W zeszłym tygodniu w Klubokawiarni Aquarium odbyło się spotkanie historyczne poświęcone bielskim Niemcom. Trzech znakomitych historyków przypomniało dzieje przedwojennego Bielska aż od czasów średniowiecza. Nieodłączną cechą miasta od zawsze była wielokulturowość. Wskutek liczebności mieszkańców narodowości niemieckiej mówiło się, że to Biała jest polska, a Bielsko niemieckie. O trudnym dziedzictwie przez wiele lat się nie mówiło. Był to temat tabu.

Wprowadzenie dziejowe, przy pełnej sali, za pomocą m.in. map historycznych przeprowadził Piotr Kenig z Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej, kustosz oraz kierownik w Starej Fabryce, autor wielu książek historycznych na temat miasta. Badacz dziejów miasta przypomniał m.in., że na początku XVI w. cały region znajdował się pod panowaniem austriackich Habsburgów, w czasie II wojny światowej został włączony do III Rzeszy, a po 1918 roku Bielsko leżało na Śląsku, a Biała w województwie krakowskim.

Niemiecki wkład w rozwój Bielska

Przez dziesięciolecia mówiło się o „niemieckim mieście w Galicji”. Spowodowane to było masowym rozpowszechnianiem się języka niemieckiego już w czasach średniowiecza. Wtedy w regionie powstała wyspa językowa, która z biegiem lat przybierała na sile. Po II wojnie światowej niemal 1/3 mieszkańców Bielska deklarowała narodowość niemiecką. Przed wojną była to praktycznie połowa. Choć dziś niektórzy starają się to negować, Niemcy mieli nieoceniony wkład w rozwój dzisiejszego Bielska.

Zmienne na przestrzeni dziejów granice państwowe, kwestia językowa, a także różnica wyznań sprawiała, że bielszczanie narodowości niemieckiej, tak samo zresztą jak i Polacy, uważali to miejsce za swoją ojczyznę. - Bielscy Niemcy nie budowali nazizmu - deklarował drugi z prelegentów - Łukasz Giertler, przewodniczący koła Mniejszości Niemieckiej w Bielsku-Białej. Od lat zajmujący się badaniami nad przeszłością miasta opowiedział, co tak naprawdę straciliśmy wraz z wysiedleniem niemieckich sąsiadów.

Część kultury bezpowrotnie stracona

Po II wojnie światowej z Bielska lub Białej uciekło lub wypędzono wielu rodowitych mieszkańców miasta. Zostało ok. 10 tys. osób posługujących się językiem niemieckim. - Wiele osób zostało pozbawionych swojej tożsamości - mówił Giertler. Przekonywał, że nasze miasto skrywa bogate, ale zarazem trudne dziedzictwo. O niemieckim dziedzictwie przez wiele lat się nie mówiło. Był to temat tabu. W czasie panelu historycznego starano się przybliżyć historię, jak i poruszyć temat kultury oraz tożsamości regionu.

Jak ważna była mniejszość niemiecka? Wystarczy przypomnieć, że to Polacy, wybrali przed wojną na swojego senatora Eduarda Panta, mieszkającego w Bielsku redaktora największego niemieckiego pisma w kraju. Są też straty dla kultury - bielscy Niemcy mieli swoje stroje ludowe, charakterystyczny ubiór męski z wysokim kapeluszem - tzw. zuckerhuter, czy własne lokalne tańce. Ta część bielskiej kultury zniknęła. W ramach zacierania śladów po niemczyźnie spalono także niezliczoną liczbę księgozbiorów. Tego nie odzyskamy.

Wilamowianie to ani Niemcy, ani Polacy

Ostatni z wykładów, na temat różnic między Niemcami, a wilamowianami wygłosił Tymoteusz Król - dr nauk o kulturze i religii, etnolog i folklorysta. Jego zdaniem, mieszkańcy Wilamowic często nie czuli się ani Niemcami… ani Polakami. Dlaczego? Pochodzą oni od innych niż bielscy Niemcy osadników. Większość wilamowian była co najmniej dwujęzyczna. Mówili po wilamowsku i po niemiecku lub polsku. Odróżniali się strojem od Niemców, choć zdarzało się, że historycy generalizowali i zjednywali ich z Niemcami.

Niemcy jednak byli dla nich obcy. Potępiali podpisywanie folkslisty, co ochoczo robili mieszkańcy Hałcnowa. Nie chcieli przenosić się po wojnie do Niemczech - otrzymali wtedy polskie obywatelstwo i mogli zostać na swojej ziemi. To jednak sąsiedzi z okolicznych wsi urządzili im dzikie wysiedlenie, przez co wielu wilamowian uciekło. Najprościej rzecz ujmując - wilamowianie od zawsze byli zupełnie osobną grupą etniczną.

Adam Kanik
[email protected]