Pan Leszek jest po siedemdziesiątce. Niepełnosprawny, z pierwszą grupą inwalidzką. Ma nieco ponad 1700 zł emerytury i oszczędza każdy grosz. Od kilku lat nie wychodzi z mieszkania, ale niedługo będzie musiał je opuścić. Ma być eksmitowany…

Nie jest - jak sam mówi - lumpem czy pijakiem. Jest schorowany, życie go nie oszczędzało. Że jest porządnym człowiekiem przekonuje jego znajoma, pani Krystyna, która pomaga mu bezinteresownie w codziennych sprawach. Jest rówieśniczką pana Leszka, sama zmaga się ze swoimi problemami zdrowotnymi.

Mieszkanie na jednym z bielskich osiedli jest nieduże, na piętrze. Lokal należy do gminy. Od lat nie był remontowany. Kiedy odwiedzamy pana Leszka jest już wieczór, wewnątrz panuje półmrok, rozświetla go tylko niewielka lampka. Gospodarz ma tylko nieco ponad 1700 zł emerytury, więc musi oszczędzać każdy grosz. Na niewielkim stoliku kilka opakowań po lekarstwach, fiolki, opatrunki i plik dokumentów.

Pan Leszek leży na tapczanie przykryty poszarzałą kołdrą. Spędza tak większość czasu. Jeszcze trzy lata temu, z trudem, bo z trudem, ale poruszał się o kulach. Teraz jest w stanie zrobić najwyżej kilka kroków po mieszkaniu. Widać, że cierpi. Każdy wysiłek sprawia mu wyraźny ból. Ma zaawansowaną cukrzycę, problemy z zaćmą i płucami. Nogi odmówiły posłuszeństwa, a na dodatek pojawiły się na nich bolesne rany. Przeszedł kilka operacji, ale nie jest lepiej, tylko gorzej. Jak to się stało, że musi się wyprowadzić z mieszkania, w którym spędził - z krótkimi przerwami - całe życie? Czy MOPS nie może jakoś pomóc?

Cały reportaż w „Kronice Beskidzkiej”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika ukazało się w czwartek i jest dostępne w kioskach, salonikach prasowych czy stacjach benzynowych. E-wydanie kupisz TUTAJ.

map

Zdjęcie: Marcin Płużek