Rudera w podwórzu przy ulicy 11 Listopada w Bielsku-Białej kryje mroczną historię. Kiedyś działała w niej pralnia obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Ale udawało się tam także przemycać informacje od więźniów.

- Przed I wojną światową Henryk Reich uruchomił w zabudowaniach od strony dziedzińca pralnię chemiczną „Pedanteria” - mói Piotr Kenig, bielski historyk. Zakład był niewielki, specjalizował się w praniu koszul męskich ze sztywnymi kołnierzykami. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zakład cały czas działał.

Jako mienie pożydowskie przejął go za bezcen Gustaw Schweitzer, nauczyciel w szkole ewangelickiej w Białej. Był członkiem NSDAP, z uwagi na posiadane koneksje chciał szybko się wzbogacić, robiąc interesy z nową władzą. Podpisał umowę z komendanturą KL Auschwitz na świadczenie na rzecz obozu usług pralniczych. W ten sposób niewielka dotąd pralnia stała się wielkim kombinatem, w którym prano ogromne ilości zakrwawionych „pasiaków”, a także mundury mordowanych masowo w Auschwitz po inwazji Niemiec na ZSRR jeńców radzieckich. Trafiały tam także mundury i garderoba esesmanów z załogi obozu.

Pod koniec 1941 roku pralnia pracowała na trzy zmiany. Pomiędzy obozem a Bielskiem kursowały regularnie konwoje ciężarówek wożące tam i z powrotem wypraną i przeznaczoną do czyszczenia obozową odzież.

Więcej na temat historii tego miejsca, a także pytania o jego przyszłość - w najnowszej „Kronice Beskidzkiej”. Wydanie lokalnego tygodnika jest dostępne w sprzedaży. E-wydanie można kupić TUTAJ.

map

Zdjęcie: Marcin Płużek