We wtorek w budynku mieszkalnym w Bielsku-Białej odnaleziono ciało 63-letniego mężczyzny. Zmarł w wyniku zatrucia tlenkiem węgla. W pomieszczeniu, w którym znajdował się denat był promiennik gazowy na butle, który najprawdopodobniej był przyczyną śmiertelnego zatrucia. To kolejna ofiara czadu w regionie.

63-latek to trzecia w tym sezonie grzewczym ofiara śmiertelna w Bielsku-Białej i powiecie bielskim. Pozostałe dwa zdarzenia, gdy doszło do śmiertelnego zatrucia czadem miały miejsce w listopadzie w Dankowicach, gdzie 50-letni mężczyzna został odnaleziony w łazience, oraz w grudniu w Jasienicy, kiedy najprawdopodobniej w wyniku wadliwie działającego piecyka gazowego śmieć poniósł 64-latek.

Od października bielscy strażacy interweniowali już 34 razy w związku z uwalnianiem się tlenku węgla. W całym województwie śląskim od początku sezonu grzewczego, odnotowano 5 ofiar śmiertelnych. Strażacy przypominają, że czad, czyli tlenek węgla jest gazem bezwonnym, bezbarwnym i pozbawionym smaku. W układzie oddechowym człowieka wiąże się z hemoglobiną 250 razy szybciej niż tlen, blokując dopływ tlenu do organizmu. Objawami lżejszego zatrucia są ból i zawroty głowy, osłabienie i nudności.

Następstwem ostrego zatrucia - przy dużych stężeniach tego gazu - może być nieodwracalne uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego, niewydolność krążeniowo-oddechowa i śmierć. - Czujnik czadu może uratować ludzkie życie. Urządzenia można kupić praktycznie w każdym sklepie z elektroniką i kosztuje mniej więcej 150 zł - mówi mł. bryg. Patrycja Pokrzywa, oficer prasowa PSP w Bielsku-Białej.

bb