Kilka minut na mrozie musiała czekać na odjazd autobusu 80-latka, która pojechała po wnuka do Jaworza. Seniorka chciała odebrać dziecko na powrocie kursu i przerwę na końcowym przystanku spędzić w pojeździe. W odpowiedzi ze strony kierowcy usłyszała, że „jak chciała sobie pojeździć, to trzeba było wykupić wycieczkę w biurze podróży”. W czasie gdy marzła na przystanku, kierowca prowadził w autobusie rozmowę z młodszą kobietą. W odpowiedzi na skargę słowo przepraszam nie pada.

Wszystko działo się miesiąc temu. Seniorka korzystając z usług Komunikacji Beskidzkiej wyruszyła do Jaworza, by odebrać wnuczka. Wsiadła do autobusu linii 121 w kierunku Nałęża i - jak relacjonuje jej rodzina - dziecko miało zostać doprowadzone na przystanek Haręża, ale w kierunku Bielska-Białej.

Seniorka wyszła, młodsza rozmawiała

- Mama dojechała na końcowy przystanek linii Jaworze Nałęże, chcąc odebrać wnuka na przystanku Jasienica Haręża w drodze powrotnej. Na końcowym przystanku autobus miał 10-minutową przerwę. Mama zwróciła się z prośbą do kierowcy, o możliwość pozostania we wnętrzu pojazdu, ze względu na ujemną temperaturę i swój wiek. Kierowca w sposób opryskliwy odmówił, dodając własny komentarz „jak pani chciała sobie pojeździć to trzeba było sobie wykupić wycieczkę w biurze podróży” - czytamy w skardze.

Rodzina na całą sytuację może machnęłaby ręką, gdyby nie fakt, że w autobusie siedziała inna, dużo młodsza kobieta, z którą podczas postoju kierowca autobusu prowadził konwersację. W tym samym czasie 80-latka mogła przyglądać się całej sytuacji przez szybę stojąc obok pojazdu na mrozie.

- Kierowca w tym czasie nie wykonywał żadnych innych czynności, nie spożywał posiłku, a jedynie prowadził rozmowę z kobietą, która pozostała w pojeździe. Drzwi autobusu zostały ponownie otwarte po ok. 9 minutach, na minutę przed odjazdem - opisuje rodzina. Kobietę wzburzył kolejny komentarz kierowcy, gdy poprosiła, by zatrzymał się na przystanku Jasienica Heręża. - Postanowił skomentować słowa mamy: Trzeba było wysiąść jadąc w kierunku Nałęża - przytacza rodzina, która oczekiwała od przewoźnika wyjaśnień.

Słowo przepraszam nie pada

- Zawód kierowcy to nie tylko umiejętność prowadzenia autobusu czy posiadanie odpowiedniej kategorii prawa jazdy. To także znajomość podstawowych zasad kultury, bo empatia u tego konkretnego kierowcy, to raczej coś nieosiągalnego. Nakaz opuszczenia autobusu przez starszą kobietę, przy równoczesnym pozostawieniu w nim innej osoby, musiało być uwłaczające dla mojej mamy, a w moim odczuciu stawia pod dużym znakiem zapytania kompetencje i zasadność pracy kierowcy - uważa syn 80-latki.

Komunikacja Beskidzka odpowiedziała na skargę po przeprowadzeniu postępowania wyjaśniającego. Kierowca kursu potwierdził zdarzenie. - Jeśli chodzi o drugą osobę w autobusie, wyjaśnił, że weszła ona tylnymi drzwiami, a dyskusja (...) dotyczyła próby wyjaśnienia jak należy zakupić bilet w aplikacji mobilnej - pisze przewoźnik, który zapewnia, że kierowcy zostały przypomniane zasady należytego zachowania się, ze szczególnym uwzględnieniem uprzejmości i większej empatii wobec pasażerów.

Ludzkie słowo przepraszam w odpowedzi jednak nie pada. - Jak wynika z pisma, żeby zostać w pojeździe, trzeba: a. wejść wbrew regulaminowi tylnymi drzwiami i b. zapytać o aplikację mobilną. W przeciwnym wypadku stój na mrozie. Regulamin w żaden sposób nie nakazuje opuszczenia pojazdu, natomiast... zabrania wchodzenia tylnymi drzwiami. Z kolei „pasażer ma prawo do kulturalnej, z poszanowaniem godności osobistej, obsługi przez kierującego pojazdem i kontrolera biletów” - mówi zrytowany syn 80-latki.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]