Zawieźli dary od bielszczan. Kilka ton żywności trafiło do miasta blisko linii frontu - foto
Stowarzyszenie Obywatelskie z Jaworza i grupa bielszczan, wraz z radnym Dariuszem Michasiowem udała się przed świętami do Chersonia. Wyprawa trwała niemal tydzień, dostarczono kilka ton żywności do mieszkańców miasta zniszczonego przez Rosjan. Z racji bliskości linii frontu konieczne były szczególne środki ostrożności.
Pięć dni trwała podróż busami z Bielska-Białej do Chersonia, gdzie dostarczona została żywność z długim terminem przydatności - w puszkach, mąka, kasza, ryż, makaron, cukier, mleko w proszku, jedzenie dla niemowląt, pampersy, zeszyty, długopisy, odzież, śpiwory, karimaty i kule inwalidzkie.
Transport zorganizowało Stowarzyszenie Obywatelskie z Jaworza, jego wiceprezes Adrian Briss od początku wojny wykonał setki takich transportów z pomocą. Do tej pory ewakuowano też ponad tysiąc Ukraińców, przede wszystkim kobiety i dzieci. W organizacji działa Viktoria Ivashkina ze Słowiańska w obwodzie donieckim, pełniąc funkcję koordynatora ds. ukraińskich. Sama przyjechała do Bielska-Białej transportem, organizowanym przez Adriana Brissa, a teraz pomaga rodakom. Wcześniej była policjantką.
Mieszkańcy Chersonia są w koszmarnej sytuacji. Brakuje prądu, bieżącej wody i ogrzewania, dzięki dobrym kontaktom na miejscu dary trafiły bezpośrednio do najbardziej potrzebujących mieszkańców.
W transporcie brał udział Dariusz Michasiów. - Dostaliśmy hełmy i kamizelki, poinformowano nas, że Rosjanie często atakują ciężarówki z pomocą humanitarną. W punktach kontrolnych byliśmy dokładnie sprawdzani, Ukraińcy ostrzegali by w czasie postojów uważać na zaminowane pola. W mieście czuć napięcie, walki słychać było kilkanaście kilometrów dalej. Mało samochodów, praktycznie całe zaciemnione.
Radny wspomina, że gdy wcześniej dwa razy odwiedzał okolice Lwowa, widział inną Ukrainę. W zasadzie od Mikołajowa większość domów była ostrzelana, stacje benzynowe i sklepy nieczynne. - To było duże przeżycie. Ludzie wyszli z bloku, jeden starszy pan zapytał czy nie mam może chleba, miałem tylko trzydniowy bochenek, który przywiozłem ze sobą. Ogromna była jego radość - mówi radny Michasiów.
ak
Zdjęcia: radny Dariusz Michasiów
Oceń artykuł:
33 30



Klauzula informacyjna ›