Dziś po dwutygodniowej przerwie wyjazdowy mecz rozegra Podbeskidzie. Jeśli w najbliższych czterech kolejkach zespół nie wygrzebie się ze strefy spadkowej, to - zgodnie z publiczną zapowiedzią Bogdana Kłysa - dojdzie do drastycznych decyzji. Prezes klubu zdradził także, kiedy planował podać się do dymisji.

Prezes klubu w środku tygodnia zorganizował konferencję prasową, w której za pośrednictwem mediów społecznościowych odpowiadał na pytania kibiców. Bogdan Kłys przekonywał, że Podbeskidzie finansowo, organizacyjnie i kadrowo nie zasługuje na to, by okupywać miejsce strefie spadkowej. Od kilku dni w sztabie trenera Grzegorza Mokrego jest osoba odpowiedzialna za przygotowanie mentalne.

Kilka dni po porażc ze Stalą Rzeszów doszło do spotkania prezesa klubu z zespołem i sztabem trenerskim. - W trakcie spotkania ustalone zostały pewne zasady na najbliższe cztery mecze ligowe. One mają sprawić, że nie będziemy zajmować ostatniego miejsca. Jeżeli nie zostaną wykonane, to w listopadzie mamy kolejną przerwą na kadrę i podejmiemy drastyczne decyzje dotyczące klubu - deklarował.

Bogdan Kłys nie sprecyzował jakie to cele ani zasady, ale z jego późniejszej wypowiedzi łatwo można było wywnioskować, że piłkarzom zostały „zamrożone” wynagrodzenia lub ich część. Tymczasem przed zespołem bardzo trudny terminarz - dziś na wyjeździe mecz z GKS-em Tychy, potem domowe spotkanie z mającą aspirację gry w ekstraklasie Wisłą Kraków i wyjazdowy mecz z Arką Gdynia. Później dojdzie do spotkania z ekstraklasową Pogonią Szczecin w 1/16 Pucharu Polski i domowy mecz z Miedzią Legnica.

- Te mecze odpowiedzą czy ten zespół ma gen zwycięstwa, by nam dać trochę radości - dodał Kłys. 

W trakcie konferencji nie zabrakło pytania o to, kiedy prezes Podbeskidzia podanie się do dymisji. - Mam kontrakt z miesięcznym wypowiedzeniem. Takie myśli przychodzą do głowy, pierwsza była, gdy w zeszłym sezonie graliśmy z Chrobrym Głogów. Napisałem dymisję, ale wygraliśmy 6:0 i schowałem ją. Jeśli kibice myślą, że bycie prezesem jest łatwe, przyjemne i bezstresowe, to są w błędzie - mówił Bogdan Kłys.

bak