeksu pracy. Co więcej, w przypadku przedłużenia świadczenia rehabilitacyjnego pani Katarzyna może mieć nadal możliwość skorzystania z tego uprawnienia i ponownego zatrudnienia w ZUS - dodaje rzeczniczka.

Przepis art. 53 § 5 Kodeksu pracy stosuje się do pracownika pobierającego świadczenie rehabilitacyjne, jeżeli zgłosi swój powrót do pracodawcy niezwłocznie po wyczerpaniu tego świadczenia, choćby nastąpiło to po upływie 6 miesięcy od rozwiązania stosunku pracy. Warunkiem skorzystania z uprawnienia jest zgłoszenie powrotu do pracy niezwłocznie po zakończeniu świadczenia. Jest to jednak przyjęcie na nowo. Pani Katarzyna nie chce tracić przywilejów, które wypracowała sobie przez 15 lat pracy.

- Uściślając pewne fakty - pani Katarzyna wykorzystała urlop macierzyński, a następnie urlop rodzicielski w pełnym zakresie. Po wykorzystaniu urlopu rodzicielskiego nie powróciła do pracy z uwagi na niezdolność do pracy udokumentowaną zwolnieniami lekarskimi. Po wykorzystaniu maksymalnego okresu 182 dni zasiłku chorobowego, lekarz orzecznik ZUS orzekł o jej dalszej czasowej niezdolności do pracy i zostało jej przyznane świadczenie rehabilitacyjne - tłumaczy Beata Kopczyńska, rzecznik prasowa ZUS.

Jeszcze w lutym w sprawie pani Katarzyny rozstrzygać będzie sąd. Do sprawy wrócimy.

Adam Kanik
[email protected]