Domagają się upamiętnienia ich wkładu w rozwój miasta. Park i most czeka zmiana nazwy?
Badacze dziejów Bielska-Białej uważają słowo „tkanina” za najbardziej bielski wyraz i symboliczne słowo-klucz, konieczne do zrozumienia istoty i charakteru dwumiasta nad rzeką Białą. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie włókniarki, która już w latach przedwojennych stanowiły siłę bielsko-bialskiego przemysłu włokienniczego w mieście, a za swoją pracę były gorzej wynagradzanie niż mężczyźni czy kobiety pracującę w innych okręgach przemysłowych. Ich uhonorowania domaga się działaczka lewicy Agnieszka Lamek-Kochanowska, która proponuje zmianę nazwy Parku Włókniarzy oraz mostu w centrum łączącego Bielsko i Białą.
Petycja w tej sprawie 30 stycznia skierowana została do prezydenta miasta Jarosława Klimaszewskiego oraz Rady Miejskiej w Bielsku-Białej. W swej istocie dotyczy zmiany nazwy mostu Włókniarzy na most Włókniarzy i Włókniarek oraz zmiany nazwy parku Włókniarzy na park Włókniarzy i Włókniarek.
Włókiennictwo oparte na kobietach
Bielsko-bialski okręg włókienniczy powstał na styku Śląska i Małopolski, gdy na początku XX wieku oba miasta liczyły po kilkanaście tysięcy mieszkańców, a na początku lat 30. po ok. 22 tys. W ich obrębie nie znajdowały się jeszcze osady stanowiące dziś dzielnice (Aleksandrowice, Mikuszowice czy Komorowice), lecz przemysł włókienniczy zatrudniał tysiące osób i stale potrzebował rąk do pracy. Pracowników ściągano z okolicznych wiosek, odległych o wiele kilometrów - pisze Dariusz Zalega w kwartalniku „Równość”.
Bielsko-bialskie tkaniny tkali nie tylko mężczyźni, ale także włókniarki, pracujące przy maszynach. Włókiennictwo był tą gałęzią przemysłu, która zatrudniała największą liczbę kobiet. O ile w 1928 roku spośród 18,7 tys. pracowników w przemyśle włókienniczym okręgu bielskiego robotnice stanowiły połowę zatrudnionych, to w kryzysowym 1932 roku. było to już 60 proc. spośród 15 tys. pracowników.
Zarabiały gorzej od mężczyzn
Włókiennictwo był gałęzią bielskiego przemysłu, która zatrudniała największą ilość kobiet. Działo się tak, bo duża ilość stanowisk pracy nie wymagających wyższych kwalifikacji zawodowych - umiejętności, które można zdobyć w stosunkowo krótkim czasie. Okoliczności, że praca kobiet była tradycyjnie gorzej płatna, skłaniała przedsiębiorców do ich licznego zatrudnienia. Załoga złożona z kobiet, jako elementu mniej ruchliwego pod względem organizacyjnym i politycznym, była także wygodniejsza dla kapitalistów.
W czasach kryzysu z początku lat 30. kobiety zarabiały średnio o 30 proc. mniej od mężczyzn, a w firmach na peryferiach miasta - w zakładzie Plutzar i Brull w Mikuszowicach - nawet o 40 proc. W dużej mierze wynikało to z niższych kwalifikacji kobiet, ale zarabiały one o wiele mniej również zajmując te same stanowiska pracy, co mężczyźni. Według oficjalnych statystyk, w 1932 roku bielskie włókniarki zarabiały gorzej niż robotnice pracujące w przemyśle włókienniczym z obszaru Częstochowy i Zagłębia Dąbrowskiego.
Symboliczne upamiętnienie
- Choć włókniarki posiadały niższe kwalifikacje, miały słabsze kompetencje do samoorganzacji i przez to były gorzej wynagradzane za swoją pracę niż mężczyźni czy włókniarki z innych ośrodków przemysłu włókienniczego, to w równym stopniu pracowały na rzecz rozwoju miasta nad Białą - zauważa Agnieszka Lamek-Kochanowska, która kilka dni temu złożyła petycję w sprawie zmiany nazwy parku Włókniarzy oraz mostu Włókniarzy w Bielsku-Bialej. Domaga się, by w nazwie uwzględniono także włókniarki.
Historia bielsko-bialskich włókniarek nie została dotąd spisana, w przeciwieństwie do dziejów łódzkich włókniarek, opisanych w książce Marty Madejskiej „Aleja Włókniarek”. Tymczasem ich obecność i wkład w rozwój miasta nie został, nawet symbolicznie, zaznaczone przez samorząd - pisze autorka.
Głosy takie były podnoszone m.in. w kontekście ubiegania się przez miasto o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2029. - Wielokrotnie słyszałam od prowadzących o konieczności opisania i opowiedzenia historii bielsko-bialskich kobiet, w tym włókniarek. Zmiana nazw mostu i parku z Włókniarzy na Włókniarzy i Włókniarek to pierwszy krok zmierzający do uhonorowania marginalizowanych w pamięci zbiorowej kobiet pracujących w fabrykach włókienniczych - kończy Agnieszka Lamek-Kochanowska.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
40 105Komentarze 83
Czy wyście powariowali, niema już na co kasy wydawać.
Może na szpital jakiś czy coś??????
Kobieta = tokarka
Facet = śmieciarz
Kobieta = śmieciarka
Facet = szlifierz
Kobieta = szlifierka
Facet = budowlaniec
Kobieta = budowlanka
Nurkini
Psycho-loszka
Wniosek trzeba odrzucić do czasu aż działaczka uwzględni wszystkie płcie które mogły występować w zakładach włókniarskich.
Ok, ja mogę sobie żartować - ale dla lewicy to powinna być poważna sprawa z takim wykluczaniem innych genderów.
Nikomu przy zdrowych zmysłach nie przyszło by do głowy, że Park Włókniarzy może upamiętniać tylko mężczyzn.
Pokusiłem się o próbkę nowomowy:
Pani premierka w obecności ministr i ministrów przyjęła delegację radnych (pań) i radnych (panów) . Rozmawiali na temat nazwy Parku Włókniarek i Włókniarzy, która to nazwa podzieliła Polki i Polaków, a głównie Bielszczanki i Bielszczan. Jednak temat włókniarek i włókniarzy zszedł na dalszy plan wobec sytuacji lekarek i lekarzy w szpitalu położonym przy dawnej ulicy Brygadzistów i Brygadzistek.
ładne?

Klauzula informacyjna ›